Przeskocz do treści

 W artykule „Chcesz Się zmienić? Zaakceptuj siebie” pisałam między innymi o „cieniu”, czyli o tych swoich cechach, uczuciach, potrzebach, zachowaniu (w dalszej części artykułu, zamiast wymieniać wszystko będę pisała „cecha”), których nie chcemy przyjąć do świadomości. Zazwyczaj zaciekle z nimi walczymy. W jaki sposób? Przedstawię to poniżej.

Jak walczymy z cieniem?

 Wyparcie. Spychamy wtedy naszą cechę do nieświadomości. Mimo że jest to część nas, w naszym mniemaniu nie istnieje. Tak nam się wydaje. Niestety to nie jest prawda. To co wypieramy cały czas jest. Często inni widzą w nas tą cechę choć my jesteśmy przekonani, że dobrze ją ukryliśmy. Choć może się zdarzyć, że ukryjemy to czego się wstydzimy tak dobrze, że nawet inni tego nie zobaczą. Natomiast nawet wtedy ta cześć może dawać o sobie znać. Przejawia się w tym, że irytuje nas ona w innych ludziach. Im nasza złość jest większa tym bardziej prawdopodobne, że tak naprawdę chodzi nie tylko o tą osobę ale i o nas samych.

 Zaprzeczenie. Gdy tylko zauważymy w sobie coś z czym nie chcemy się zmierzyć, powtarzamy sobie: „wydaje mi się”, „wcale taki nie jestem”, „tak naprawdę nie czuję smutku, irytacji, itp.”, „nie potrzebuję tego”, choć intuicyjnie wiemy, że jest inaczej. Mimo to, ignorujemy nasz wewnętrzny kompas i zajmujemy się czymś innym.

 Krytyka. Tu w pełni zdajemy sobie sprawę z tego co w sobie nie lubimy. Za każdym razem gdy zauważymy to co nie akceptujemy, zaczynamy siebie atakować. Wywołuje to w nas poczucie winy lub wstydu. To obniża naszą energię, za co krytykujemy siebie jeszcze bardziej. Coraz gorzej myślimy o sobie, co jeszcze bardziej zmniejsza nasze siły witalne. W ostateczności taki dialog wewnętrzny, może nawet spowodować depresję.

Dlaczego warto przyjrzeć się „cieniowi”?

 Przyjrzenie się „cieniowi” napawa lękiem. Boimy się co zobaczymy, gdy staniemy z nim twarzą w twarz. W naszej głowie pełno jest negatywnych wyobrażeń. I one nie zachęcają nas do konfrontacji. Natomiast pamiętajmy – to są wyobrażenia, a nie rzeczywistość. I warto to zweryfikować. Poniżej przedstawię Ci czemu tak uważam:

       1.    W „cieniu” mogą się skrywać nasze talenty i mocne strony.

       2.    Niektóre cechy, które w sobie odkryjemy, pomimo że czasami mogą nam przeszkadzać, w innych sytuacjach okażą się korzystne.

      3.    Nawet jeśli to, co odkryjemy nie spodoba nam się, to zobaczenie „cienia” daje nam możliwość reakcji i zmiany. Tej możliwości nie mamy w przypadku wyparcia czy zaprzeczenie.

       4.    Zgodnie z cytatem Carola Gustava Junga „Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”, tak więc to co wypieramy kontroluje nas, mimo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy.

       5.    Krytyka obniża naszą wiarę w siebie i sprawia, ze oddalamy się od innych, unikamy życia.

       6.    Wszystkie formy walki pozbawiają nas energii.

 Przytoczę tu dwie sytuacje. Wyobraź sobie, że idziesz w góry z plecakiem. Za każdym razem gdy się potkniesz o kamień, wkładasz go do plecaka. Z każdym kamieniem plecak jest cięższy, coraz trudniej Ci iść pod górę. W końcu ładunek plecaka przygniata Cię i rezygnujesz z dalszej wędrówki.

 To właśnie robimy sobie, gdy zaczynamy siebie krytykować. Mam tu na myśli krytykę, gdy oceniamy całego siebie na podstawie jakiegoś wydarzenia czy na podstawie jednej cechy, np.: „jestem za wrażliwy = jestem bezwartościowy”, „popełniłem błąd = nie można na mnie polegać”. Taka ocena sprawia, że jest nam coraz ciężej ze sobą samym.

 Na szczęście plecak można zdjąć, a kamienie wyjąć. A co ważniejsze, przestać je wkładać do tego plecaka. Tak samo w przypadku krytyki zamiast oceniać całego siebie,  możemy się odnieść do faktów i do konkretnej sytuacji, np.: „Nakrzyczenie na niego nie było dobre. Nie rozwiązało sprawy a jeszcze ją pogorszyło. Chcę znaleźć inny sposób. I przeproszę go, że go nazwałem …..”.

 A teraz wyobraź sobie drugą sytuację. Jesteś nad wodą. Jest słonecznie. Twoi przyjaciele wołają Cię, żebyś do nich poszedł. Chcesz do nich iść ale nie możesz się ruszyć. Musisz trzymać piłkę pod wodą. Nagle ktoś przebiega i chlapie cię wodą. Odwracasz się i zasłaniasz ręką a piłka wystrzela w górę z tak samo wielką siłą, z jaką trzymałeś ją pod wodą. Biegniesz za nią i z powrotem wpychasz ją pod wodę, co zwraca uwagę innych.

 Podobnie jest z wyparciem i zaprzeczeniem. Dużą część naszej energii wkładamy w to, aby „cień” został w cieniu. Różne okazje przechodzą nam koło nosa. A potem, wystarczy chwila nieuwagi i puff….cień ukazuje się nam i innym.

 A wystarczy przestać naciskać piłkę z wyboru. Możesz zrobić to szybko – wtedy wystrzeli, lub wolno – wtedy piłka prawie niezauważalnie wypłynie na powierzchnię i będzie się swobodnie unosić. A Ty będziesz miał dużo możliwości. Albo zostawisz piłkę na wodzie i pozwolisz by odpłynęła, podczas gdy Ty pójdziesz popływać, albo  pograsz w nią lub odłożysz ją na koc i wrócisz po nią później, a teraz wybierzesz się z innymi na spacer brzegiem morza. To samo będzie, gdy zdecydujesz się pokazać swój „cień”. Może na chwilę zwróci on uwagę innych, gdy zrobisz to w spektakularny sposób. Natomiast gdy będziesz pracował nad tym stopniowo, większość osób może nawet tego nie zauważy. Tak bardzo będą pochłonięci swoimi sprawami. A Ty zyskasz wolność i energię, którą będziesz mógł wykorzystać na wiele sposobów.

 Co zamiast walki?

 Co jest przeciwwagą do wyparcia, zaprzeczenia czy krytyki? Zapoznanie się ze swoim cieniem. Odwróć się do niego. Stań z nim twarzą w twarz. Powiedz „Cześć”. Być może „cień” będzie zaskoczony, a może i wzruszony tym, że chcesz się z nim zapoznać. Albo trochę zły. W końcu to jakaś część Ciebie, która została opuszczona. Pozwól mu na te emocje. A potem zacznij z nim rozmawiać: „Kim jesteś? Skąd pochodzisz? Co sprawia, że tak się zachowujesz? Co lubisz? Co nie lubisz?”, itp. Poznaj  tą swoją część. Zrozum ją. Być może „cień” będzie potrzebował czasu, żeby się otworzyć. On przecież zdaje sobie sprawę, że go nie lubiłeś. A może tak się ucieszy, że otworzy się przed Tobą jak książka. Pozwól mu na jego tempo. A potem, jak się już poznacie, zastanów się co dalej. Powodzenia! To może być naprawdę ciekawa i emocjonująca rozmowa. 

 Zaprzestanie walki z “cieniem” ma wiele plusów. Staje się on integralną częścią Twojej osobowości. Już nie działa za Twoimi plecami, tylko z Tobą współpracuje. Wysłuchujesz go, gdy chce coś powiedzieć, natomiast to Ty teraz decydujesz co zrobić dalej. Ponieważ już go nie ukrywasz, zyskujesz energię, którą możesz przeznaczyć na różne działania. Poza tym otwierają się przed Tobą nowe możliwości, które wcześniej omijałeś, a być może teraz z nich skorzystasz. No i możesz odkryć w „cieniu”  prawdziwe perełki.

 Tak więc co decydujesz? Wyparcie, zaprzeczenie, krytyka czy zapoznanie się z „cieniem”?

 Odczuwasz zarówno chęć przyjrzenia się cieniowi jak i strach przed nim? Chcesz, ale coś cię powstrzymuje? Zapraszam na konsultacje

Zachęcam Cię do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 W tym artykule pokażę jak różnie możemy reagować na nieoczekiwaną zmianę i jak każda z tych reakcji wpływa na rozwój sytuacji oraz na nas samych.

Pierwsza droga – Zaprzeczenie

 Jedną z reakcji na nieoczekiwaną zmianę jest zaprzeczenie. Możemy zaprzeczać temu, że problem istnieje i odmawiać zobaczenia go (choć intuicyjnie dobrze wiemy, że jest) lub możemy dostrzegać problem i jednocześnie przekonywać siebie, że wcale nie trzeba się nim zająć.

 Jaki jest efekt? W większości sytuacji problem narasta. Staje się coraz większy, aż w końcu nie sposób go ignorować. Wtedy już trzeba coś zrobić. Zazwyczaj w trudniejszych warunkach.

 Jaki jest wpływ zaprzeczenia na nasze samopoczucie? Na zewnątrz wydaje się, że wszystko jest w porządku. Przecież problemu nie ma. A wewnątrz? Toczymy walkę. Sami ze sobą. Czasem tylko w podświadomości, albo na granicy podświadomości i świadomości. Pytamy siebie: ignorować czy zmierzyć się z tym co niesie problem? Ta walka wyczerpuje nas z energii, sprawia, że możemy być bardziej podatni na stres czy zmęczenie co może wpływać negatywnie w dłuższym okresie na inne obszary naszego życia.

Druga droga – Pogrążenie się w emocjach i myślach im towarzyszących

 Inną reakcją na kryzys jest zatopienie się w emocjach i myślach jakie się pojawiają w związku z tymi emocjami. Jakie to mogą być emocje? Złość na siebie, na innych, na świat, frustracja, poczucie winy, strach, smutek. Jakie to mogą być myśli? „Zawaliłem”, „to jego wina”, „dlaczego teraz?!”, „co to będzie?”, „nie poradzę sobie”, „nie wyobrażam sobie życia bez …”, itp.

 Jaki jest efekt? Mimo, że nie wyparliśmy problemu, nie zajmujemy się nim. Jesteśmy skupieni na emocjach, na tym jak to sobie nie radzimy, i na tym jak źle wygląda sytuacja.

 Co z naszym samopoczuciem?  Pogarsza się, wpadamy w spiralę myśl – emocja – myśl – emocja, itd. Czujemy się coraz gorzej, nie mamy siły na działanie.

Trzecia droga – Wzięcie odpowiedzialności za problem

 Kolejny sposób reakcji na nieoczekiwaną zmianę to zajęcie się sytuacją. Zakasujemy rękawy i bierzemy się do roboty. STOP. Zazwyczaj zaczyna się to w inny sposób, co może niektórych zadziwić. Od czego? Otóż od zaprzeczenia, i emocji. Tak, większość z nas będzie to przechodzić. Jaka jest więc różnica między dwoma powyższymi reakcjami a tą? W poprzednich reakcjach można powiedzieć, że utykamy w nich aż do momentu gdy coś lub ktoś wręcz nie „wymusi” na nas zmiany. W reakcji którą opisuję teraz, w pewnym momencie, sami decydujemy się zmierzyć z problemem. Uświadamiamy sobie, że stawienie mu czoła jest łatwiejsze niż unikanie go. Tak więc mierzymy się z wszystkim co ta sytuacja niesie, włączając w to emocje. Co do emocji to wsłuchujemy się w nie i wyciągamy wnioski z tego co poczuliśmy, usłyszeliśmy, co z kolei jest podstawą do dalszego działania.

 Jaki jest efekt? Pracujemy ze swoimi emocjami i szukamy najlepszej drogi do rozwiązaniem problemu. To nie znaczy, że wszystko idzie „jak po maśle”. Zdarzają się trudniejsze momenty. Mierząc się z nimi zyskujemy siłę na dalsze kroki. Budujemy nowe umiejętności lub odkrywamy nasze mocne strony.

 Nasze samopoczucie może być raz lepsze, raz gorsze. Nasza energia może raz spadać, raz rosnąć. To naturalne, gdy przeżywamy różne emocje czy wtedy, gdy nie pojawiają się przeszkody. Natomiast ważne jest to, że energia zawsze powraca. Pojawia się też nadzieja i wiara w to, że nam się uda.

Jak wybrać trzecią drogę?

 Podsumowując, nasze reakcje na kryzys mogą być przeróżne. Ta, która w dłuższym okresie czasu wchodzi na naszą korzyść, to ta ostatnia – wzięcie odpowiedzialności za swój udział. Czemu zatem wybieramy zaprzeczenie lub zatonięcie w emocjach? Czasem to z czym mamy się zmierzyć wydaje się zbyt przerażające. Dlatego czekamy do ostatniej chwili mając nadzieję, że unikniemy konfrontacji.

 Co może pomóc nam w wybraniu tej trzeciej drogi? Po pierwsze, pamiętajmy, że nasza wyobraźnia może nam podpowiadać scenariusze, które wcale nie muszą się ziścić. Ile razy baliśmy się czegoś i to się nie spełniło. Przypominasz sobie takie przykłady? Ja tak. Po drugie, to z czym mamy się zmierzyć, w rzeczywistości może okazać się nie takie straszne jak w naszych wyobrażeniach. A jeśli wizja jest przerażająca, zawsze możemy stawiać małe kroki, które nie wzbudzają aż tak wielkich emocji. Po trzecie zastanówmy się co zyskujemy, a co tracimy jeśli bierzemy na siebie odpowiedzialność, a co jeśli trwamy w zaprzeczeniu czy w spirali emocja-myśl.

 Jeśli powyższe nie pomaga, a chcesz iść trzecią drogą, zastanów się, może warto porozmawiać z terapeuta. Czasami nasze obawy czy wewnętrzne blokady są duże i potrzeba wsparcia, żeby móc je zidentyfikować i sprawić, żeby przestały przeszkadzać.

                               Pamiętaj! Masz wybór. Możesz zdecydować, którą drogę wybierzesz.

 A jeśli zauważyłeś że trwasz w zaprzeczeniu czy w spirali emocje-myśli i potrzebujesz kogoś kto wskaże Ci drogę, zapraszam na konsultacje.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na blogu.

 

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt