Przeskocz do treści

 Paradoksalna teoria zmiany

 Na początku przytoczę Ci cytat Arnolda Beissera: “Zmiana następuje wtedy, gdy stajesz się tym, kim jesteś, a nie wtedy, gdy próbujesz stać się tym, kim nie jesteś.”. Czyli innymi słowy, zmiana może zacząć się w momencie, gdy zobaczysz siebie takim, jakim jesteś teraz (razem z jasną i ciemną stroną) i to zaakceptujesz, a nie wtedy gdy zaprzeczasz jakimś swoim aspektom (mogą to być cechy, zachowanie, emocje, przekonania, potrzeby). To paradoksalna teoria zmiany.

 Co Ty na to? Jakie uczucia i myśli się w Tobie pojawiają? Zaskoczenie? Sprzeciw? A może myśl: „Zgadzam się co do akceptacji mocnej strony ale cień? Muszę to zwalczyć albo pozostawić to w ukryciu, a nie zaakceptować!” lub  „Po co mam godzić się z czymś czego nie lubię czy z czymś co uważam za wstydliwe??”

 Całkowicie rozumiem te reakcje. Większość z nas lubi słuchać i opowiadać o tym w czym jest się dobrym i tego nigdy za wiele (choć nie zawsze tak jest). A gdy chodzi o cień…. Cień zazwyczaj wzbudza w nas lęk. Jest to coś, co uważamy za złe, wstydliwe. Coś czego lepiej nie pokazywać i nie oglądać. Dlatego wypieramy go. A tak naprawdę to nigdy się temu dobrze nie przyjrzeliśmy, więc w rzeczywistości mamy dużo wyobrażeń na jego temat, równocześnie nie znając go.

Cień

 Tymczasem to co skrywamy w cieniu niekoniecznie musi znaczyć coś złegoZ cienia mogą się wyłonić też prawdziwe perełki. Jakie? Zanim do tego przejdę, wyobraź sobie coś. Idziesz drogą i nagle widzisz ruderę. Chcesz przejść obok, ale coś Cię tam ciągnie. Wahasz się chwilę czy tam wejść. Z zewnątrz nie wygląda zachęcająco. Po namyśle wchodzisz jednak do środka. Ciekawość wygrywa. W środku mogą się wydarzyć trzy scenariusze. Pierwszy. Okazuje się, że dom jest zniszczony i najlepiej go zburzyć i wybudować nowy na jego miejscu. Drugi. Stwierdzasz, że dom jest całkiem, całkiem, i że po pewnych przeróbkach może wyglądać jak nowy. Trzeci. Po wejściu, Twoim oczom ukazuje się przepiękne wnętrze. Stwierdzasz, że tak naprawdę można tu od razu zamieszkać i jedynie odnowić go na zewnątrz.

 Tak samo jest z cieniem. Stając z nim twarzą w twarz być może okaże się, że odkryjesz jakąś swoją cechę (zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), którą stwierdzisz, że chcesz zmienić. A może zobaczysz, że jakaś cecha, tak naprawdę może być czasem przydatna i zdecydujesz się z niej korzystać w pewnych sytuacjach, a w innych (gdy jej użycie może być szkodliwe) zastosować coś innego. Jest jeszcze inna opcja. Może się okazać, że w cieniu skrywają się Twoje talenty i mocne strony, do których się nie przyznawałeś, bo kiedyś zdobyłeś przekonanie, że „to nie przystoi”, itp.

 Czy to zachęciło Cię choć trochę do spojrzenia na cień? Mam taką nadzieję J. Choć, być może nadal pojawia Ci się pytanie. „Ok, ale po co mam ten cień zaakceptować? Szczególnie gdy okaże się, że rzeczywiście nie podoba mi się to co zobaczyłem”. W akceptacji cienia nie chodzi o akceptację „taki już jestem i nic tego nie zmieni” albo „nie podoba mi się to, ale skoro taki jestem to nie będę tego zmieniał”. Chodzi o pogodzenie się z tym, że „tu i teraz taki jestem, takie emocje przeżywam, takie mam przekonania, itp.”. Akceptując to, przestajesz oceniać, a zaczynasz się temu przyglądać. Widzisz pełny obraz i możesz postanowić co dalej z tym zrobić. Brak akceptacji może sprawić, że nie będziesz mógł w pełni siebie zobaczyć i trudniej będzie Ci podjąć właściwą decyzję. A jeśli nie mówimy nawet o akceptacji tylko o wyparciu, to tym bardzie trudno będzie coś zmienić. Tak naprawdę mówisz w tej sytuacji “to nie istnieje”. Więc jak masz zmienić coś co nie istnieje?

Etapy paradoksalnej zmiany

 Wracając do procesu paradoksalnej zmiany, poniżej przedstawię Ci jak taka zmiana przebiega. Jeśli chcesz, możesz to zrobić samodzielnie. A jeśli lęk jest prawie tak duży jak chęć przyjrzenia się temu, może warto abyś zastanowił się nad konsultacją u terapeuty. Terapeuta może być pomocny dlatego, że czasem mimo szczerych chęci, nasz strach może potajemnie nas sabotować. I terapeucie łatwiej to zobaczyć. Pomoże przyjrzeć się lękowi i obawom. A potem, wiedząc już czego się obawiasz, jeśli zdecydujesz się na to, poprowadzi Cię dalej przez ten proces.

  A teraz czas na etapy:

     1.   Wybierz cechę (lub zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), której chcesz się przyjrzeć, a którą wcześniej wypierałeś.

    2.   Nazwij ją i zaakceptuj, że w tym momencie taki jesteś. To jest Twój punkt startowy. To ten punkt na mapach, który mówi „TU JESTEŚ”.

     3.   Zacznij obserwować siebie. Jak się czujesz gdy tak robisz lub gdy to ukrywasz? Jaki to ma wpływ na Ciebie i na innych? Czy jest to korzystne czy szkodliwe? Czy to jest właśnie to na czym Ci zależy? 

    4. Czasem też będziesz musiał sięgnąć do przeszłości. Z czego wynika, że tak się zachowujesz? Co sprawiło, że zepchnąłeś to do cienia? Jakie doświadczenia miały na to wpływ?

 Jeśli na którymkolwiek z etapów, zaczniesz czuć silne emocje, warto poszukać wsparcia bliskiej osoby lub terapeuty.

  W pewnym momencie wydarzy się jeden ze scenariuszy:

 Pierwszy. Zdasz sobie sprawę, że chcesz coś zmienić całkowicie lub częściowo. I to „chcę”, w pełni świadome, wypływać będzie z Ciebie, z Twojego serca. Nie będzie już wtedy „muszę” czy „powinienem”. Zmiana będzie wtedy o wiele łatwiejsza.

lub

 Drugi. Stwierdzisz, że jedyne co musisz zrobić to zmienić swoje nastawienie do danej cechy (zachowania, potrzeby, itp.), zaakceptować ją i zacząć ją bardziej pokazywać.

 Etapy paradoksalnej zmiany mogą się zadziać szybko lub trwać. Jest wiele czynników, które mogą na to wpływać. Ważne jest, aby nie przyspieszać ich. Pozwól wszystkiemu płynąć. Warto, aby potrzeba (jakakolwiek się nie pojawi) wypłynęła naturalnie.

 Na koniec chciałam podkreślić jedno. W paradoksalnej teorii zmiany nie musisz od razu zaakceptować całego swojego cienia (wszystkiego czego wypierasz) i dopiero wtedy dokonać zmiany. Możesz to robić etapami: cecha po cesze czy zachowanie po zachowaniu, emocja po emocji, przekonanie po przekonaniu lub potrzeba po potrzebie.

 Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci powodzenia na Twojej drodze do samoakceptacji i do zmiany. A jeśli stwierdzisz, że na którymś etapie potrzebujesz wsparcia, zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Chińska przypowieść

„W małej chińskiej wiosce mieszkał starszy mężczyzna. Całym jego dobytkiem był kawałek pola oraz koń, z pomocą którego uprawiał rolę. Koń był dla wieśniaka niezwykle wartościowy, ponieważ dzięki niemu mógł zapewnić byt sobie oraz swojemu synowi.

 Pewnego dnia koń zniknął. Sąsiedzi współczuli wieśniakowi takiego nieszczęścia. Mężczyzna nie zamartwiał się jednak stratą konia, lecz ze spokojem pytał:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”

 Tydzień później zwierzę niespodziewanie powróciło do właściciela, przyprowadzając ze sobą stado innych koni.

 Tym razem sąsiedzi nie mogli uwierzyć w to, jakie szczęście spotkało starego wieśniaka – w całej wiosce nikt nie miał tylu koni! Gratulowali mu z całego serca. Mężczyzna podziękował im za miłe słowa, po czym zapytał:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”

 Sąsiedzi dziwili się tym słowom i uznali starca za niewdzięcznika.

 

 Pewnego razu syn wieśniaka postanowił okiełznać jednego z nowych koni. Niestety, jego próba nie powiodła się, ponieważ spadł z grzbietu zwierzęcia i złamał nogę. Sąsiedzi ponownie składali mężczyźnie wyrazy współczucia w obliczu takiego nieszczęścia, jednak wieśniak pytał tylko:


„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”.

 Dni mijały, a kraj pogrążył się w wojnie. Do chińskiej wioski wkroczyli żołnierze, werbując do wojska młodzieńców zdolnych walczyć. Ku rozpaczy wielu rodzin, zabrali wszystkich młodych mężczyzn, z wyjątkiem jednego – syna wieśniaka, który leżał
w łóżku ze złamaną nogą.

 Po jakimś czasie okazało się, że żaden z młodzieńców zaciągniętych do walk nie przeżył. Rodziny pogrążyły się w żałobie, jednak wieśniak pozostał niewzruszony, pytając tylko:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”.”

Morał z przypowieści

 Ta przypowieść pokazuje jak niektóre zdarzenia, które  wydają się niekorzystne, mogą okazać się w dłuższej perspektywie dobre, a z kolei te które były pozytywne, mogą przynieść negatywne konsekwencje. Choć i te później mogą okazać się korzystne.

 Tak więc nie oceniajmy wydarzeń jako dobre czy złe. Pamiętajmy, że tak naprawdę nie wiemy co mogą one przynieść w dłuższym okresie czasu. Ważna jest akceptacja tego co jest, nawet jeśli sytuacja wydaje się nam niesprzyjająca.

Jak postawa oceniająca i akceptująca wpływają na nasze życie?

 Oceniając wydarzenie jako niekorzystne, w nasze życie wkradają się takie emocje jak złość, smutek, frustracja, lęk. Pogrążamy się w myślach jak to jest nam trudno. Ciężej jest wtedy wziąć problem w swoje ręce.

 W przypadku pozytywnych wydarzeń z pewnością pojawia się radość. Często wraz z przekonaniem, że już zawsze tak będzie. Ta radość jest niestabilna. Znika gdy zdarzy się coś nieprzychylnego lub w momencie gdy uświadomimy sobie, że możemy to stracić.

 Natomiast gdy pozostawiamy wydarzenie bez oceny, czyli akceptując, że „jest jak jest” pozostaje nam więcej energii na działanie czy na cieszenie się zaistniałą sytuacją.

 W chwilach „nieszczęścia” uczucia jak złość, smutek, frustracja, lęk mogą się pojawiać natomiast wykorzystujemy je jako wskazówki do działań, bez zagłębiania się w poczuciu bezsilności, frustracji czy strachu „Co to będzie?”.  Poza tym łatwiej jest nam wtedy cieszyć się z tego co jest, pomimo okoliczności.

 Natomiast w sytuacjach tzw. „szczęścia” możemy się cieszyć sytuacją, a z drugiej strony nie przywiązujemy się do tego. Dzięki temu, jeśli sytuacja się zmieni (co nie musi nastąpić), łatwiej jest nam się z tym pogodzić.

 Akceptując, jesteśmy bardziej w kontakcie z rzeczywistością oraz z sobą. Widzimy sytuację taką jaka jest, mamy dostęp do
swoich uczuć i więcej energii do działania.

 Uczucia o których piszę powyżej, nie są widoczne u wieśniaka. Jego postawa wydawać się może obojętna. Natomiast myślę, że skupiono się tu na przekazie „nie osądzaj sytuacji”. Tak naprawdę uczucia pojawiają się, zarówno w ocenianiu i akceptacji, natomiast w pierwszym przykładzie mogą nas destabilizować i nami kierować, a w drugim są paliwem do działań, jeśli takowe uznamy za konieczne.  

 Patrząc na powyższe ja osobiście wolę postawę akceptującą. Nadaje życiu więcej lekkości, swobody i zadowolenia. Nawet kiedy nie wszystko toczy się tak jakbyśmy chcieli. Choć oczywiście nie zawsze jest łatwo zaakceptować. Szczególnie, jeśli się do czegoś przywiązaliśmy lub coś bardzo chcemy. Natomiast pamiętajmy: AKCEPTACJI MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ. Wymaga to tylko trochę pracy.

A Ty jaką postawę reprezentujesz? Jaką postawę chciałbyś mieć?

Jeśli odkryłeś, że Twoja reakcja jest bardziej oceniająca niż akceptująca i chcesz to z omówić, zapraszam na konsultacje.  

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 To, że kryzys przyjdzie co jakiś czas jest pewne jak to, że słoneczna pogoda kiedyś się skończy i będzie burza. Dla większości może się to wydawać przytłaczające. Niestety jest to też prawda, której nijak nie da się zmienić. Kryzysy są naturalną częścią rozwoju. Istnieją w przyrodzie (małe np.: rośliny, które w zimie obumierają, czy tracą liście by potem wyrosnąć na nowo, jak i duże, jak np. wyginięcie dinozaurów), w gospodarce (cykle koniunkturalne), w społeczeństwie i w życiu każdego z nas. Czasem wydarzają się na większą skalę, a czasem tylko nam. Służą temu, by wynieść nas na wyższy poziom.

 

 Natomiast faktem jest, że nie lubimy kryzysów. Boimy się ich. Pojawiają się niespodziewanie i każą nam przebudować swoje życie. Zabierają nam spokój, bezpieczeństwo. Zmuszają do konfrontacji z samym sobą (czasem bardzo niewygodnych) i do wprowadzenia zmian.

 

 Ja też nie należałam do wyjątków. Nie tęskniłam za kryzysami. Nie chciałam, żeby przychodziły. Niestety, nie słuchały mnie i o zgrozo, co jakiś czas pojawiały się na horyzoncie. Nie lubiłam tych chwil. Nie lubiłam tych wszystkich emocji, zmian nawyków, które wiążą się z nimi, wychodzenia ze swojej strefy komfortu i mierzenia się z różnymi moimi strachami. Choć z drugiej strony lubiłam zmiany i poznawanie nowego. Nowe było ekscytujące. Można było powiedzieć, że były we mnie dwie siły – jedna chciała poznać nowe, druga trochę obawiała się nieznanego i nie chciała podejmować wysiłku, jaki się wiąże ze zmianami. Rzeczywistość jednak pokazywała, że pracę trzeba było wykonać, więc zaciskałam zęby, zakasywałam rękawy, znosiłam te niewygody i krok po kroku przechodziłam przez kryzys. Średnio zadowolona. To sprawiało, że tym bardziej nie lubiłam kryzysów. I błędne koło zamykało się.

 

 W pewnym momencie coś się zmieniło. Zaakceptowałam, że kryzysy są częścią życia. Co do samego przejścia przez kryzys, zauważyłam, że im bardziej opierałam się w trakcie temu co się pojawia, i im bardziej nie chciałam porzucić „starego”, tym było mi ciężej i tym dłużej nie mogłam rozpocząć nowego etapu. Tak więc zaczęłam bardziej akceptować to, co się dzieje w danej chwili, doświadczać, wyciągać wnioski i potem na ich podstawie działać. Sprawiło to, że łatwiej przechodziłam przez daną sytuację i potem mogłam szybciej się cieszyć „nowym”, które nastąpiło.

 

 Dostrzegłam też inną prawidłowość, a mianowicie to, że gdy pojawiał się kryzys, znaczyło to, że to co obecne „przeterminowało się”, już nie pasuje do obecnej rzeczywistości i czas na nowe. Jakie nowe? Nie zawsze chodziło o przebudowę całego życia, czasem chodziło tylko o zmianę jakiegoś przekonania albo jakiegoś nawyku. Natomiast to, co miałam zmienić odkrywałam zazwyczaj w trakcie procesu przechodzenia przez tą zmianę.

 

 Jest jeszcze jedna rzecz, którą zauważyłam. Kryzys przynosił mi zawsze prezent – odkrywałam coś w sobie, stawałam się lepsza, silniejsza, czegoś się uczyłam, poznawałam nowych ludzi, nowe miejsca.

 

 A Tobie jak kojarzy się kryzys? Co się w Tobie pojawia gdy słyszysz to słowo? Jakie skojarzenia przychodzą Ci na myśl? Jakie masz uczucia? Pozytywne czy negatywne?

 

Co to jest kryzys i jak na niego reagujemy?

 

 Według greckiej etymologii, słowo krisis to wybór, rozstrzygnięcie. Natomiast czasownik krinein oznacza rozdzielać, odsiewać, rozstrzygać, decydować, sądzić. Nie wiem jak w Tobie, ale we mnie wywołuje to pozytywne odczucia.

 

 Z ciekawości poszukałam wyrazów bliskoznacznych. Większość (99%) z nich wiąże się z bezsilnością, bezruchem, depresją, problemem, przygnębieniem, skostnieniem, sytuacją bez wyjścia, trudem, upadkiem, zachwianiem. Czyli są to słowa o znaczeniu pejoratywnym. Tylko nieliczne mówią, że to moment przełomowy.

 

 Tak więc już samo słownictwo, które używamy przyczynia się do tego, że kryzys wywołuje negatywne skojarzenia. Dodatkowo dochodzi to, że w kryzysie następuje zaburzenie potrzeb bezpieczeństwa i spokoju, a są to, według Abrahama Maslowa, podstawowe potrzeby ludzkie. Kolejną rzeczą, która może przyczynić się do negatywnej oceny kryzysu, może być wysiłek, jaki musimy włożyć, aby zbudować nowe fundamenty.

 

Jak przejść przez kryzys?

 

 Gdy nadchodzi kryzys, faktem jest, że to co stare odchodzi i już nie pasuje do obecnej rzeczywistości. Masz dwa wyjścia. Nie zmieniać nic albo zacząć budować nowe życie z nadzieją na to, że będzie lepsze.

 

 Jest kilka etapów przechodzenia przez zmianę.

 

 Pierwszy z nich to zaprzeczenie. Mówimy wtedy, że „kryzys nie nadszedł”, „nie ma żadnego problemu”, „wcale nie muszę niczego zmieniać”. Jest to nasza naturalna pierwsza reakcja.

 

 Co zrobić? Zauważ swój opór, nazwij go. Gdy zacznie opadać, opisz sytuację, zauważ jak jest i zaakceptuj, że masz problem do rozwiązania.

 Czego unikać? Trwania w zaprzeczeniu. Chwilowym zyskiem jest to, że nie musisz nic robić w tym momencie. Natomiast jest bardzo prawdopodobne, że problem sam nie zniknie. Będzie narastał i dojdzie do momentu, gdzie już nie będziesz mógł, mogła go ignorować i trzeba będzie się nim zająć. Zazwyczaj w bardziej stresujących warunkach i pod presją czasu.

 

 W następnym etapie pojawia się wiele emocji. Mogą to być: sprzeciw, złość, frustracja, strach, obwinianie siebie, innych, bezsilność, bezradność, smutek. Przychodzą pytania: „Dlaczego mnie to spotkało? Czy coś zrobiłem, zrobiłam  nie tak?”. Ich pojawienie się to naturalne następstwo straty. W końcu tracimy kogoś, coś lub jakąś część siebie (osobę, zwierzątko, przekonania, pieniądze, styl życia, pracę, itp.).

 

 Co zrobić? Tu ważne jest, żeby uznać, że te emocje są. Nazwij je: np.: „boję się, że …” , „jestem zły/rozczarowany bo….”, „jestem smutny, bo…”, itp. Jeśli chcesz, podziel się nimi z kimś bliskim. Wypłacz się, jeśli tego potrzebujesz. Możesz też poszukać sensu w całym tym zdarzeniu (choć to może przyjść z czasem). Przeżycie tych emocji sprawi, że zaczną one zanikać.

 Czego unikać? Nie blokuj emocji, które się pojawiają. Blokowanie ich nie powoduje że one znikają. Zamiast tego kumulują się w ciele w postaci napięcia, bycia w ciągłym pobudzeniu, a w dłuższym okresie mogą doprowadzić do różnych chorób, np.: wrzodów. Tłumienie ich może doprowadzić też do obniżonego nastroju, apatii lub depresji.

 

 Wiem, że mało kto lubi przeżywać tego typu emocje, natomiast mogę powiedzieć, że im miej się opierasz danej emocji, tym łatwiej jest sobie z nią poradzić. Boimy się bólu przeżywanych emocji. Natomiast, jak to napisał Paulo Coelho w „Alchemiku” – „Serce obawia się cierpień […] Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie”.

 

 Gdy emocje zaczną opadać przychodzi powoli akceptacja tego, że to co było już nie wróci i czas na nowe. Na tym etapie dochodzi do realnej oceny sytuacji oraz do generowania rozwiązań, po których następuje działanie. Być może będzie chodzić o zmianę siebie: swojego nastawienia, swoich przyzwyczajeń, przewartościowanie pewnych rzeczy lub o zmianę w świecie zewnętrznym. Pojawiają się emocje takie jak zaciekawienie, nadzieja, ekscytacja.

 

 Co robić? Daj sobie czas na przemyślenia, zrozum co jest ważne dla Ciebie w tej sytuacji, co potrzebujesz. Wygeneruj kilka rozwiązań. Sprawdź, które najlepiej Ci pasują. Zapytaj siebie czy potrzebujesz pomocy. I dopiero po tym podejmij działanie.

 Czego unikać? Nie działaj bez zastanowienia. Istnieje ryzyko, że jeśli nie wsłuchasz się w potrzeby i wartości – Twoje akcje mogą być oparte nie na tym co trzeba.

 

 Powyższy, to proces przechodzenia przez zmianę. Etapy zazwyczaj następują po sobie, natomiast mogą się przeplatać. Dodatkowo długość każdej fazy może być różna. Każdy z nas jest tak inny i  napotyka na różne kryzysy, więc trudno zakładać, że wszyscy będziemy przechodzili przez kryzys w ten sam sposób. Ważne, żeby doświadczać i słuchać tego, co się pojawia w Tobie jako odpowiedź na to, co przeżywasz.

 

Kryzys a potencjał

 

 Według Karla Jaspersa to właśnie w kryzysie możesz najbardziej rozwinąć swój potencjał, gdyż jest to czas wglądu w siebie, a więc też „przebudowy”, a często też odkrycia swoich zdolności.

 

 Jak może przejawiać się potencjał w kryzysie? Po pierwsze podczas kryzysu możesz wykorzystać swoje obecne cechy, umiejętności, znajomości, do radzenia sobie z sytuacją. To sprawia, że je wzmacniasz. Jest jeszcze inna opcja. Odkrycie w sobie czegoś, czego nie byłeś świadom. To moment, w którym mówisz „Poradzę sobie. Jeszcze nie wiem jak, ale dam radę”, to moment, gdy rezygnujesz ze starego na rzecz nowego i akceptujesz, że zmierzysz się z tym, co konieczne, mimo że początki mogą nie być przyjemne (choć nie musi być to regułą) i że jedyne co wiesz, to jaki następny krok możesz wykonać. To wtedy, angażując się w nowe życie, możesz nagle odkryć, że posiadasz cechy, o których wcześniej nie wiedziałeś, wiedziałaś.

 

 Jest wielu ludzi, którzy odkryli dzięki kryzysowi siebie i zmienili swoje życie. Na lepsze. Są też Ci, których kryzys przytłoczył.

 

 Gdzie tkwi różnica? Według mnie jest to moment, w którym decydujesz czy wolisz pozostać w zaprzeczeniu i/lub pogrążyć się w rozpaczy czy stawić czoło emocjom i życiu. Wiem, że czasami ogrom emocji i rzeczywistość mogą przytłaczać. Wtedy warto zwrócić się o pomoc do kogoś bliskiego lub do terapeuty, psychologa, psychiatry, w zależności od skali problemu i emocji.


 Nie rezygnuj z siebie. Jesteś warty, warta starania i lepszego życia.

 

 I pamiętaj. „W każdym kryzysie ukryta jest szansa” jak to napisał Eckahrt Tolle w “Potędze teraźniejszości”. Być może jest to szansa, o której Ci się nawet nie śniło.

 

 Potrzebujesz mojego wsparcia i współtowarzyszenia Ci? Zapraszam Cię – umów się na konsultację.

 

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.


 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt