Przeskocz do treści

 Paradoksalna teoria zmiany

 Na początku przytoczę Ci cytat Arnolda Beissera: “Zmiana następuje wtedy, gdy stajesz się tym, kim jesteś, a nie wtedy, gdy próbujesz stać się tym, kim nie jesteś.”. Czyli innymi słowy, zmiana może zacząć się w momencie, gdy zobaczysz siebie takim, jakim jesteś teraz (razem z jasną i ciemną stroną) i to zaakceptujesz, a nie wtedy gdy zaprzeczasz jakimś swoim aspektom (mogą to być cechy, zachowanie, emocje, przekonania, potrzeby). To paradoksalna teoria zmiany.

 Co Ty na to? Jakie uczucia i myśli się w Tobie pojawiają? Zaskoczenie? Sprzeciw? A może myśl: „Zgadzam się co do akceptacji mocnej strony ale cień? Muszę to zwalczyć albo pozostawić to w ukryciu, a nie zaakceptować!” lub  „Po co mam godzić się z czymś czego nie lubię czy z czymś co uważam za wstydliwe??”

 Całkowicie rozumiem te reakcje. Większość z nas lubi słuchać i opowiadać o tym w czym jest się dobrym i tego nigdy za wiele (choć nie zawsze tak jest). A gdy chodzi o cień…. Cień zazwyczaj wzbudza w nas lęk. Jest to coś, co uważamy za złe, wstydliwe. Coś czego lepiej nie pokazywać i nie oglądać. Dlatego wypieramy go. A tak naprawdę to nigdy się temu dobrze nie przyjrzeliśmy, więc w rzeczywistości mamy dużo wyobrażeń na jego temat, równocześnie nie znając go.

Cień

 Tymczasem to co skrywamy w cieniu niekoniecznie musi znaczyć coś złegoZ cienia mogą się wyłonić też prawdziwe perełki. Jakie? Zanim do tego przejdę, wyobraź sobie coś. Idziesz drogą i nagle widzisz ruderę. Chcesz przejść obok, ale coś Cię tam ciągnie. Wahasz się chwilę czy tam wejść. Z zewnątrz nie wygląda zachęcająco. Po namyśle wchodzisz jednak do środka. Ciekawość wygrywa. W środku mogą się wydarzyć trzy scenariusze. Pierwszy. Okazuje się, że dom jest zniszczony i najlepiej go zburzyć i wybudować nowy na jego miejscu. Drugi. Stwierdzasz, że dom jest całkiem, całkiem, i że po pewnych przeróbkach może wyglądać jak nowy. Trzeci. Po wejściu, Twoim oczom ukazuje się przepiękne wnętrze. Stwierdzasz, że tak naprawdę można tu od razu zamieszkać i jedynie odnowić go na zewnątrz.

 Tak samo jest z cieniem. Stając z nim twarzą w twarz być może okaże się, że odkryjesz jakąś swoją cechę (zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), którą stwierdzisz, że chcesz zmienić. A może zobaczysz, że jakaś cecha, tak naprawdę może być czasem przydatna i zdecydujesz się z niej korzystać w pewnych sytuacjach, a w innych (gdy jej użycie może być szkodliwe) zastosować coś innego. Jest jeszcze inna opcja. Może się okazać, że w cieniu skrywają się Twoje talenty i mocne strony, do których się nie przyznawałeś, bo kiedyś zdobyłeś przekonanie, że „to nie przystoi”, itp.

 Czy to zachęciło Cię choć trochę do spojrzenia na cień? Mam taką nadzieję J. Choć, być może nadal pojawia Ci się pytanie. „Ok, ale po co mam ten cień zaakceptować? Szczególnie gdy okaże się, że rzeczywiście nie podoba mi się to co zobaczyłem”. W akceptacji cienia nie chodzi o akceptację „taki już jestem i nic tego nie zmieni” albo „nie podoba mi się to, ale skoro taki jestem to nie będę tego zmieniał”. Chodzi o pogodzenie się z tym, że „tu i teraz taki jestem, takie emocje przeżywam, takie mam przekonania, itp.”. Akceptując to, przestajesz oceniać, a zaczynasz się temu przyglądać. Widzisz pełny obraz i możesz postanowić co dalej z tym zrobić. Brak akceptacji może sprawić, że nie będziesz mógł w pełni siebie zobaczyć i trudniej będzie Ci podjąć właściwą decyzję. A jeśli nie mówimy nawet o akceptacji tylko o wyparciu, to tym bardzie trudno będzie coś zmienić. Tak naprawdę mówisz w tej sytuacji “to nie istnieje”. Więc jak masz zmienić coś co nie istnieje?

Etapy paradoksalnej zmiany

 Wracając do procesu paradoksalnej zmiany, poniżej przedstawię Ci jak taka zmiana przebiega. Jeśli chcesz, możesz to zrobić samodzielnie. A jeśli lęk jest prawie tak duży jak chęć przyjrzenia się temu, może warto abyś zastanowił się nad konsultacją u terapeuty. Terapeuta może być pomocny dlatego, że czasem mimo szczerych chęci, nasz strach może potajemnie nas sabotować. I terapeucie łatwiej to zobaczyć. Pomoże przyjrzeć się lękowi i obawom. A potem, wiedząc już czego się obawiasz, jeśli zdecydujesz się na to, poprowadzi Cię dalej przez ten proces.

  A teraz czas na etapy:

     1.   Wybierz cechę (lub zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), której chcesz się przyjrzeć, a którą wcześniej wypierałeś.

    2.   Nazwij ją i zaakceptuj, że w tym momencie taki jesteś. To jest Twój punkt startowy. To ten punkt na mapach, który mówi „TU JESTEŚ”.

     3.   Zacznij obserwować siebie. Jak się czujesz gdy tak robisz lub gdy to ukrywasz? Jaki to ma wpływ na Ciebie i na innych? Czy jest to korzystne czy szkodliwe? Czy to jest właśnie to na czym Ci zależy? 

    4. Czasem też będziesz musiał sięgnąć do przeszłości. Z czego wynika, że tak się zachowujesz? Co sprawiło, że zepchnąłeś to do cienia? Jakie doświadczenia miały na to wpływ?

 Jeśli na którymkolwiek z etapów, zaczniesz czuć silne emocje, warto poszukać wsparcia bliskiej osoby lub terapeuty.

  W pewnym momencie wydarzy się jeden ze scenariuszy:

 Pierwszy. Zdasz sobie sprawę, że chcesz coś zmienić całkowicie lub częściowo. I to „chcę”, w pełni świadome, wypływać będzie z Ciebie, z Twojego serca. Nie będzie już wtedy „muszę” czy „powinienem”. Zmiana będzie wtedy o wiele łatwiejsza.

lub

 Drugi. Stwierdzisz, że jedyne co musisz zrobić to zmienić swoje nastawienie do danej cechy (zachowania, potrzeby, itp.), zaakceptować ją i zacząć ją bardziej pokazywać.

 Etapy paradoksalnej zmiany mogą się zadziać szybko lub trwać. Jest wiele czynników, które mogą na to wpływać. Ważne jest, aby nie przyspieszać ich. Pozwól wszystkiemu płynąć. Warto, aby potrzeba (jakakolwiek się nie pojawi) wypłynęła naturalnie.

 Na koniec chciałam podkreślić jedno. W paradoksalnej teorii zmiany nie musisz od razu zaakceptować całego swojego cienia (wszystkiego czego wypierasz) i dopiero wtedy dokonać zmiany. Możesz to robić etapami: cecha po cesze czy zachowanie po zachowaniu, emocja po emocji, przekonanie po przekonaniu lub potrzeba po potrzebie.

 Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci powodzenia na Twojej drodze do samoakceptacji i do zmiany. A jeśli stwierdzisz, że na którymś etapie potrzebujesz wsparcia, zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Artykuł mówi o blokadach, które sprawiają, że nie inicjujemy zmian oraz daje wskazówki jak sobie z tymi blokadami radzić.

 Czy marzysz o czymś i zostawiasz to w świecie marzeń? Chcesz coś zacząć i odkładasz to na później? Czy może zaczynasz coś i to zaraz porzucasz?

 Jeśli tak, to najprawdopodobniej albo tak naprawdę tego nie chcesz, albo w tym momencie jest coś ważniejszego dla Ciebie albo masz pewne blokady, które przeszkadzają Ci w pójściu za głosem serca czy intuicji. W tym artykule zajmę się właśnie tymi blokadami.

 Co może nas blokować?

 Poniżej przedstawię najczęstsze przeszkody, które mogą sprawiać, że nie wyruszasz w swoją drogę lub zaraz na wstępie rezygnujesz.

      1.    Obawa przed koniecznością poświęcenia się temu bez reszty oraz koniecznością zrezygnowania z pewnych rzeczy.

 Z pewnością wchodząc na ścieżkę zmiany trzeba będzie przeznaczyć na to czas, co oznacza że będziesz musiał zrezygnować z czegoś innego. Jest to naturalne. Natomiast pamiętaj! Możesz, ale nie musisz skakać na głęboką wodę i poświęcać się tylko temu. Jest jeszcze inna opcja – wprowadzanie zmiany małymi krokami. Każdy z wyborów ma swoje wady i zalety. Który wolisz?

 2.    Niechęć do konfrontacji z bólem i trudnymi emocjami

 Zmiana wiąże się ze zmierzeniem się z różnymi emocjami. Będą się one pojawiać w trakcie. Niektóre z nich mogą być nieprzyjemne. Pamiętaj jednak! Jakakolwiek emocja by się nie pojawiła, każda niesie ze sobą ważną informację: może mówić ci, że co si brakuje – po to żebyś zadbał o swoją potrzebę, może mówić ci czego się obawiasz – żebyś może bardziej się przygotował, itp. Dlatego ważne jest, abyś odczytał tą informację i zastanowił się jakich kroków ona od ciebie wymaga.

 3.    Strach przed brakiem akceptacji ze strony innych.

 „A co jeśli innym nie spodoba się „nowy ja” lub mój „nowy styl życia”? „ A co jeśli inni pomyślą że jestem samolubny?”, „ A co jeśli będę się zbytnio wyróżniał?”. „A co jeśli mnie odrzucą?”.  Te i może inne pytania mogą pojawiać  się w naszych głowach. Jesteśmy ludźmi i żyjemy z ludźmi, więc takie pytania są naturalne. Natomiast zastanów się nad tymi obawami. Jak bardzo są realne? Jest mało prawdopodobne, że wszyscy Cię odrzucą. Te osoby, którym na Tobie zależy, być może (choć tak nie musi być) na początku będą kręcić nosem, natomiast z czasem zaakceptują Twój wybór i nowego Ciebie. Pamiętaj, Twoja zmiana, sprawia, że inni wokół siebie też się muszą zmienić, jeśli chcą Ci dalej towarzyszyć. Tak więc uzbrój się w cierpliwość. Co do tych osób, którym nie będzie pasować Twoja zmiana, być może czas na to, aby ograniczyć czas spędzany z nimi lub powiedzieć „do widzenia”. Niektóre przyjaźnie, znajomi nie są na całe życie.

 4.     Lęk o finanse

 Powyższy lęk jest uzasadniony, gdyż musimy mieć za co żyć. Ważne żeby nie stał się przeszkodą, a wskazówką do tego jakie kroki podjąć by się zabezpieczyć finansowo. Koszty mogą być różne. Jeśli chcemy się rozwijać musimy mieć pieniądze na kursy, książki, itp. Musimy mieć też za co jeść, gdzie mieszkać, opłacać rachunki. Jest to szczególnie ważne, np.: gdy chcemy zrezygnować z obecnej pracy i dopiero zacząć rozwijać nowy biznes, czy też zacząć szukać swojej drogi. Zadaj sobie wtedy pytania: „Ile czasu chcę sobie dać na rozwinięcie mojego pomysłu”, „Ile pieniędzy muszę mieć by czuć się bezpiecznie przez ten czas?”. I zacznij zbierać. Możesz też zacząć budować inne umiejętności, które będą przydatne na nowej ścieżce.

 5.    Obawa przed porażką

 „A co jeśli nie dam rady?”, „A co jeśli zaufam intuicji i sercu i mi nie wyjdzie?”, „A co jeśli okaże się, że to nie jest to, co chciałem?”, „A co jeśli tylko stracę czas?”. Podczas drogi lub na jej końcu, może okazać się, że to jednak nie to. Nawet jeśli tak się stanie, nie nazwałabym tego porażką i stratą czasu. Każde doświadczenie nas czegoś uczy: zdobywamy nowe umiejętności, poznajemy nowych ludzi, miejsca. Możemy też w trakcie przeżywać jakieś radosne momenty, które będziemy pamiętać do końca życia. A jeśli naprawdę żadnego z tego co wymieniłam nie doświadczymy? Wierzę, że “nie udało nam się”, bo musieliśmy się nauczyć, czegoś co będzie nam potrzebne aby doświadczyć coś jeszcze lepszego. Tak więc wyciągnijmy wnioski na przyszłość z tego co nas spotkało i ruszmy w dalszą drogę.

 Dam Ci jeszcze jedną wskazówkę. W momencie gdy czegoś chcesz i obawiasz się “porażki”, w podjęciu decyzji, pomocne może być pytanie: Czego będziesz bardziej żałował? Tego, że nie spróbowałeś? Czy tego, ze spróbowałeś (nawet jeśli okazałoby się, że to nie to)? 

 6.    Przekonanie, że „ Na zmianę jest już za późno”

 Czyżby? Kto tak Ci powiedział? Zmiana jest jedyną stałą częścią. Świat oraz my będziemy się zmieniać do końca naszych dni. Nieważne w jakiem wieku jesteś, zadaj sobie pytanie: „ Czy wolę żyć tak jak teraz czy zacząć zmianę?”. Jak będę się czuł gdy ta zmiana nastąpi?”. Wybór należy do Ciebie.

 To są najczęstsze blokady, które powstrzymują nas przed rozpoczęciem, lub sprawiają że wycofujemy się zaraz po tym jak podejmiemy decyzję.

A ty jakiej zmiany chcesz (dotyczącej ciebie)?

Czy coś stoi Ci na przeszkodzie?

Jeśli tak, co to jest? 

Jak możesz sobie z tym poradzić?

Potrzebujesz wsparcia w rozpuszczeniu swoich blokad? Zapraszam Cię na konsultacje –  osobiście lub online.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 

 To, że kryzys przyjdzie co jakiś czas jest pewne jak to, że słoneczna pogoda kiedyś się skończy i będzie burza. Dla większości może się to wydawać przytłaczające. Niestety jest to też prawda, której nijak nie da się zmienić. Kryzysy są naturalną częścią rozwoju. Istnieją w przyrodzie (małe np.: rośliny, które w zimie obumierają, czy tracą liście by potem wyrosnąć na nowo, jak i duże, jak np. wyginięcie dinozaurów), w gospodarce (cykle koniunkturalne), w społeczeństwie i w życiu każdego z nas. Czasem wydarzają się na większą skalę, a czasem tylko nam. Służą temu, by wynieść nas na wyższy poziom.

 

 Natomiast faktem jest, że nie lubimy kryzysów. Boimy się ich. Pojawiają się niespodziewanie i każą nam przebudować swoje życie. Zabierają nam spokój, bezpieczeństwo. Zmuszają do konfrontacji z samym sobą (czasem bardzo niewygodnych) i do wprowadzenia zmian.

 

 Ja też nie należałam do wyjątków. Nie tęskniłam za kryzysami. Nie chciałam, żeby przychodziły. Niestety, nie słuchały mnie i o zgrozo, co jakiś czas pojawiały się na horyzoncie. Nie lubiłam tych chwil. Nie lubiłam tych wszystkich emocji, zmian nawyków, które wiążą się z nimi, wychodzenia ze swojej strefy komfortu i mierzenia się z różnymi moimi strachami. Choć z drugiej strony lubiłam zmiany i poznawanie nowego. Nowe było ekscytujące. Można było powiedzieć, że były we mnie dwie siły – jedna chciała poznać nowe, druga trochę obawiała się nieznanego i nie chciała podejmować wysiłku, jaki się wiąże ze zmianami. Rzeczywistość jednak pokazywała, że pracę trzeba było wykonać, więc zaciskałam zęby, zakasywałam rękawy, znosiłam te niewygody i krok po kroku przechodziłam przez kryzys. Średnio zadowolona. To sprawiało, że tym bardziej nie lubiłam kryzysów. I błędne koło zamykało się.

 

 W pewnym momencie coś się zmieniło. Zaakceptowałam, że kryzysy są częścią życia. Co do samego przejścia przez kryzys, zauważyłam, że im bardziej opierałam się w trakcie temu co się pojawia, i im bardziej nie chciałam porzucić „starego”, tym było mi ciężej i tym dłużej nie mogłam rozpocząć nowego etapu. Tak więc zaczęłam bardziej akceptować to, co się dzieje w danej chwili, doświadczać, wyciągać wnioski i potem na ich podstawie działać. Sprawiło to, że łatwiej przechodziłam przez daną sytuację i potem mogłam szybciej się cieszyć „nowym”, które nastąpiło.

 

 Dostrzegłam też inną prawidłowość, a mianowicie to, że gdy pojawiał się kryzys, znaczyło to, że to co obecne „przeterminowało się”, już nie pasuje do obecnej rzeczywistości i czas na nowe. Jakie nowe? Nie zawsze chodziło o przebudowę całego życia, czasem chodziło tylko o zmianę jakiegoś przekonania albo jakiegoś nawyku. Natomiast to, co miałam zmienić odkrywałam zazwyczaj w trakcie procesu przechodzenia przez tą zmianę.

 

 Jest jeszcze jedna rzecz, którą zauważyłam. Kryzys przynosił mi zawsze prezent – odkrywałam coś w sobie, stawałam się lepsza, silniejsza, czegoś się uczyłam, poznawałam nowych ludzi, nowe miejsca.

 

 A Tobie jak kojarzy się kryzys? Co się w Tobie pojawia gdy słyszysz to słowo? Jakie skojarzenia przychodzą Ci na myśl? Jakie masz uczucia? Pozytywne czy negatywne?

 

Co to jest kryzys i jak na niego reagujemy?

 

 Według greckiej etymologii, słowo krisis to wybór, rozstrzygnięcie. Natomiast czasownik krinein oznacza rozdzielać, odsiewać, rozstrzygać, decydować, sądzić. Nie wiem jak w Tobie, ale we mnie wywołuje to pozytywne odczucia.

 

 Z ciekawości poszukałam wyrazów bliskoznacznych. Większość (99%) z nich wiąże się z bezsilnością, bezruchem, depresją, problemem, przygnębieniem, skostnieniem, sytuacją bez wyjścia, trudem, upadkiem, zachwianiem. Czyli są to słowa o znaczeniu pejoratywnym. Tylko nieliczne mówią, że to moment przełomowy.

 

 Tak więc już samo słownictwo, które używamy przyczynia się do tego, że kryzys wywołuje negatywne skojarzenia. Dodatkowo dochodzi to, że w kryzysie następuje zaburzenie potrzeb bezpieczeństwa i spokoju, a są to, według Abrahama Maslowa, podstawowe potrzeby ludzkie. Kolejną rzeczą, która może przyczynić się do negatywnej oceny kryzysu, może być wysiłek, jaki musimy włożyć, aby zbudować nowe fundamenty.

 

Jak przejść przez kryzys?

 

 Gdy nadchodzi kryzys, faktem jest, że to co stare odchodzi i już nie pasuje do obecnej rzeczywistości. Masz dwa wyjścia. Nie zmieniać nic albo zacząć budować nowe życie z nadzieją na to, że będzie lepsze.

 

 Jest kilka etapów przechodzenia przez zmianę.

 

 Pierwszy z nich to zaprzeczenie. Mówimy wtedy, że „kryzys nie nadszedł”, „nie ma żadnego problemu”, „wcale nie muszę niczego zmieniać”. Jest to nasza naturalna pierwsza reakcja.

 

 Co zrobić? Zauważ swój opór, nazwij go. Gdy zacznie opadać, opisz sytuację, zauważ jak jest i zaakceptuj, że masz problem do rozwiązania.

 Czego unikać? Trwania w zaprzeczeniu. Chwilowym zyskiem jest to, że nie musisz nic robić w tym momencie. Natomiast jest bardzo prawdopodobne, że problem sam nie zniknie. Będzie narastał i dojdzie do momentu, gdzie już nie będziesz mógł, mogła go ignorować i trzeba będzie się nim zająć. Zazwyczaj w bardziej stresujących warunkach i pod presją czasu.

 

 W następnym etapie pojawia się wiele emocji. Mogą to być: sprzeciw, złość, frustracja, strach, obwinianie siebie, innych, bezsilność, bezradność, smutek. Przychodzą pytania: „Dlaczego mnie to spotkało? Czy coś zrobiłem, zrobiłam  nie tak?”. Ich pojawienie się to naturalne następstwo straty. W końcu tracimy kogoś, coś lub jakąś część siebie (osobę, zwierzątko, przekonania, pieniądze, styl życia, pracę, itp.).

 

 Co zrobić? Tu ważne jest, żeby uznać, że te emocje są. Nazwij je: np.: „boję się, że …” , „jestem zły/rozczarowany bo….”, „jestem smutny, bo…”, itp. Jeśli chcesz, podziel się nimi z kimś bliskim. Wypłacz się, jeśli tego potrzebujesz. Możesz też poszukać sensu w całym tym zdarzeniu (choć to może przyjść z czasem). Przeżycie tych emocji sprawi, że zaczną one zanikać.

 Czego unikać? Nie blokuj emocji, które się pojawiają. Blokowanie ich nie powoduje że one znikają. Zamiast tego kumulują się w ciele w postaci napięcia, bycia w ciągłym pobudzeniu, a w dłuższym okresie mogą doprowadzić do różnych chorób, np.: wrzodów. Tłumienie ich może doprowadzić też do obniżonego nastroju, apatii lub depresji.

 

 Wiem, że mało kto lubi przeżywać tego typu emocje, natomiast mogę powiedzieć, że im miej się opierasz danej emocji, tym łatwiej jest sobie z nią poradzić. Boimy się bólu przeżywanych emocji. Natomiast, jak to napisał Paulo Coelho w „Alchemiku” – „Serce obawia się cierpień […] Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie”.

 

 Gdy emocje zaczną opadać przychodzi powoli akceptacja tego, że to co było już nie wróci i czas na nowe. Na tym etapie dochodzi do realnej oceny sytuacji oraz do generowania rozwiązań, po których następuje działanie. Być może będzie chodzić o zmianę siebie: swojego nastawienia, swoich przyzwyczajeń, przewartościowanie pewnych rzeczy lub o zmianę w świecie zewnętrznym. Pojawiają się emocje takie jak zaciekawienie, nadzieja, ekscytacja.

 

 Co robić? Daj sobie czas na przemyślenia, zrozum co jest ważne dla Ciebie w tej sytuacji, co potrzebujesz. Wygeneruj kilka rozwiązań. Sprawdź, które najlepiej Ci pasują. Zapytaj siebie czy potrzebujesz pomocy. I dopiero po tym podejmij działanie.

 Czego unikać? Nie działaj bez zastanowienia. Istnieje ryzyko, że jeśli nie wsłuchasz się w potrzeby i wartości – Twoje akcje mogą być oparte nie na tym co trzeba.

 

 Powyższy, to proces przechodzenia przez zmianę. Etapy zazwyczaj następują po sobie, natomiast mogą się przeplatać. Dodatkowo długość każdej fazy może być różna. Każdy z nas jest tak inny i  napotyka na różne kryzysy, więc trudno zakładać, że wszyscy będziemy przechodzili przez kryzys w ten sam sposób. Ważne, żeby doświadczać i słuchać tego, co się pojawia w Tobie jako odpowiedź na to, co przeżywasz.

 

Kryzys a potencjał

 

 Według Karla Jaspersa to właśnie w kryzysie możesz najbardziej rozwinąć swój potencjał, gdyż jest to czas wglądu w siebie, a więc też „przebudowy”, a często też odkrycia swoich zdolności.

 

 Jak może przejawiać się potencjał w kryzysie? Po pierwsze podczas kryzysu możesz wykorzystać swoje obecne cechy, umiejętności, znajomości, do radzenia sobie z sytuacją. To sprawia, że je wzmacniasz. Jest jeszcze inna opcja. Odkrycie w sobie czegoś, czego nie byłeś świadom. To moment, w którym mówisz „Poradzę sobie. Jeszcze nie wiem jak, ale dam radę”, to moment, gdy rezygnujesz ze starego na rzecz nowego i akceptujesz, że zmierzysz się z tym, co konieczne, mimo że początki mogą nie być przyjemne (choć nie musi być to regułą) i że jedyne co wiesz, to jaki następny krok możesz wykonać. To wtedy, angażując się w nowe życie, możesz nagle odkryć, że posiadasz cechy, o których wcześniej nie wiedziałeś, wiedziałaś.

 

 Jest wielu ludzi, którzy odkryli dzięki kryzysowi siebie i zmienili swoje życie. Na lepsze. Są też Ci, których kryzys przytłoczył.

 

 Gdzie tkwi różnica? Według mnie jest to moment, w którym decydujesz czy wolisz pozostać w zaprzeczeniu i/lub pogrążyć się w rozpaczy czy stawić czoło emocjom i życiu. Wiem, że czasami ogrom emocji i rzeczywistość mogą przytłaczać. Wtedy warto zwrócić się o pomoc do kogoś bliskiego lub do terapeuty, psychologa, psychiatry, w zależności od skali problemu i emocji.


 Nie rezygnuj z siebie. Jesteś warty, warta starania i lepszego życia.

 

 I pamiętaj. „W każdym kryzysie ukryta jest szansa” jak to napisał Eckahrt Tolle w “Potędze teraźniejszości”. Być może jest to szansa, o której Ci się nawet nie śniło.

 

 Potrzebujesz mojego wsparcia i współtowarzyszenia Ci? Zapraszam Cię – umów się na konsultację.

 

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.


 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt