Przeskocz do treści

 W tym artykule pokażę jak różnie możemy reagować na nieoczekiwaną zmianę i jak każda z tych reakcji wpływa na rozwój sytuacji oraz na nas samych.

Pierwsza droga – Zaprzeczenie

 Jedną z reakcji na nieoczekiwaną zmianę jest zaprzeczenie. Możemy zaprzeczać temu, że problem istnieje i odmawiać zobaczenia go (choć intuicyjnie dobrze wiemy, że jest) lub możemy dostrzegać problem i jednocześnie przekonywać siebie, że wcale nie trzeba się nim zająć.

 Jaki jest efekt? W większości sytuacji problem narasta. Staje się coraz większy, aż w końcu nie sposób go ignorować. Wtedy już trzeba coś zrobić. Zazwyczaj w trudniejszych warunkach.

 Jaki jest wpływ zaprzeczenia na nasze samopoczucie? Na zewnątrz wydaje się, że wszystko jest w porządku. Przecież problemu nie ma. A wewnątrz? Toczymy walkę. Sami ze sobą. Czasem tylko w podświadomości, albo na granicy podświadomości i świadomości. Pytamy siebie: ignorować czy zmierzyć się z tym co niesie problem? Ta walka wyczerpuje nas z energii, sprawia, że możemy być bardziej podatni na stres czy zmęczenie co może wpływać negatywnie w dłuższym okresie na inne obszary naszego życia.

Druga droga – Pogrążenie się w emocjach i myślach im towarzyszących

 Inną reakcją na kryzys jest zatopienie się w emocjach i myślach jakie się pojawiają w związku z tymi emocjami. Jakie to mogą być emocje? Złość na siebie, na innych, na świat, frustracja, poczucie winy, strach, smutek. Jakie to mogą być myśli? „Zawaliłem”, „to jego wina”, „dlaczego teraz?!”, „co to będzie?”, „nie poradzę sobie”, „nie wyobrażam sobie życia bez …”, itp.

 Jaki jest efekt? Mimo, że nie wyparliśmy problemu, nie zajmujemy się nim. Jesteśmy skupieni na emocjach, na tym jak to sobie nie radzimy, i na tym jak źle wygląda sytuacja.

 Co z naszym samopoczuciem?  Pogarsza się, wpadamy w spiralę myśl – emocja – myśl – emocja, itd. Czujemy się coraz gorzej, nie mamy siły na działanie.

Trzecia droga – Wzięcie odpowiedzialności za problem

 Kolejny sposób reakcji na nieoczekiwaną zmianę to zajęcie się sytuacją. Zakasujemy rękawy i bierzemy się do roboty. STOP. Zazwyczaj zaczyna się to w inny sposób, co może niektórych zadziwić. Od czego? Otóż od zaprzeczenia, i emocji. Tak, większość z nas będzie to przechodzić. Jaka jest więc różnica między dwoma powyższymi reakcjami a tą? W poprzednich reakcjach można powiedzieć, że utykamy w nich aż do momentu gdy coś lub ktoś wręcz nie „wymusi” na nas zmiany. W reakcji którą opisuję teraz, w pewnym momencie, sami decydujemy się zmierzyć z problemem. Uświadamiamy sobie, że stawienie mu czoła jest łatwiejsze niż unikanie go. Tak więc mierzymy się z wszystkim co ta sytuacja niesie, włączając w to emocje. Co do emocji to wsłuchujemy się w nie i wyciągamy wnioski z tego co poczuliśmy, usłyszeliśmy, co z kolei jest podstawą do dalszego działania.

 Jaki jest efekt? Pracujemy ze swoimi emocjami i szukamy najlepszej drogi do rozwiązaniem problemu. To nie znaczy, że wszystko idzie „jak po maśle”. Zdarzają się trudniejsze momenty. Mierząc się z nimi zyskujemy siłę na dalsze kroki. Budujemy nowe umiejętności lub odkrywamy nasze mocne strony.

 Nasze samopoczucie może być raz lepsze, raz gorsze. Nasza energia może raz spadać, raz rosnąć. To naturalne, gdy przeżywamy różne emocje czy wtedy, gdy nie pojawiają się przeszkody. Natomiast ważne jest to, że energia zawsze powraca. Pojawia się też nadzieja i wiara w to, że nam się uda.

Jak wybrać trzecią drogę?

 Podsumowując, nasze reakcje na kryzys mogą być przeróżne. Ta, która w dłuższym okresie czasu wchodzi na naszą korzyść, to ta ostatnia – wzięcie odpowiedzialności za swój udział. Czemu zatem wybieramy zaprzeczenie lub zatonięcie w emocjach? Czasem to z czym mamy się zmierzyć wydaje się zbyt przerażające. Dlatego czekamy do ostatniej chwili mając nadzieję, że unikniemy konfrontacji.

 Co może pomóc nam w wybraniu tej trzeciej drogi? Po pierwsze, pamiętajmy, że nasza wyobraźnia może nam podpowiadać scenariusze, które wcale nie muszą się ziścić. Ile razy baliśmy się czegoś i to się nie spełniło. Przypominasz sobie takie przykłady? Ja tak. Po drugie, to z czym mamy się zmierzyć, w rzeczywistości może okazać się nie takie straszne jak w naszych wyobrażeniach. A jeśli wizja jest przerażająca, zawsze możemy stawiać małe kroki, które nie wzbudzają aż tak wielkich emocji. Po trzecie zastanówmy się co zyskujemy, a co tracimy jeśli bierzemy na siebie odpowiedzialność, a co jeśli trwamy w zaprzeczeniu czy w spirali emocja-myśl.

 Jeśli powyższe nie pomaga, a chcesz iść trzecią drogą, zastanów się, może warto porozmawiać z terapeuta. Czasami nasze obawy czy wewnętrzne blokady są duże i potrzeba wsparcia, żeby móc je zidentyfikować i sprawić, żeby przestały przeszkadzać.

                               Pamiętaj! Masz wybór. Możesz zdecydować, którą drogę wybierzesz.

 A jeśli zauważyłeś że trwasz w zaprzeczeniu czy w spirali emocje-myśli i potrzebujesz kogoś kto wskaże Ci drogę, zapraszam na konsultacje.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na blogu.

 

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Chińska przypowieść

„W małej chińskiej wiosce mieszkał starszy mężczyzna. Całym jego dobytkiem był kawałek pola oraz koń, z pomocą którego uprawiał rolę. Koń był dla wieśniaka niezwykle wartościowy, ponieważ dzięki niemu mógł zapewnić byt sobie oraz swojemu synowi.

 Pewnego dnia koń zniknął. Sąsiedzi współczuli wieśniakowi takiego nieszczęścia. Mężczyzna nie zamartwiał się jednak stratą konia, lecz ze spokojem pytał:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”

 Tydzień później zwierzę niespodziewanie powróciło do właściciela, przyprowadzając ze sobą stado innych koni.

 Tym razem sąsiedzi nie mogli uwierzyć w to, jakie szczęście spotkało starego wieśniaka – w całej wiosce nikt nie miał tylu koni! Gratulowali mu z całego serca. Mężczyzna podziękował im za miłe słowa, po czym zapytał:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”

 Sąsiedzi dziwili się tym słowom i uznali starca za niewdzięcznika.

 

 Pewnego razu syn wieśniaka postanowił okiełznać jednego z nowych koni. Niestety, jego próba nie powiodła się, ponieważ spadł z grzbietu zwierzęcia i złamał nogę. Sąsiedzi ponownie składali mężczyźnie wyrazy współczucia w obliczu takiego nieszczęścia, jednak wieśniak pytał tylko:


„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”.

 Dni mijały, a kraj pogrążył się w wojnie. Do chińskiej wioski wkroczyli żołnierze, werbując do wojska młodzieńców zdolnych walczyć. Ku rozpaczy wielu rodzin, zabrali wszystkich młodych mężczyzn, z wyjątkiem jednego – syna wieśniaka, który leżał
w łóżku ze złamaną nogą.

 Po jakimś czasie okazało się, że żaden z młodzieńców zaciągniętych do walk nie przeżył. Rodziny pogrążyły się w żałobie, jednak wieśniak pozostał niewzruszony, pytając tylko:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”.”

Morał z przypowieści

 Ta przypowieść pokazuje jak niektóre zdarzenia, które  wydają się niekorzystne, mogą okazać się w dłuższej perspektywie dobre, a z kolei te które były pozytywne, mogą przynieść negatywne konsekwencje. Choć i te później mogą okazać się korzystne.

 Tak więc nie oceniajmy wydarzeń jako dobre czy złe. Pamiętajmy, że tak naprawdę nie wiemy co mogą one przynieść w dłuższym okresie czasu. Ważna jest akceptacja tego co jest, nawet jeśli sytuacja wydaje się nam niesprzyjająca.

Jak postawa oceniająca i akceptująca wpływają na nasze życie?

 Oceniając wydarzenie jako niekorzystne, w nasze życie wkradają się takie emocje jak złość, smutek, frustracja, lęk. Pogrążamy się w myślach jak to jest nam trudno. Ciężej jest wtedy wziąć problem w swoje ręce.

 W przypadku pozytywnych wydarzeń z pewnością pojawia się radość. Często wraz z przekonaniem, że już zawsze tak będzie. Ta radość jest niestabilna. Znika gdy zdarzy się coś nieprzychylnego lub w momencie gdy uświadomimy sobie, że możemy to stracić.

 Natomiast gdy pozostawiamy wydarzenie bez oceny, czyli akceptując, że „jest jak jest” pozostaje nam więcej energii na działanie czy na cieszenie się zaistniałą sytuacją.

 W chwilach „nieszczęścia” uczucia jak złość, smutek, frustracja, lęk mogą się pojawiać natomiast wykorzystujemy je jako wskazówki do działań, bez zagłębiania się w poczuciu bezsilności, frustracji czy strachu „Co to będzie?”.  Poza tym łatwiej jest nam wtedy cieszyć się z tego co jest, pomimo okoliczności.

 Natomiast w sytuacjach tzw. „szczęścia” możemy się cieszyć sytuacją, a z drugiej strony nie przywiązujemy się do tego. Dzięki temu, jeśli sytuacja się zmieni (co nie musi nastąpić), łatwiej jest nam się z tym pogodzić.

 Akceptując, jesteśmy bardziej w kontakcie z rzeczywistością oraz z sobą. Widzimy sytuację taką jaka jest, mamy dostęp do
swoich uczuć i więcej energii do działania.

 Uczucia o których piszę powyżej, nie są widoczne u wieśniaka. Jego postawa wydawać się może obojętna. Natomiast myślę, że skupiono się tu na przekazie „nie osądzaj sytuacji”. Tak naprawdę uczucia pojawiają się, zarówno w ocenianiu i akceptacji, natomiast w pierwszym przykładzie mogą nas destabilizować i nami kierować, a w drugim są paliwem do działań, jeśli takowe uznamy za konieczne.  

 Patrząc na powyższe ja osobiście wolę postawę akceptującą. Nadaje życiu więcej lekkości, swobody i zadowolenia. Nawet kiedy nie wszystko toczy się tak jakbyśmy chcieli. Choć oczywiście nie zawsze jest łatwo zaakceptować. Szczególnie, jeśli się do czegoś przywiązaliśmy lub coś bardzo chcemy. Natomiast pamiętajmy: AKCEPTACJI MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ. Wymaga to tylko trochę pracy.

A Ty jaką postawę reprezentujesz? Jaką postawę chciałbyś mieć?

Jeśli odkryłeś, że Twoja reakcja jest bardziej oceniająca niż akceptująca i chcesz to z omówić, zapraszam na konsultacje.  

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 Trudna sytuacja, kryzys kojarzą się nam zazwyczaj negatywnie: z zagrożeniem, trudnymi emocjami, które się wtedy pojawiają i różnymi sprawami jakimi musimy się zająć w stresie.

 Rzeczywiście, kryzys sprawia, że zaburzona zostaje nasza równowaga, wewnętrzna i zewnętrzna. Czujemy złość, frustrację, poczucie winy, strach, bezsilność i może jeszcze parę innych emocji. Wyobrażamy sobie różne scenariusze, które mogą nastąpić. Pojawiają się czarne myśli. Przygnębienie.

 STOP. To tylko jedna strona medalu. Jest jeszcze druga. Jaka? Napiszę o niej w tym artykule. Rzadko się skupiamy na tej drugiej, a warto ją poznać. Po co? Ta inna perspektywa może pomóc nam podwyższyć nasz poziom energii i sprawić, że przejście przez trudną sytuację czy kryzys stanie się łatwiejsze.

 A więc jaka jest ta perspektywa? W skrócie można powiedzieć, że trudna sytuacja czy kryzys jest też szansą. Jeśli ją wykorzystamy, to nasze życie zmieni się na lepsze.

 Jakie szansy kryją się za stresującymi wydarzeniami? Może być ich kilka. Oto one. Kryzysy i trudne wydarzenia mogą:

1.   Wznieść nas na wyższy poziom rozwoju.

 Każdy kryzys wymaga od nas zareagowania, zazwyczaj w inny niż dotychczas sposób. Sprawia to, że nagle odkrywamy w sobie różne cechy i umiejętności, których nie byliśmy świadomi. Często też, w trakcie, uczymy się czegoś nowego co nam pomaga w dalszym życiu.

2.   Potwierdzić, które relacje nam służą, a które nie.

 Czasami podświadomie czujemy, którzy bliscy, przyjaciele, znajomi są po naszej stronie, a którzy nie, dla których jesteśmy ważni, a dla których nie. Mimo to, często machamy ręką i nic nie robimy z relacjami, w których nie jest nam dobrze. Kryzys daje szansę na zmienienie tego. Może pokazać tą prawdę, przed którą się broniliśmy. Trudniej jest nam zignorować informacje i łatwiej podjąć decyzję, która może być bolesna. Natomiast nie wszystko sprowadza się do tego. Jest też i pozytywna strona. W naszym otoczeniu zostają ci, którzy szczerze nas kochają i wspierają.

 A jeśli wszyscy nas opuszczą? Hmm, jest to mało prawdopodobne. Gdyby tak się jednak stało, pamiętajmy, że na świecie jest ponad 7 miliardów ludzi. Z pewnością znajdziemy inne osoby. Może to tylko zająć trochę czasu.

3.   Stworzyć nową równowagę na wyższym poziomie.

 Każdy z nas dąży do równowagi, czyli do takiego życia, gdzie czuje, że każdy obszar życia jest taki, jaki chciał, żeby był (nic dodać, nic ująć). Z drugiej strony, jak to powiedział Heraklit z Efezu „Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”. Zmienia się świat, zmieniają się inni, zmieniamy się my. Każdy w swoim tempie. Czasami te zmiany są małe. Tak małe, że pochłonięci codziennością możemy ich nie zobaczyć. Te zmiany kumulują się. I nagle okazuje się, że gdzieś powstaje nierównowaga. To wtedy pojawia się trudna sytuacja czy kryzys, którego celem jest przywrócenie stabilności i zniwelowanie różnic. W wyniku tego, powstaje nowa równowaga, która będzie inna niż poprzednia. Na wyższym poziomie.

4.   Uczyć nas.

 Większość z nas ma w życiu do „odrobienia pewne lekcje”, aby żyło nam się lepiej. Musimy np.: nauczyć się stawiania granic, prosić o pomoc, itp. Gdy w naszym życiu wszystko jest w porządku, to przyznajmy, często nie mamy ochoty wyjść poza strefę komfortu. Wolimy rozkoszować się chwilą i ignorujemy te problemy czy sprawy, które gdzieś daleko, daleko wołają byśmy się nimi zajęli. Aby odrobić daną „lekcję”, z pomocą może przyjść kryzys. Daje nam okazję by wreszcie się zająć tym, co konieczne.

 Warto zawsze zastanowić się jaką lekcję przynosi nam kryzys i zacząć coś robić, aby się zmienić. Jeśli to zignorujemy, w przyszłości możemy dostawać kolejne sytuacje do momentu, aż „odrobimy swoją lekcję”.

 Natomiast jeśli podobny kryzys czy trudna sytuacja powrócą, nie oceniajmy siebie zbyt surowo. Niektóre „lekcje” po prostu trzeba powtórzyć kilka razy. Jeśli np. od zawsze nie stawialiśmy granic to czasem potrzeba dłuższego czasu, aby to zmienić. Tak więc zamiast krytyki doceńmy się za chęć podjęcia wyzwania, a także za każdy krok czy kroczek, który postawiliśmy. Dzięki nim jesteśmy trochę dalej.  

5.   Zapoczątkować realizację naszych nieświadomych pragnień.

 W głębi naszej duszy często drzemie pragnienie, aby stać się bardziej sobą i/lub zacząć wykorzystywać swój potencjał. Możemy go całkowicie zagłuszyć lub dopuszczać do siebie, ale nic z tym nie robić. Zazwyczaj z powodu strachu przed tym, co może się wydarzyć, jak wejdziemy na ścieżkę zmiany. Czasem właśnie kryzys daje nam „kopniaka” do tego, żeby wreszcie pójść za tym pragnieniem lub, w pierwszej kolejności, usłyszeć go. Paradoksalnie w kryzysie łatwiej nam podjąć kroki, których wcześniej się obawialiśmy.

 Tak więc kryzys to i zagrożenie, i szansa. To od nas zależy gdzie pokierujemy swoją uwagę. Pamiętajmy. To że skupimy się na szansie, nie jest równoznaczne z ignorowaniem sytuacji. Nie znaczy, że mamy siedzieć z założonymi rękami i czekać aż wszystko samo się rozwiąże. Trzeba się zająć problemem, równocześnie pamiętając, że jest w całej tej sytuacji jakieś wyższe dobre, którego może jeszcze nie widzimy. Oczywiście takie spojrzenie nie sprawi, że różne uczucia i trudności znikną, natomiast z pewnością wniesie nadzieję, wiarę i chęć do stanięcia twarzą w twarz z rzeczywistością oraz da determinację do działania i do znalezienia rozwiązania – najlepszego na ten moment.

 Tak więc następnym razem, gdy pojawi się kryzys czy trudna sytuacja powiedz sobie „Mam problem, ale wiem, że wydarzyło się to po coś.”.

 Jeśli jesteś w trudnej sytuacji lub przechodzisz przez kryzys i potrzebujesz wsparcia, zapraszam na konsultację.

 Pamiętaj, czasem „lekcją do odrobienia” w kryzysie jest nauczyć się prosić o pomoc. Nie musimy samemu przez
wszystko przechodzić i nieść swój ciężar na barkach. Czasem podzielenie się może dać dużo ulgi.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 To, że kryzys przyjdzie co jakiś czas jest pewne jak to, że słoneczna pogoda kiedyś się skończy i będzie burza. Dla większości może się to wydawać przytłaczające. Niestety jest to też prawda, której nijak nie da się zmienić. Kryzysy są naturalną częścią rozwoju. Istnieją w przyrodzie (małe np.: rośliny, które w zimie obumierają, czy tracą liście by potem wyrosnąć na nowo, jak i duże, jak np. wyginięcie dinozaurów), w gospodarce (cykle koniunkturalne), w społeczeństwie i w życiu każdego z nas. Czasem wydarzają się na większą skalę, a czasem tylko nam. Służą temu, by wynieść nas na wyższy poziom.

 

 Natomiast faktem jest, że nie lubimy kryzysów. Boimy się ich. Pojawiają się niespodziewanie i każą nam przebudować swoje życie. Zabierają nam spokój, bezpieczeństwo. Zmuszają do konfrontacji z samym sobą (czasem bardzo niewygodnych) i do wprowadzenia zmian.

 

 Ja też nie należałam do wyjątków. Nie tęskniłam za kryzysami. Nie chciałam, żeby przychodziły. Niestety, nie słuchały mnie i o zgrozo, co jakiś czas pojawiały się na horyzoncie. Nie lubiłam tych chwil. Nie lubiłam tych wszystkich emocji, zmian nawyków, które wiążą się z nimi, wychodzenia ze swojej strefy komfortu i mierzenia się z różnymi moimi strachami. Choć z drugiej strony lubiłam zmiany i poznawanie nowego. Nowe było ekscytujące. Można było powiedzieć, że były we mnie dwie siły – jedna chciała poznać nowe, druga trochę obawiała się nieznanego i nie chciała podejmować wysiłku, jaki się wiąże ze zmianami. Rzeczywistość jednak pokazywała, że pracę trzeba było wykonać, więc zaciskałam zęby, zakasywałam rękawy, znosiłam te niewygody i krok po kroku przechodziłam przez kryzys. Średnio zadowolona. To sprawiało, że tym bardziej nie lubiłam kryzysów. I błędne koło zamykało się.

 

 W pewnym momencie coś się zmieniło. Zaakceptowałam, że kryzysy są częścią życia. Co do samego przejścia przez kryzys, zauważyłam, że im bardziej opierałam się w trakcie temu co się pojawia, i im bardziej nie chciałam porzucić „starego”, tym było mi ciężej i tym dłużej nie mogłam rozpocząć nowego etapu. Tak więc zaczęłam bardziej akceptować to, co się dzieje w danej chwili, doświadczać, wyciągać wnioski i potem na ich podstawie działać. Sprawiło to, że łatwiej przechodziłam przez daną sytuację i potem mogłam szybciej się cieszyć „nowym”, które nastąpiło.

 

 Dostrzegłam też inną prawidłowość, a mianowicie to, że gdy pojawiał się kryzys, znaczyło to, że to co obecne „przeterminowało się”, już nie pasuje do obecnej rzeczywistości i czas na nowe. Jakie nowe? Nie zawsze chodziło o przebudowę całego życia, czasem chodziło tylko o zmianę jakiegoś przekonania albo jakiegoś nawyku. Natomiast to, co miałam zmienić odkrywałam zazwyczaj w trakcie procesu przechodzenia przez tą zmianę.

 

 Jest jeszcze jedna rzecz, którą zauważyłam. Kryzys przynosił mi zawsze prezent – odkrywałam coś w sobie, stawałam się lepsza, silniejsza, czegoś się uczyłam, poznawałam nowych ludzi, nowe miejsca.

 

 A Tobie jak kojarzy się kryzys? Co się w Tobie pojawia gdy słyszysz to słowo? Jakie skojarzenia przychodzą Ci na myśl? Jakie masz uczucia? Pozytywne czy negatywne?

 

Co to jest kryzys i jak na niego reagujemy?

 

 Według greckiej etymologii, słowo krisis to wybór, rozstrzygnięcie. Natomiast czasownik krinein oznacza rozdzielać, odsiewać, rozstrzygać, decydować, sądzić. Nie wiem jak w Tobie, ale we mnie wywołuje to pozytywne odczucia.

 

 Z ciekawości poszukałam wyrazów bliskoznacznych. Większość (99%) z nich wiąże się z bezsilnością, bezruchem, depresją, problemem, przygnębieniem, skostnieniem, sytuacją bez wyjścia, trudem, upadkiem, zachwianiem. Czyli są to słowa o znaczeniu pejoratywnym. Tylko nieliczne mówią, że to moment przełomowy.

 

 Tak więc już samo słownictwo, które używamy przyczynia się do tego, że kryzys wywołuje negatywne skojarzenia. Dodatkowo dochodzi to, że w kryzysie następuje zaburzenie potrzeb bezpieczeństwa i spokoju, a są to, według Abrahama Maslowa, podstawowe potrzeby ludzkie. Kolejną rzeczą, która może przyczynić się do negatywnej oceny kryzysu, może być wysiłek, jaki musimy włożyć, aby zbudować nowe fundamenty.

 

Jak przejść przez kryzys?

 

 Gdy nadchodzi kryzys, faktem jest, że to co stare odchodzi i już nie pasuje do obecnej rzeczywistości. Masz dwa wyjścia. Nie zmieniać nic albo zacząć budować nowe życie z nadzieją na to, że będzie lepsze.

 

 Jest kilka etapów przechodzenia przez zmianę.

 

 Pierwszy z nich to zaprzeczenie. Mówimy wtedy, że „kryzys nie nadszedł”, „nie ma żadnego problemu”, „wcale nie muszę niczego zmieniać”. Jest to nasza naturalna pierwsza reakcja.

 

 Co zrobić? Zauważ swój opór, nazwij go. Gdy zacznie opadać, opisz sytuację, zauważ jak jest i zaakceptuj, że masz problem do rozwiązania.

 Czego unikać? Trwania w zaprzeczeniu. Chwilowym zyskiem jest to, że nie musisz nic robić w tym momencie. Natomiast jest bardzo prawdopodobne, że problem sam nie zniknie. Będzie narastał i dojdzie do momentu, gdzie już nie będziesz mógł, mogła go ignorować i trzeba będzie się nim zająć. Zazwyczaj w bardziej stresujących warunkach i pod presją czasu.

 

 W następnym etapie pojawia się wiele emocji. Mogą to być: sprzeciw, złość, frustracja, strach, obwinianie siebie, innych, bezsilność, bezradność, smutek. Przychodzą pytania: „Dlaczego mnie to spotkało? Czy coś zrobiłem, zrobiłam  nie tak?”. Ich pojawienie się to naturalne następstwo straty. W końcu tracimy kogoś, coś lub jakąś część siebie (osobę, zwierzątko, przekonania, pieniądze, styl życia, pracę, itp.).

 

 Co zrobić? Tu ważne jest, żeby uznać, że te emocje są. Nazwij je: np.: „boję się, że …” , „jestem zły/rozczarowany bo….”, „jestem smutny, bo…”, itp. Jeśli chcesz, podziel się nimi z kimś bliskim. Wypłacz się, jeśli tego potrzebujesz. Możesz też poszukać sensu w całym tym zdarzeniu (choć to może przyjść z czasem). Przeżycie tych emocji sprawi, że zaczną one zanikać.

 Czego unikać? Nie blokuj emocji, które się pojawiają. Blokowanie ich nie powoduje że one znikają. Zamiast tego kumulują się w ciele w postaci napięcia, bycia w ciągłym pobudzeniu, a w dłuższym okresie mogą doprowadzić do różnych chorób, np.: wrzodów. Tłumienie ich może doprowadzić też do obniżonego nastroju, apatii lub depresji.

 

 Wiem, że mało kto lubi przeżywać tego typu emocje, natomiast mogę powiedzieć, że im miej się opierasz danej emocji, tym łatwiej jest sobie z nią poradzić. Boimy się bólu przeżywanych emocji. Natomiast, jak to napisał Paulo Coelho w „Alchemiku” – „Serce obawia się cierpień […] Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie”.

 

 Gdy emocje zaczną opadać przychodzi powoli akceptacja tego, że to co było już nie wróci i czas na nowe. Na tym etapie dochodzi do realnej oceny sytuacji oraz do generowania rozwiązań, po których następuje działanie. Być może będzie chodzić o zmianę siebie: swojego nastawienia, swoich przyzwyczajeń, przewartościowanie pewnych rzeczy lub o zmianę w świecie zewnętrznym. Pojawiają się emocje takie jak zaciekawienie, nadzieja, ekscytacja.

 

 Co robić? Daj sobie czas na przemyślenia, zrozum co jest ważne dla Ciebie w tej sytuacji, co potrzebujesz. Wygeneruj kilka rozwiązań. Sprawdź, które najlepiej Ci pasują. Zapytaj siebie czy potrzebujesz pomocy. I dopiero po tym podejmij działanie.

 Czego unikać? Nie działaj bez zastanowienia. Istnieje ryzyko, że jeśli nie wsłuchasz się w potrzeby i wartości – Twoje akcje mogą być oparte nie na tym co trzeba.

 

 Powyższy, to proces przechodzenia przez zmianę. Etapy zazwyczaj następują po sobie, natomiast mogą się przeplatać. Dodatkowo długość każdej fazy może być różna. Każdy z nas jest tak inny i  napotyka na różne kryzysy, więc trudno zakładać, że wszyscy będziemy przechodzili przez kryzys w ten sam sposób. Ważne, żeby doświadczać i słuchać tego, co się pojawia w Tobie jako odpowiedź na to, co przeżywasz.

 

Kryzys a potencjał

 

 Według Karla Jaspersa to właśnie w kryzysie możesz najbardziej rozwinąć swój potencjał, gdyż jest to czas wglądu w siebie, a więc też „przebudowy”, a często też odkrycia swoich zdolności.

 

 Jak może przejawiać się potencjał w kryzysie? Po pierwsze podczas kryzysu możesz wykorzystać swoje obecne cechy, umiejętności, znajomości, do radzenia sobie z sytuacją. To sprawia, że je wzmacniasz. Jest jeszcze inna opcja. Odkrycie w sobie czegoś, czego nie byłeś świadom. To moment, w którym mówisz „Poradzę sobie. Jeszcze nie wiem jak, ale dam radę”, to moment, gdy rezygnujesz ze starego na rzecz nowego i akceptujesz, że zmierzysz się z tym, co konieczne, mimo że początki mogą nie być przyjemne (choć nie musi być to regułą) i że jedyne co wiesz, to jaki następny krok możesz wykonać. To wtedy, angażując się w nowe życie, możesz nagle odkryć, że posiadasz cechy, o których wcześniej nie wiedziałeś, wiedziałaś.

 

 Jest wielu ludzi, którzy odkryli dzięki kryzysowi siebie i zmienili swoje życie. Na lepsze. Są też Ci, których kryzys przytłoczył.

 

 Gdzie tkwi różnica? Według mnie jest to moment, w którym decydujesz czy wolisz pozostać w zaprzeczeniu i/lub pogrążyć się w rozpaczy czy stawić czoło emocjom i życiu. Wiem, że czasami ogrom emocji i rzeczywistość mogą przytłaczać. Wtedy warto zwrócić się o pomoc do kogoś bliskiego lub do terapeuty, psychologa, psychiatry, w zależności od skali problemu i emocji.


 Nie rezygnuj z siebie. Jesteś warty, warta starania i lepszego życia.

 

 I pamiętaj. „W każdym kryzysie ukryta jest szansa” jak to napisał Eckahrt Tolle w “Potędze teraźniejszości”. Być może jest to szansa, o której Ci się nawet nie śniło.

 

 Potrzebujesz mojego wsparcia i współtowarzyszenia Ci? Zapraszam Cię – umów się na konsultację.

 

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.


 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt