Przeskocz do treści

 Świadomość to najbardziej kluczowa zasada w terapii Gestalt. Od niej praktycznie wszystko się zaczyna. Jest podstawą do budowy satysfakcjonującego życia. Życia, które jest zgodne z samym sobą.

Co to jest świadomość?

 Świadomość to znajomość siebie: swoich mocnych stron, swoich ograniczeń, talentów, pasji. To wiedza o tym co jest dla Ciebie ważne, a także o tym co lubisz, a czego nie czy o tym jakie masz przekonania w różnych kwestiach. To też świadomość swoich celów oraz zdawanie sobie sprawy z tego, kiedy możesz się wesprzeć sam, a kiedy potrzebujesz poprosić o pomoc. Można powiedzieć, że jest to ogólna wiedza o sobie samym. Tu chciałam podkreślić, że świadomość siebie nie jest tym, jak chcesz siebie widzieć lub jak chcesz, żeby postrzegali Cię inni. To jest wiedza jaki jestem w rzeczywistości.

 Obok ogólnej świadomości siebie jest też świadomość siebie w tym momencie, czyli świadomość tego co czujesz, co myślisz, jakie masz odczucia w ciele, jak odbierasz daną sytuację, co chcesz i potrzebujesz w związku z tym co się dzieje wewnątrz i/lub na zewnątrz Ciebie. Obojętnie czy dotyczy to teraźniejszości, przeszłości czy przyszłości.

 Samoświadomość możemy podzielić na:

– wewnętrzną – to wszelkie doznania cielesne oraz uczucia;

– zewnętrzną – to doznania związane z pięcioma zmysłami, a także z mówieniemporuszaniem się;

pośrednią – to fantazje, myśli i wyobrażenia – są pośrednikiem między świadomością wewnętrzną i zewnętrzną oraz nadają znaczenia im obu.

 W Gestalcie obie świadomości są ważne, natomiast najważniejsza jest świadomość siebie w „tu i teraz”. Z niej wypływa wszystko dalej. Samoświadomość  „tu i teraz” może zmienić i wzbogacić ogólną wiedze o sobie samym. Dzięki niej nasza wiedza o sobie, a także o innych i o świecie cały czas rośnie.

Co możesz stracić, nie będąc świadomym siebie w „tu i teraz”?

 Robiąc różne rzeczy automatycznie, bez kontaktu z sobą, możesz coś przeoczyć. Coś, co dzieje się właśnie w tym momencie. Tak naprawdę być może w tej chwili wydarza się coś, co zmieni Twoją wiedzę o sobie, o innych lub o świecie. Mniej (np. to że polubiłeś szpinak) lub bardziej (np. odkryłeś co jest dla Ciebie najważniejsze i być może jest to coś zupełnie innego niż do tej pory). A może nawet będzie początkiem nowego etapu w Twoim życiu. O ile to zauważysz.

 Dodatkowo, jeśli nie masz kontaktu ze swoim ciałem, zmysłami, uczuciami i myślami, decyzja, którą podejmiesz, może być oparta na nieaktualnych informacjach (o Tobie, o innych lub o świecie) z przeszłości. W rezultacie Twój wybór może nie być w pełni zgodny z Tobą i jest większe prawdopodobieństwo, że będziesz tego żałować.

Co daje świadomość?

 Posłużę się tu cytatem, który myślę, że dobrze oddaje korzyści bycia samoświadomym – bycia w kontakcie z sobą.

„Gdy uświadomimy sobie nasze aktualne funkcjonowanie, sprowadzamy proces własnego życia do tego miejsca, w którym się znajdujemy. Możemy wtedy wziąć odpowiedzialność za to, co robimy, także za naszą nerwicę, oraz zdajemy sobie sprawę z naszych potrzeb i wyborów życiowych. Gdy nasza świadomość jest całkowicie skupiona na teraźniejszości, mamy możliwość efektywnego radzenia sobie z sytu­acjami w miarę, jak one powstają. Nie odwołujemy się już do starych nawyków, które w danym momencie mogą nie przystawać do naszych potrzeb”.

                            Ch. Sills, S. Fish, P. Lapworth „Pomoc Psychologiczna w ujęciu GESTALT”

 

 Tak więc dzięki świadomości siebie możesz wziąć odpowiedzialność za siebie i za swoje życie. Dodatkowo łatwiej Ci będzie podejmować wybory zgodne z Tobą. Oprócz tego będąc świadomym w „tu i teraz” możesz dostrzec swoje blokady, co jest punktem wyjścia do uwolnienia się od nich, jeśli Ci nie służą.

 Dzięki świadomości nie musisz używać siły woli. Wybory są bardziej naturalne, oczywiste, ponieważ pochodzą z Twojego wnętrza. Oczywiście nie znaczy to, że są one zawsze łatwe. Mogą być trudne. Nawet jeśli tak jest, to i tak jest Ci lżej, niż gdybyś to samo robił używając siły woli. 

 

A Ty jak bardzo jesteś świadomy siebie?

 Odkryłeś, odkryłaś, że straciłeś, straciłaś ze sobą kontakt i chcesz go odbudować z moją pomocą? Zapraszam Cię – umów się na konsultacje.

 

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 Self-awarenees – Key to Life in Harmony with Yourself

 

 Awareness is one of the most crucial principle in Gestalt therapy. Everything starts with this. It is a basis of buliding life that satisfies you. A life that is consistent with yourself.

 What is awareness?

 Awareness is simply knowing yourself: your strengths, your limitations, talents, passions. It is understanding your values, your preferences and your beliefs on various issues. It is also knowledge on your goals and being conscius when you can do things on your own and when you need to ask for help. This is general self-knowledge. I want to emphasize here that self-awareness is not how you want to see yourself or how you want others to see you. This is knowing what you really are.

 In addition to general awareness of yourself, there is also awareness of yourself in this moment, i.e. awareness of what you feel, what you think, what your body feels like, how you perceive a given situation and what you want and need in relation to what is happening inside and / or outside you . No matter if it relates to present, past or future.

We can divide self-awareness into:

internal – all bodily sensations and feelings;

external – sensations related to the five senses, as well as speaking and moving;

indirect – fantasies, thoughts and ideas – they are an intermediary between internal and external consciousness and give meaning to both of them.

 In Gestalt, both kinds of above consciousness are important, but the most important is the awareness of oneself in “here and now”. It constantly changes and enriches the general knowledge about oneself, others and the world.

What can you lose not being aware of yourself in the moment?

 When doing things automatically without contacting yourself, you may overlook something. In fact, maybe something that is happening right now can change your knowledge of yourself, others, or the world. Less (e.g. you will realize you like spinach) or more (e.g. you will discover what is most important to you which will be completely different than your current values). And maybe it will be the beginning of a new stage in your life. If only you notice it.

 Additionally, if you are not in contact with your body, senses, feelings and thoughts, the decision you make may be based on outdated information referng to the past and not to „here and now”. As a result your choice may not not be fully consistent with yourself so the chance you will regret it rises.

What gives awareness?

 Let me use a quote here that I think captures the benefits of being self-aware – being in touch with yourself.

“When we become aware of our current functioning, we bring our own life down to where we are. We can then take responsibility for what we do, including our neurosis, and we are aware of our needs and life choices. When our consciousness is completely focused on the present, we have the ability to deal effectively with situations as they arise. We no longer refer to old habits that may not meet our needs at the moment”.

               Ch. Sills, S. Fish, P. Lapworth “Psychological Help in the GESTALT approach”

 By being aware of yourself you can take responsibility for yourself and your life. Additionally, it will be easier for you to make choices that are coherent with you. In addition, by being in the „here and now”, you can see your blockages, which is the starting point for breaking free from them if they don’t serve you.

 With awareness, you don’t have to use willpower. Your choices are more natural, obvious as they come from inside. Of course that doesn’t mean that they are always easy. They can be difficult. Even if this is the case, it is still easier to do things based on true will and not on willpower.

 

So, how self-aware are you?

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 

 

 

 W artykule „Chcesz Się zmienić? Zaakceptuj siebie” pisałam między innymi o „cieniu”, czyli o tych swoich cechach, uczuciach, potrzebach, zachowaniu (w dalszej części artykułu, zamiast wymieniać wszystko będę pisała „cecha”), których nie chcemy przyjąć do świadomości. Zazwyczaj zaciekle z nimi walczymy. W jaki sposób? Przedstawię to poniżej.

Jak walczymy z cieniem?

 Wyparcie. Spychamy wtedy naszą cechę do nieświadomości. Mimo że jest to część nas, w naszym mniemaniu nie istnieje. Tak nam się wydaje. Niestety to nie jest prawda. To co wypieramy cały czas jest. Często inni widzą w nas tą cechę choć my jesteśmy przekonani, że dobrze ją ukryliśmy. Choć może się zdarzyć, że ukryjemy to czego się wstydzimy tak dobrze, że nawet inni tego nie zobaczą. Natomiast nawet wtedy ta cześć może dawać o sobie znać. Przejawia się w tym, że irytuje nas ona w innych ludziach. Im nasza złość jest większa tym bardziej prawdopodobne, że tak naprawdę chodzi nie tylko o tą osobę ale i o nas samych.

 Zaprzeczenie. Gdy tylko zauważymy w sobie coś z czym nie chcemy się zmierzyć, powtarzamy sobie: „wydaje mi się”, „wcale taki nie jestem”, „tak naprawdę nie czuję smutku, irytacji, itp.”, „nie potrzebuję tego”, choć intuicyjnie wiemy, że jest inaczej. Mimo to, ignorujemy nasz wewnętrzny kompas i zajmujemy się czymś innym.

 Krytyka. Tu w pełni zdajemy sobie sprawę z tego co w sobie nie lubimy. Za każdym razem gdy zauważymy to co nie akceptujemy, zaczynamy siebie atakować. Wywołuje to w nas poczucie winy lub wstydu. To obniża naszą energię, za co krytykujemy siebie jeszcze bardziej. Coraz gorzej myślimy o sobie, co jeszcze bardziej zmniejsza nasze siły witalne. W ostateczności taki dialog wewnętrzny, może nawet spowodować depresję.

Dlaczego warto przyjrzeć się „cieniowi”?

 Przyjrzenie się „cieniowi” napawa lękiem. Boimy się co zobaczymy, gdy staniemy z nim twarzą w twarz. W naszej głowie pełno jest negatywnych wyobrażeń. I one nie zachęcają nas do konfrontacji. Natomiast pamiętajmy – to są wyobrażenia, a nie rzeczywistość. I warto to zweryfikować. Poniżej przedstawię Ci czemu tak uważam:

       1.    W „cieniu” mogą się skrywać nasze talenty i mocne strony.

       2.    Niektóre cechy, które w sobie odkryjemy, pomimo że czasami mogą nam przeszkadzać, w innych sytuacjach okażą się korzystne.

      3.    Nawet jeśli to, co odkryjemy nie spodoba nam się, to zobaczenie „cienia” daje nam możliwość reakcji i zmiany. Tej możliwości nie mamy w przypadku wyparcia czy zaprzeczenie.

       4.    Zgodnie z cytatem Carola Gustava Junga „Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”, tak więc to co wypieramy kontroluje nas, mimo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy.

       5.    Krytyka obniża naszą wiarę w siebie i sprawia, ze oddalamy się od innych, unikamy życia.

       6.    Wszystkie formy walki pozbawiają nas energii.

 Przytoczę tu dwie sytuacje. Wyobraź sobie, że idziesz w góry z plecakiem. Za każdym razem gdy się potkniesz o kamień, wkładasz go do plecaka. Z każdym kamieniem plecak jest cięższy, coraz trudniej Ci iść pod górę. W końcu ładunek plecaka przygniata Cię i rezygnujesz z dalszej wędrówki.

 To właśnie robimy sobie, gdy zaczynamy siebie krytykować. Mam tu na myśli krytykę, gdy oceniamy całego siebie na podstawie jakiegoś wydarzenia czy na podstawie jednej cechy, np.: „jestem za wrażliwy = jestem bezwartościowy”, „popełniłem błąd = nie można na mnie polegać”. Taka ocena sprawia, że jest nam coraz ciężej ze sobą samym.

 Na szczęście plecak można zdjąć, a kamienie wyjąć. A co ważniejsze, przestać je wkładać do tego plecaka. Tak samo w przypadku krytyki zamiast oceniać całego siebie,  możemy się odnieść do faktów i do konkretnej sytuacji, np.: „Nakrzyczenie na niego nie było dobre. Nie rozwiązało sprawy a jeszcze ją pogorszyło. Chcę znaleźć inny sposób. I przeproszę go, że go nazwałem …..”.

 A teraz wyobraź sobie drugą sytuację. Jesteś nad wodą. Jest słonecznie. Twoi przyjaciele wołają Cię, żebyś do nich poszedł. Chcesz do nich iść ale nie możesz się ruszyć. Musisz trzymać piłkę pod wodą. Nagle ktoś przebiega i chlapie cię wodą. Odwracasz się i zasłaniasz ręką a piłka wystrzela w górę z tak samo wielką siłą, z jaką trzymałeś ją pod wodą. Biegniesz za nią i z powrotem wpychasz ją pod wodę, co zwraca uwagę innych.

 Podobnie jest z wyparciem i zaprzeczeniem. Dużą część naszej energii wkładamy w to, aby „cień” został w cieniu. Różne okazje przechodzą nam koło nosa. A potem, wystarczy chwila nieuwagi i puff….cień ukazuje się nam i innym.

 A wystarczy przestać naciskać piłkę z wyboru. Możesz zrobić to szybko – wtedy wystrzeli, lub wolno – wtedy piłka prawie niezauważalnie wypłynie na powierzchnię i będzie się swobodnie unosić. A Ty będziesz miał dużo możliwości. Albo zostawisz piłkę na wodzie i pozwolisz by odpłynęła, podczas gdy Ty pójdziesz popływać, albo  pograsz w nią lub odłożysz ją na koc i wrócisz po nią później, a teraz wybierzesz się z innymi na spacer brzegiem morza. To samo będzie, gdy zdecydujesz się pokazać swój „cień”. Może na chwilę zwróci on uwagę innych, gdy zrobisz to w spektakularny sposób. Natomiast gdy będziesz pracował nad tym stopniowo, większość osób może nawet tego nie zauważy. Tak bardzo będą pochłonięci swoimi sprawami. A Ty zyskasz wolność i energię, którą będziesz mógł wykorzystać na wiele sposobów.

 Co zamiast walki?

 Co jest przeciwwagą do wyparcia, zaprzeczenia czy krytyki? Zapoznanie się ze swoim cieniem. Odwróć się do niego. Stań z nim twarzą w twarz. Powiedz „Cześć”. Być może „cień” będzie zaskoczony, a może i wzruszony tym, że chcesz się z nim zapoznać. Albo trochę zły. W końcu to jakaś część Ciebie, która została opuszczona. Pozwól mu na te emocje. A potem zacznij z nim rozmawiać: „Kim jesteś? Skąd pochodzisz? Co sprawia, że tak się zachowujesz? Co lubisz? Co nie lubisz?”, itp. Poznaj  tą swoją część. Zrozum ją. Być może „cień” będzie potrzebował czasu, żeby się otworzyć. On przecież zdaje sobie sprawę, że go nie lubiłeś. A może tak się ucieszy, że otworzy się przed Tobą jak książka. Pozwól mu na jego tempo. A potem, jak się już poznacie, zastanów się co dalej. Powodzenia! To może być naprawdę ciekawa i emocjonująca rozmowa. 

 Zaprzestanie walki z “cieniem” ma wiele plusów. Staje się on integralną częścią Twojej osobowości. Już nie działa za Twoimi plecami, tylko z Tobą współpracuje. Wysłuchujesz go, gdy chce coś powiedzieć, natomiast to Ty teraz decydujesz co zrobić dalej. Ponieważ już go nie ukrywasz, zyskujesz energię, którą możesz przeznaczyć na różne działania. Poza tym otwierają się przed Tobą nowe możliwości, które wcześniej omijałeś, a być może teraz z nich skorzystasz. No i możesz odkryć w „cieniu”  prawdziwe perełki.

 Tak więc co decydujesz? Wyparcie, zaprzeczenie, krytyka czy zapoznanie się z „cieniem”?

 Odczuwasz zarówno chęć przyjrzenia się cieniowi jak i strach przed nim? Chcesz, ale coś cię powstrzymuje? Zapraszam na konsultacje

Zachęcam Cię do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 Paradoksalna teoria zmiany

 Na początku przytoczę Ci cytat Arnolda Beissera: “Zmiana następuje wtedy, gdy stajesz się tym, kim jesteś, a nie wtedy, gdy próbujesz stać się tym, kim nie jesteś.”. Czyli innymi słowy, zmiana może zacząć się w momencie, gdy zobaczysz siebie takim, jakim jesteś teraz (razem z jasną i ciemną stroną) i to zaakceptujesz, a nie wtedy gdy zaprzeczasz jakimś swoim aspektom (mogą to być cechy, zachowanie, emocje, przekonania, potrzeby). To paradoksalna teoria zmiany.

 Co Ty na to? Jakie uczucia i myśli się w Tobie pojawiają? Zaskoczenie? Sprzeciw? A może myśl: „Zgadzam się co do akceptacji mocnej strony ale cień? Muszę to zwalczyć albo pozostawić to w ukryciu, a nie zaakceptować!” lub  „Po co mam godzić się z czymś czego nie lubię czy z czymś co uważam za wstydliwe??”

 Całkowicie rozumiem te reakcje. Większość z nas lubi słuchać i opowiadać o tym w czym jest się dobrym i tego nigdy za wiele (choć nie zawsze tak jest). A gdy chodzi o cień…. Cień zazwyczaj wzbudza w nas lęk. Jest to coś, co uważamy za złe, wstydliwe. Coś czego lepiej nie pokazywać i nie oglądać. Dlatego wypieramy go. A tak naprawdę to nigdy się temu dobrze nie przyjrzeliśmy, więc w rzeczywistości mamy dużo wyobrażeń na jego temat, równocześnie nie znając go.

Cień

 Tymczasem to co skrywamy w cieniu niekoniecznie musi znaczyć coś złegoZ cienia mogą się wyłonić też prawdziwe perełki. Jakie? Zanim do tego przejdę, wyobraź sobie coś. Idziesz drogą i nagle widzisz ruderę. Chcesz przejść obok, ale coś Cię tam ciągnie. Wahasz się chwilę czy tam wejść. Z zewnątrz nie wygląda zachęcająco. Po namyśle wchodzisz jednak do środka. Ciekawość wygrywa. W środku mogą się wydarzyć trzy scenariusze. Pierwszy. Okazuje się, że dom jest zniszczony i najlepiej go zburzyć i wybudować nowy na jego miejscu. Drugi. Stwierdzasz, że dom jest całkiem, całkiem, i że po pewnych przeróbkach może wyglądać jak nowy. Trzeci. Po wejściu, Twoim oczom ukazuje się przepiękne wnętrze. Stwierdzasz, że tak naprawdę można tu od razu zamieszkać i jedynie odnowić go na zewnątrz.

 Tak samo jest z cieniem. Stając z nim twarzą w twarz być może okaże się, że odkryjesz jakąś swoją cechę (zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), którą stwierdzisz, że chcesz zmienić. A może zobaczysz, że jakaś cecha, tak naprawdę może być czasem przydatna i zdecydujesz się z niej korzystać w pewnych sytuacjach, a w innych (gdy jej użycie może być szkodliwe) zastosować coś innego. Jest jeszcze inna opcja. Może się okazać, że w cieniu skrywają się Twoje talenty i mocne strony, do których się nie przyznawałeś, bo kiedyś zdobyłeś przekonanie, że „to nie przystoi”, itp.

 Czy to zachęciło Cię choć trochę do spojrzenia na cień? Mam taką nadzieję J. Choć, być może nadal pojawia Ci się pytanie. „Ok, ale po co mam ten cień zaakceptować? Szczególnie gdy okaże się, że rzeczywiście nie podoba mi się to co zobaczyłem”. W akceptacji cienia nie chodzi o akceptację „taki już jestem i nic tego nie zmieni” albo „nie podoba mi się to, ale skoro taki jestem to nie będę tego zmieniał”. Chodzi o pogodzenie się z tym, że „tu i teraz taki jestem, takie emocje przeżywam, takie mam przekonania, itp.”. Akceptując to, przestajesz oceniać, a zaczynasz się temu przyglądać. Widzisz pełny obraz i możesz postanowić co dalej z tym zrobić. Brak akceptacji może sprawić, że nie będziesz mógł w pełni siebie zobaczyć i trudniej będzie Ci podjąć właściwą decyzję. A jeśli nie mówimy nawet o akceptacji tylko o wyparciu, to tym bardzie trudno będzie coś zmienić. Tak naprawdę mówisz w tej sytuacji “to nie istnieje”. Więc jak masz zmienić coś co nie istnieje?

Etapy paradoksalnej zmiany

 Wracając do procesu paradoksalnej zmiany, poniżej przedstawię Ci jak taka zmiana przebiega. Jeśli chcesz, możesz to zrobić samodzielnie. A jeśli lęk jest prawie tak duży jak chęć przyjrzenia się temu, może warto abyś zastanowił się nad konsultacją u terapeuty. Terapeuta może być pomocny dlatego, że czasem mimo szczerych chęci, nasz strach może potajemnie nas sabotować. I terapeucie łatwiej to zobaczyć. Pomoże przyjrzeć się lękowi i obawom. A potem, wiedząc już czego się obawiasz, jeśli zdecydujesz się na to, poprowadzi Cię dalej przez ten proces.

  A teraz czas na etapy:

     1.   Wybierz cechę (lub zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), której chcesz się przyjrzeć, a którą wcześniej wypierałeś.

    2.   Nazwij ją i zaakceptuj, że w tym momencie taki jesteś. To jest Twój punkt startowy. To ten punkt na mapach, który mówi „TU JESTEŚ”.

     3.   Zacznij obserwować siebie. Jak się czujesz gdy tak robisz lub gdy to ukrywasz? Jaki to ma wpływ na Ciebie i na innych? Czy jest to korzystne czy szkodliwe? Czy to jest właśnie to na czym Ci zależy? 

    4. Czasem też będziesz musiał sięgnąć do przeszłości. Z czego wynika, że tak się zachowujesz? Co sprawiło, że zepchnąłeś to do cienia? Jakie doświadczenia miały na to wpływ?

 Jeśli na którymkolwiek z etapów, zaczniesz czuć silne emocje, warto poszukać wsparcia bliskiej osoby lub terapeuty.

  W pewnym momencie wydarzy się jeden ze scenariuszy:

 Pierwszy. Zdasz sobie sprawę, że chcesz coś zmienić całkowicie lub częściowo. I to „chcę”, w pełni świadome, wypływać będzie z Ciebie, z Twojego serca. Nie będzie już wtedy „muszę” czy „powinienem”. Zmiana będzie wtedy o wiele łatwiejsza.

lub

 Drugi. Stwierdzisz, że jedyne co musisz zrobić to zmienić swoje nastawienie do danej cechy (zachowania, potrzeby, itp.), zaakceptować ją i zacząć ją bardziej pokazywać.

 Etapy paradoksalnej zmiany mogą się zadziać szybko lub trwać. Jest wiele czynników, które mogą na to wpływać. Ważne jest, aby nie przyspieszać ich. Pozwól wszystkiemu płynąć. Warto, aby potrzeba (jakakolwiek się nie pojawi) wypłynęła naturalnie.

 Na koniec chciałam podkreślić jedno. W paradoksalnej teorii zmiany nie musisz od razu zaakceptować całego swojego cienia (wszystkiego czego wypierasz) i dopiero wtedy dokonać zmiany. Możesz to robić etapami: cecha po cesze czy zachowanie po zachowaniu, emocja po emocji, przekonanie po przekonaniu lub potrzeba po potrzebie.

 Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci powodzenia na Twojej drodze do samoakceptacji i do zmiany. A jeśli stwierdzisz, że na którymś etapie potrzebujesz wsparcia, zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Artykuł daje wskazówki jak przekształcić pragnienia, które pozbawiają nas energii, w te, które energię dodają

 W artykule „Potrzeba, Pragnienie, Pragnienie-potrzeba – Czym się różnią i Czy Nam Służą?” pisałam o tym, że pragnienie przekształcone w potrzebę generuje dużo napięcia i innych uczuć takich jak złość, frustracja, smutek, strach, a uczucie satysfakcji jest bardzo ulotne. Dodatkowo odczuwamy dużo presji („muszę to mieć”) co sprawia, że możemy nie dostrzegać pewnych rzeczy i robić coś za wszelką cenę: swoją lub kogoś. Czy warto mieć takie pragnienie-potrzebę? Czy warto się tak spalać? Odpowiedzieć sobie musi już każdy sam.

 Czy w takim razie lepiej nie mieć pragnień? Oczywiście, że warto. One sprawiają, że życie staje się ciekawsze, radośniejsze. O co w takim razie chodzi? O to, aby mieć pragnienia, w których jest swoboda i lekkość, zamiast pragnień-potrzeb, które generują presję i stres.

 Czy można zatem przekształcić pragnienie-potrzebę w pragnienie? Tak. Jak to zrobić? Poniżej podam wskazówki. Zanim jednak do nich przejdę chciałam powiedzieć, z czego takie pragnienie-potrzeba może wynikać.

Przyczyny odczuwania „pragnień-potrzeb”

 Pragnienie-potrzeba to pragnienie przekształcone w potrzebę. Innymi słowy coś bez czego możemy się obejść, staje się niezbędne, a przynajmniej takie mamy wrażenie. Pojawia się napięcie, strach. Mówimy „muszę mieć te buty (choć mamy ich wiele)”, „muszę być z …., bez niego/niej sobie nie poradzę”, „musi mnie zaakceptować”, „zrobię wszystko, żeby ta grupa mnie przyjęła”, itp.

 A teraz wyobraźmy sobie dwie sytuacje. W pierwszej z nich zobaczmy małe dziecko. Ono potrzebuje mieć buty, ono potrzebuje być z kimś, kto się nim zaopiekuje i zaakceptuje go. W przeciwnym razie nie poradzi sobie i jego byt będzie zagrożony.

 To nasze „muszę” może pochodzić właśnie z tego okresu, kiedy byliśmy mali i w jakimś momencie nie dostaliśmy tego co potrzebowaliśmy. Mogło to być jakieś pojedyncze wydarzenie lub szereg wydarzeń, które wtedy były dla nas zagrażające. Gdy teraz „musimy mieć coś lub być z kimś”, podświadomie możemy wracać do tego okresu, gdzie to było dla nas niezbędne. Tak więc świadomie myślimy, że reagujemy na sytuację z tu i teraz, a podświadomie cofamy się do przeszłości.

 A teraz druga sytuacja. Cofnijmy się do okresu, kiedy to człowiek żył w plemieniu. Wyobraźmy sobie, że nagle jedna osoba zostaje oskarżona i wygnana. Dostaje łuk i kilka strzał. I tyle. Co to dla niej oznacza? Życie poza plemieniem jest dla niej zagrażające. Nie ma gdzie mieszkać, co jeść, dookoła jest pełno dzikich zwierząt, które w każdej chwili mogą zaatakować, a ona nie ma nikogo do pomocy.

 Gdy odczuwamy strach przed byciem odrzuconym przez grupę może on pochodzić właśnie z tych zamierzchłych czasów. Gdy obawiamy się tego, że grupa nas nie zaakceptuje, podświadomie możemy wracać do tamtych czasów. Nagle zaczyna nam się wydawać, że bez tej grupy nie przeżyjemy.

 To są dwie prawdopodobne przyczyny. Czy jest ich więcej? Na pewno tak. Wiec jeśli powyższe wytłumaczenia nie rezonują z Tobą, śmiało znajdź inne.

Jak zmienić pragnienie-potrzebę w zwykłą potrzebę

 Teraz wracam do obiecanych wskazówek. Możesz je zrobić wszystkie, kilka lub jedną. Do dzieła!

1.  Zapytaj siebie „Czy naprawdę muszę to mieć?”.

 Czasem odpowiedź tylko na to jedno pytanie może nas uwolnić. Nagle może się okazać, że możemy bez tego żyć. Puff, presja znika. Pojawia się ulga. W ciele czujemy lekkość, więcej przestrzeni, łatwiej nam oddychać.

2.  Zastanów się „Co takiego się stanie, gdy tego nie dostanę?”

 Nazwij konkretnie czego się boisz, np. „boję się, że sobie nie poradzę sam, bo mam mało płatną pracę” i zastanów się co możesz zrobić, np. „poszukam lepiej płatnej pracy”.

 Jeśli jako odpowiedź pojawia Ci się „nie przeżyję bez tego”, natomiast nie możesz tego do końca uzasadnić (fakty mówią co innego, a uczucia co innego), prawdopodobnie Twoja podświadomość kieruje Cię do różnych doświadczeń z przeszłości o których pisałam wcześniej (czasem takich, których nie pamiętamy). W takim wypadku przypomnij sobie, że nie jesteś już dzieckiem czy członkiem plemienia. Teraz nawet jeśli nie kupisz sobie butów czy zostaniesz odrzucony, poradzisz sobie. Jesteś dorosły i masz wiele mocnych stron, które sprawiły, że przeżyłeś, pomimo różnych życiowych trudności. Tak więc czemu teraz nagle masz sobie nie poradzić?

 Jeśli powyższe nie pomaga, warto zastanowić się nad konsultacją z terapeutą. Czasem niektóre wydarzenia z przeszłości są tak silne, że potrzeba wsparcia, aby uzdrowić dane wspomnienia i  uwolnić się od nich.

3.   Zaakceptuj to, że teraz tego nie masz oraz to, że być może nigdy tego nie dostaniesz.

Trudne, co? Wydaje się wbrew logice. Pojawia się pytanie „Czy jeśli zaakceptuję to, nie będzie to równoznaczne z poddaniem się lub tym, ze przyciągnę ten scenariusz?” Otóż nie. Akceptacja nie jest równoznaczna z poddaniem się. Dzięki niej uwalniasz się od presji. Pamiętaj, masz ograniczoną ilość energii, którą możesz wydatkować. Gdy czegoś bardzo chcesz, większa część Twojej energii jest zabierana przez napięcie i przez emocje, które się pojawiają. Zostaje mała część, która może być spożytkowana na działanie. Gdy presja znika, pojawia się ulga i więcej energii, którą możesz użyć do realizacji pragnienia.

 W akceptacji chodzi o zostawienie intencji „Chcę to mieć, zrobić czy być z kimś” i równocześnie porzucenie przywiązania do efektu „Nie muszę tego mieć”. Może to brzmieć następująco:

 „Akceptuję to, że mogę tego nigdy nie dostać. Boję się (jeśli rzeczywiście się boisz), natomiast wierzę, że bez tego sobie poradzę. Zrobię to co mogę, a resztę oddam Bogu (Sile Wyższej, Wszechświatowi, itp.). Jeśli tego nie dostanę, być może tak jest dla mnie lepiej, a za rogiem może czeka na mnie coś jeszcze lepszego”.

 Akceptacja zazwyczaj nie przychodzi od razu. To proces. Twoje „wewnętrzne dziecko” może się bronić, bo cały czas się obawia. Tak więc przytul je i powiedz mu, że się nim zaopiekujesz. Tak, żeby poczuło się bezpieczne.

 A jeśli pojawi Ci się presja, że „musisz zaakceptować, że tego nie dostaniesz”? Pierwszą rzeczą będzie pogodzenie się z tym, że na razie nie możesz zaakceptować. Kluczem jest pogodzenie się z tym, że w tym momencie jest jak jest. Możesz sobie powiedzieć „Teraz nie mogę jeszcze tego zaakceptować, natomiast chcę to zrobić.”.

 Paradoksalnie, akceptacja rzeczywistości i tego, że nasze pragnienie może się nie zrealizować, daje większą szansę na jego spełnienie, choć oczywiście nie gwarantuje tego. Natomiast, nawet jeśli zyskałbyś tylko uwolnienie się od presji, to choćby dla tego, czy nie jest warto odpuścić (zaakceptować)?

 Tak więc jeśli odkryjesz w sobie pragnienie, które Cię wypala od środka a nie karmi, być może stało się ono potrzebą. Zastanów się czy nie warto się tym zająć.

 Jeśli chcesz popracować wspólnie nad przemianą pragnienia-potrzeby w pragnienie i nad akceptacją, zapraszam Cię na konsultacje.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Artykuł mówi o blokadach, które sprawiają, że nie inicjujemy zmian oraz daje wskazówki jak sobie z tymi blokadami radzić.

 Czy marzysz o czymś i zostawiasz to w świecie marzeń? Chcesz coś zacząć i odkładasz to na później? Czy może zaczynasz coś i to zaraz porzucasz?

 Jeśli tak, to najprawdopodobniej albo tak naprawdę tego nie chcesz, albo w tym momencie jest coś ważniejszego dla Ciebie albo masz pewne blokady, które przeszkadzają Ci w pójściu za głosem serca czy intuicji. W tym artykule zajmę się właśnie tymi blokadami.

 Co może nas blokować?

 Poniżej przedstawię najczęstsze przeszkody, które mogą sprawiać, że nie wyruszasz w swoją drogę lub zaraz na wstępie rezygnujesz.

      1.    Obawa przed koniecznością poświęcenia się temu bez reszty oraz koniecznością zrezygnowania z pewnych rzeczy.

 Z pewnością wchodząc na ścieżkę zmiany trzeba będzie przeznaczyć na to czas, co oznacza że będziesz musiał zrezygnować z czegoś innego. Jest to naturalne. Natomiast pamiętaj! Możesz, ale nie musisz skakać na głęboką wodę i poświęcać się tylko temu. Jest jeszcze inna opcja – wprowadzanie zmiany małymi krokami. Każdy z wyborów ma swoje wady i zalety. Który wolisz?

 2.    Niechęć do konfrontacji z bólem i trudnymi emocjami

 Zmiana wiąże się ze zmierzeniem się z różnymi emocjami. Będą się one pojawiać w trakcie. Niektóre z nich mogą być nieprzyjemne. Pamiętaj jednak! Jakakolwiek emocja by się nie pojawiła, każda niesie ze sobą ważną informację: może mówić ci, że co si brakuje – po to żebyś zadbał o swoją potrzebę, może mówić ci czego się obawiasz – żebyś może bardziej się przygotował, itp. Dlatego ważne jest, abyś odczytał tą informację i zastanowił się jakich kroków ona od ciebie wymaga.

 3.    Strach przed brakiem akceptacji ze strony innych.

 „A co jeśli innym nie spodoba się „nowy ja” lub mój „nowy styl życia”? „ A co jeśli inni pomyślą że jestem samolubny?”, „ A co jeśli będę się zbytnio wyróżniał?”. „A co jeśli mnie odrzucą?”.  Te i może inne pytania mogą pojawiać  się w naszych głowach. Jesteśmy ludźmi i żyjemy z ludźmi, więc takie pytania są naturalne. Natomiast zastanów się nad tymi obawami. Jak bardzo są realne? Jest mało prawdopodobne, że wszyscy Cię odrzucą. Te osoby, którym na Tobie zależy, być może (choć tak nie musi być) na początku będą kręcić nosem, natomiast z czasem zaakceptują Twój wybór i nowego Ciebie. Pamiętaj, Twoja zmiana, sprawia, że inni wokół siebie też się muszą zmienić, jeśli chcą Ci dalej towarzyszyć. Tak więc uzbrój się w cierpliwość. Co do tych osób, którym nie będzie pasować Twoja zmiana, być może czas na to, aby ograniczyć czas spędzany z nimi lub powiedzieć „do widzenia”. Niektóre przyjaźnie, znajomi nie są na całe życie.

 4.     Lęk o finanse

 Powyższy lęk jest uzasadniony, gdyż musimy mieć za co żyć. Ważne żeby nie stał się przeszkodą, a wskazówką do tego jakie kroki podjąć by się zabezpieczyć finansowo. Koszty mogą być różne. Jeśli chcemy się rozwijać musimy mieć pieniądze na kursy, książki, itp. Musimy mieć też za co jeść, gdzie mieszkać, opłacać rachunki. Jest to szczególnie ważne, np.: gdy chcemy zrezygnować z obecnej pracy i dopiero zacząć rozwijać nowy biznes, czy też zacząć szukać swojej drogi. Zadaj sobie wtedy pytania: „Ile czasu chcę sobie dać na rozwinięcie mojego pomysłu”, „Ile pieniędzy muszę mieć by czuć się bezpiecznie przez ten czas?”. I zacznij zbierać. Możesz też zacząć budować inne umiejętności, które będą przydatne na nowej ścieżce.

 5.    Obawa przed porażką

 „A co jeśli nie dam rady?”, „A co jeśli zaufam intuicji i sercu i mi nie wyjdzie?”, „A co jeśli okaże się, że to nie jest to, co chciałem?”, „A co jeśli tylko stracę czas?”. Podczas drogi lub na jej końcu, może okazać się, że to jednak nie to. Nawet jeśli tak się stanie, nie nazwałabym tego porażką i stratą czasu. Każde doświadczenie nas czegoś uczy: zdobywamy nowe umiejętności, poznajemy nowych ludzi, miejsca. Możemy też w trakcie przeżywać jakieś radosne momenty, które będziemy pamiętać do końca życia. A jeśli naprawdę żadnego z tego co wymieniłam nie doświadczymy? Wierzę, że “nie udało nam się”, bo musieliśmy się nauczyć, czegoś co będzie nam potrzebne aby doświadczyć coś jeszcze lepszego. Tak więc wyciągnijmy wnioski na przyszłość z tego co nas spotkało i ruszmy w dalszą drogę.

 Dam Ci jeszcze jedną wskazówkę. W momencie gdy czegoś chcesz i obawiasz się “porażki”, w podjęciu decyzji, pomocne może być pytanie: Czego będziesz bardziej żałował? Tego, że nie spróbowałeś? Czy tego, ze spróbowałeś (nawet jeśli okazałoby się, że to nie to)? 

 6.    Przekonanie, że „ Na zmianę jest już za późno”

 Czyżby? Kto tak Ci powiedział? Zmiana jest jedyną stałą częścią. Świat oraz my będziemy się zmieniać do końca naszych dni. Nieważne w jakiem wieku jesteś, zadaj sobie pytanie: „ Czy wolę żyć tak jak teraz czy zacząć zmianę?”. Jak będę się czuł gdy ta zmiana nastąpi?”. Wybór należy do Ciebie.

 To są najczęstsze blokady, które powstrzymują nas przed rozpoczęciem, lub sprawiają że wycofujemy się zaraz po tym jak podejmiemy decyzję.

A ty jakiej zmiany chcesz (dotyczącej ciebie)?

Czy coś stoi Ci na przeszkodzie?

Jeśli tak, co to jest? 

Jak możesz sobie z tym poradzić?

Chcesz dokonać zmiany? Kup e-book “Wyrusz do Twojego Miejsca na Ziemi. Odnajdź to co naprawdę pragniesz, stwórz plan i zacznij go realizować”

Zamiast e-booka wolisz rozmowę? Umów się na konsultacje – osobiście lub online.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 

 To, że kryzys przyjdzie co jakiś czas jest pewne jak to, że słoneczna pogoda kiedyś się skończy i będzie burza. Dla większości może się to wydawać przytłaczające. Niestety jest to też prawda, której nijak nie da się zmienić. Kryzysy są naturalną częścią rozwoju. Istnieją w przyrodzie (małe np.: rośliny, które w zimie obumierają, czy tracą liście by potem wyrosnąć na nowo, jak i duże, jak np. wyginięcie dinozaurów), w gospodarce (cykle koniunkturalne), w społeczeństwie i w życiu każdego z nas. Czasem wydarzają się na większą skalę, a czasem tylko nam. Służą temu, by wynieść nas na wyższy poziom.

 

 Natomiast faktem jest, że nie lubimy kryzysów. Boimy się ich. Pojawiają się niespodziewanie i każą nam przebudować swoje życie. Zabierają nam spokój, bezpieczeństwo. Zmuszają do konfrontacji z samym sobą (czasem bardzo niewygodnych) i do wprowadzenia zmian.

 

 Ja też nie należałam do wyjątków. Nie tęskniłam za kryzysami. Nie chciałam, żeby przychodziły. Niestety, nie słuchały mnie i o zgrozo, co jakiś czas pojawiały się na horyzoncie. Nie lubiłam tych chwil. Nie lubiłam tych wszystkich emocji, zmian nawyków, które wiążą się z nimi, wychodzenia ze swojej strefy komfortu i mierzenia się z różnymi moimi strachami. Choć z drugiej strony lubiłam zmiany i poznawanie nowego. Nowe było ekscytujące. Można było powiedzieć, że były we mnie dwie siły – jedna chciała poznać nowe, druga trochę obawiała się nieznanego i nie chciała podejmować wysiłku, jaki się wiąże ze zmianami. Rzeczywistość jednak pokazywała, że pracę trzeba było wykonać, więc zaciskałam zęby, zakasywałam rękawy, znosiłam te niewygody i krok po kroku przechodziłam przez kryzys. Średnio zadowolona. To sprawiało, że tym bardziej nie lubiłam kryzysów. I błędne koło zamykało się.

 

 W pewnym momencie coś się zmieniło. Zaakceptowałam, że kryzysy są częścią życia. Co do samego przejścia przez kryzys, zauważyłam, że im bardziej opierałam się w trakcie temu co się pojawia, i im bardziej nie chciałam porzucić „starego”, tym było mi ciężej i tym dłużej nie mogłam rozpocząć nowego etapu. Tak więc zaczęłam bardziej akceptować to, co się dzieje w danej chwili, doświadczać, wyciągać wnioski i potem na ich podstawie działać. Sprawiło to, że łatwiej przechodziłam przez daną sytuację i potem mogłam szybciej się cieszyć „nowym”, które nastąpiło.

 

 Dostrzegłam też inną prawidłowość, a mianowicie to, że gdy pojawiał się kryzys, znaczyło to, że to co obecne „przeterminowało się”, już nie pasuje do obecnej rzeczywistości i czas na nowe. Jakie nowe? Nie zawsze chodziło o przebudowę całego życia, czasem chodziło tylko o zmianę jakiegoś przekonania albo jakiegoś nawyku. Natomiast to, co miałam zmienić odkrywałam zazwyczaj w trakcie procesu przechodzenia przez tą zmianę.

 

 Jest jeszcze jedna rzecz, którą zauważyłam. Kryzys przynosił mi zawsze prezent – odkrywałam coś w sobie, stawałam się lepsza, silniejsza, czegoś się uczyłam, poznawałam nowych ludzi, nowe miejsca.

 

 A Tobie jak kojarzy się kryzys? Co się w Tobie pojawia gdy słyszysz to słowo? Jakie skojarzenia przychodzą Ci na myśl? Jakie masz uczucia? Pozytywne czy negatywne?

 

Co to jest kryzys i jak na niego reagujemy?

 

 Według greckiej etymologii, słowo krisis to wybór, rozstrzygnięcie. Natomiast czasownik krinein oznacza rozdzielać, odsiewać, rozstrzygać, decydować, sądzić. Nie wiem jak w Tobie, ale we mnie wywołuje to pozytywne odczucia.

 

 Z ciekawości poszukałam wyrazów bliskoznacznych. Większość (99%) z nich wiąże się z bezsilnością, bezruchem, depresją, problemem, przygnębieniem, skostnieniem, sytuacją bez wyjścia, trudem, upadkiem, zachwianiem. Czyli są to słowa o znaczeniu pejoratywnym. Tylko nieliczne mówią, że to moment przełomowy.

 

 Tak więc już samo słownictwo, które używamy przyczynia się do tego, że kryzys wywołuje negatywne skojarzenia. Dodatkowo dochodzi to, że w kryzysie następuje zaburzenie potrzeb bezpieczeństwa i spokoju, a są to, według Abrahama Maslowa, podstawowe potrzeby ludzkie. Kolejną rzeczą, która może przyczynić się do negatywnej oceny kryzysu, może być wysiłek, jaki musimy włożyć, aby zbudować nowe fundamenty.

 

Jak przejść przez kryzys?

 

 Gdy nadchodzi kryzys, faktem jest, że to co stare odchodzi i już nie pasuje do obecnej rzeczywistości. Masz dwa wyjścia. Nie zmieniać nic albo zacząć budować nowe życie z nadzieją na to, że będzie lepsze.

 

 Jest kilka etapów przechodzenia przez zmianę.

 

 Pierwszy z nich to zaprzeczenie. Mówimy wtedy, że „kryzys nie nadszedł”, „nie ma żadnego problemu”, „wcale nie muszę niczego zmieniać”. Jest to nasza naturalna pierwsza reakcja.

 

 Co zrobić? Zauważ swój opór, nazwij go. Gdy zacznie opadać, opisz sytuację, zauważ jak jest i zaakceptuj, że masz problem do rozwiązania.

 Czego unikać? Trwania w zaprzeczeniu. Chwilowym zyskiem jest to, że nie musisz nic robić w tym momencie. Natomiast jest bardzo prawdopodobne, że problem sam nie zniknie. Będzie narastał i dojdzie do momentu, gdzie już nie będziesz mógł, mogła go ignorować i trzeba będzie się nim zająć. Zazwyczaj w bardziej stresujących warunkach i pod presją czasu.

 

 W następnym etapie pojawia się wiele emocji. Mogą to być: sprzeciw, złość, frustracja, strach, obwinianie siebie, innych, bezsilność, bezradność, smutek. Przychodzą pytania: „Dlaczego mnie to spotkało? Czy coś zrobiłem, zrobiłam  nie tak?”. Ich pojawienie się to naturalne następstwo straty. W końcu tracimy kogoś, coś lub jakąś część siebie (osobę, zwierzątko, przekonania, pieniądze, styl życia, pracę, itp.).

 

 Co zrobić? Tu ważne jest, żeby uznać, że te emocje są. Nazwij je: np.: „boję się, że …” , „jestem zły/rozczarowany bo….”, „jestem smutny, bo…”, itp. Jeśli chcesz, podziel się nimi z kimś bliskim. Wypłacz się, jeśli tego potrzebujesz. Możesz też poszukać sensu w całym tym zdarzeniu (choć to może przyjść z czasem). Przeżycie tych emocji sprawi, że zaczną one zanikać.

 Czego unikać? Nie blokuj emocji, które się pojawiają. Blokowanie ich nie powoduje że one znikają. Zamiast tego kumulują się w ciele w postaci napięcia, bycia w ciągłym pobudzeniu, a w dłuższym okresie mogą doprowadzić do różnych chorób, np.: wrzodów. Tłumienie ich może doprowadzić też do obniżonego nastroju, apatii lub depresji.

 

 Wiem, że mało kto lubi przeżywać tego typu emocje, natomiast mogę powiedzieć, że im miej się opierasz danej emocji, tym łatwiej jest sobie z nią poradzić. Boimy się bólu przeżywanych emocji. Natomiast, jak to napisał Paulo Coelho w „Alchemiku” – „Serce obawia się cierpień […] Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie”.

 

 Gdy emocje zaczną opadać przychodzi powoli akceptacja tego, że to co było już nie wróci i czas na nowe. Na tym etapie dochodzi do realnej oceny sytuacji oraz do generowania rozwiązań, po których następuje działanie. Być może będzie chodzić o zmianę siebie: swojego nastawienia, swoich przyzwyczajeń, przewartościowanie pewnych rzeczy lub o zmianę w świecie zewnętrznym. Pojawiają się emocje takie jak zaciekawienie, nadzieja, ekscytacja.

 

 Co robić? Daj sobie czas na przemyślenia, zrozum co jest ważne dla Ciebie w tej sytuacji, co potrzebujesz. Wygeneruj kilka rozwiązań. Sprawdź, które najlepiej Ci pasują. Zapytaj siebie czy potrzebujesz pomocy. I dopiero po tym podejmij działanie.

 Czego unikać? Nie działaj bez zastanowienia. Istnieje ryzyko, że jeśli nie wsłuchasz się w potrzeby i wartości – Twoje akcje mogą być oparte nie na tym co trzeba.

 

 Powyższy, to proces przechodzenia przez zmianę. Etapy zazwyczaj następują po sobie, natomiast mogą się przeplatać. Dodatkowo długość każdej fazy może być różna. Każdy z nas jest tak inny i  napotyka na różne kryzysy, więc trudno zakładać, że wszyscy będziemy przechodzili przez kryzys w ten sam sposób. Ważne, żeby doświadczać i słuchać tego, co się pojawia w Tobie jako odpowiedź na to, co przeżywasz.

 

Kryzys a potencjał

 

 Według Karla Jaspersa to właśnie w kryzysie możesz najbardziej rozwinąć swój potencjał, gdyż jest to czas wglądu w siebie, a więc też „przebudowy”, a często też odkrycia swoich zdolności.

 

 Jak może przejawiać się potencjał w kryzysie? Po pierwsze podczas kryzysu możesz wykorzystać swoje obecne cechy, umiejętności, znajomości, do radzenia sobie z sytuacją. To sprawia, że je wzmacniasz. Jest jeszcze inna opcja. Odkrycie w sobie czegoś, czego nie byłeś świadom. To moment, w którym mówisz „Poradzę sobie. Jeszcze nie wiem jak, ale dam radę”, to moment, gdy rezygnujesz ze starego na rzecz nowego i akceptujesz, że zmierzysz się z tym, co konieczne, mimo że początki mogą nie być przyjemne (choć nie musi być to regułą) i że jedyne co wiesz, to jaki następny krok możesz wykonać. To wtedy, angażując się w nowe życie, możesz nagle odkryć, że posiadasz cechy, o których wcześniej nie wiedziałeś, wiedziałaś.

 

 Jest wielu ludzi, którzy odkryli dzięki kryzysowi siebie i zmienili swoje życie. Na lepsze. Są też Ci, których kryzys przytłoczył.

 

 Gdzie tkwi różnica? Według mnie jest to moment, w którym decydujesz czy wolisz pozostać w zaprzeczeniu i/lub pogrążyć się w rozpaczy czy stawić czoło emocjom i życiu. Wiem, że czasami ogrom emocji i rzeczywistość mogą przytłaczać. Wtedy warto zwrócić się o pomoc do kogoś bliskiego lub do terapeuty, psychologa, psychiatry, w zależności od skali problemu i emocji.


 Nie rezygnuj z siebie. Jesteś warty, warta starania i lepszego życia.

 

 I pamiętaj. „W każdym kryzysie ukryta jest szansa” jak to napisał Eckahrt Tolle w “Potędze teraźniejszości”. Być może jest to szansa, o której Ci się nawet nie śniło.

 

 Potrzebujesz mojego wsparcia i współtowarzyszenia Ci? Zapraszam Cię – umów się na konsultację.

 

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.


 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 

 Jako że moją misją jest wsparcie Ciebie w odkryciu Twojego potencjału, postanowiłam napisać artykuł i rozszyfrować, co kryje się pod tym pojęciem.

Co to jest potencjał człowieka?

 Potencjał człowieka to suma wszystkich jego zasobów typu fizycznego, biologicznego, społecznego, psychicznego, umysłowego, duchowego, które może wykorzystać w swym życiu. Mogą to być zasoby od zdrowia począwszy, przez inteligencję i różne talenty (np.: manualne, językowe), zdobyte umiejętności, cechy charakteru (np.: zaradność, entuzjazm, odporność na stres, uczciwość, prawdomówność, życzliwość), temperament (np. wrażliwość na bodźce) po duchowość oraz stosunki rodzinne, znajomości, pozycje społeczne.

 Każdy z nas rodzi się z określonym potencjałem. Jest on inny dla każdej osoby. Nie ma dwóch ludzi o takim samym potencjale.

 Celem każdego jest stać się tym kim chce być, czyli stać się najlepszą wersją siebie. Może zabrzmiało to trochę perfekcjonistycznie. Według mnie, jest jednak pewna różnica pomiędzy perfekcjonizmem a realizacją swojego potencjału. Perfekcjonista jest nastawiony na cel i ciągle jest niezadowolony z efektów. Żyje w stresie i ciągle się ocenia (raczej negatywnie). Osoba, która staje się lepszą wersją siebie też wie do czego dąży i jednocześnie nie przywiązuje się do wyniku. Cieszy się każdym
krokiem. Jest otwarta na to, co przynosi jej życie i łatwiej znosi niepowodzenia.

Co na temat potencjału mówią teorie psychologiczne?

 Jedną z teorii dotyczących potencjału jest teoria organicystyczna Kurta Goldsteina. Według niej, człowiek ma jeden najważniejszy motyw w życiu, a mianowicie samorealizację lub samourzeczywistnienie. Dąży do bycia spójnym i do zrealizowania swych potencjalnych zdolności wszelkimi sposobami, jakie są dostępne. Z reguły otoczenie nie może zmusić go do zachowania niezgodnego ze swą naturą. Natomiast, gdy warunki są szkodliwe może to o osłabić daną osobę.

 Ta teoria była jedną z podwalin terapii Gestalt Fritza Perlsa, który przyjął również, że każdy człowiek jest w stanie zrealizować swoje potrzeby i znaleźć takie środowisko, gdzie może najlepiej je zaspokoić oraz rozwinąć swój potencjał.

 Podobne założenia głosił Carl Rogers. Uważał, że potencjał jednostki ludzkiej jest wyjątkowy i przeznaczeniem człowieka jest jego rozwój, czyli stanie się tym, kim chciałbym być. Do samorealizacji dochodzi,gdy „idealne ja” osoby jest zgodne z jej faktycznym zachowaniem. Proces ten może być zaburzony w wyniku różnych doświadczeń z dzieciństwa.

 Ostatnią teorią, którą chcę tu przedstawić jest teoria potrzeb Abrahama Maslowa. Według niego celem życia jest pełne wykorzystanie swojego potencjału, czyli rozwijanie swoich talentów, urzeczywistnianie swoich pomysłów i zostawienie po sobie śladu. Może przejawiać się różnorodnie, np. ktoś będzie chciał być idealnym rodzicem, ktoś inny sportowcem, muzykiem, wynalazcą, inżynierem, księgowym, mnichem albo będzie chcieć zwiedzać świat, itd. Możliwości jest nieskończenie wiele. Potrzeba samodoskonalenia jest potrzebą wyższego rzędu i może być urzeczywistniona, gdy zrealizowane są potrzeby niższego rzędu (potrzeby fizjologiczne i bezpieczeństwa). Niezaspokojenie potrzeby samorealizacji (czy innych potrzeb wyższego rzędu jak potrzeby społeczne i odbioru społecznego) może prowadzić do depresji, nerwic, egzystencjalnych,apatii, alienacji, cynizmu.

Jak poznać czy realizujesz swój potencjał?

 W ciągu życia nasz potencjał może być rozwijany lub stłumiony. Jakie mogą być oznaki, że nie korzystamy ze swojego potencjału? Poniżej przedstawię cechy osób, które nie realizują swojego potencjału. Im silniejsze poniższe zachowania oraz im ich więcej, tym bardziej te osoby są oddalone od swoich naturalnych zdolności i potrzeb.

 Takie osoby często krytykują siebie. Nie ufają sobie (do tego co czują, myślą). Negują swoje wartości i potrzeby. Swoje działania uzależniają od opinii innych. Uważają, że nie mają wpływu na rzeczywistość. Porównują się z innymi i działają na zasadzie Ja jestem NIE OK – Ty jesteś OK lub Ja jestem NIE OK – Ty jesteś NIE OK lub Ja jestem OK – Ty jesteś NIE OK. Nie mają dostępu lub mają mały dostęp do kreatywności, nie odczuwają radości z uczenia się. Nie ciekawią się światem. Jest on dla nich miejscem niezbyt bezpiecznym. Skupiają się na tylko codziennym życiu lub gaszeniu „pożarów”. Mogą uciekać w różne uzależnienia.

 Pamiętaj! Powyższa charakterystyka nie oznacza, że te osoby nie mają potencjału. Oznacza to, że jest on zablokowany.

 Dobra wiadomość jest taka, że można to zmienić. Jak? Usuwając stopniowo różne blokady (o tym więcej w innym artykule), które powstały w wyniku różnych doświadczeń życiowych.

 Jak zatem funkcjonują osoby, które realizują swój potencjał?

 Tacy ludzie znają siebie i akceptują. Ufają sobie. Są wierni swoim wartościom. Traktują poważnie swoje potrzeby i twórczo je zaspokajają, szanując również potrzeby innych. Wysłuchują opinii innych, natomiast nie są od nich zależni. Przyjmują odpowiedzialność za swe życiowe wybory i za to, co uczynią ze swoim życiem. Funkcjonują w trybie Ja jestem OK – Ty jesteś OK. Doceniają różnorodność. Ich relacje są korzystne. Są aktywni w kontaktach z innymi osobami i środowiskiem. Kreatywnie rozwiązują problemy. Lubią się uczyć. Mają dystans wobec zdarzeń. W przypadku stresu dają sobie samemu wsparcie lub gdy stwierdzą, że potrzebują wsparcia ze strony innych ludzi, proszą o nie. Gdy popełniają błędy naprawiają je i wybaczają sobie. I innym.

 Patrząc na te dwa wzorce, w pierwszym z nich życie wydaje się trudne i pełne problemów. W drugim, życie jest lżejsze i bardziej radosne (mimo trudnych momentów).

Jakie życie chciałbyś, chciałabyś prowadzić? Kim ty chciałbyś, chciałabyś być?

  Jest jedna rzecz o której chciałabym Ci wspomnieć. Gdy dana osoba odblokowuje swój potencjał, może się zdarzyć, że z niektórymi osobami straci kontakt. Po prostu zacznie nadawać na innych falach. Choć niekoniecznie musi tak być. Jest też druga opcja – jej rozwój zachęci innych do odblokowania swojego potencjału. I będzie dla nich katalizatorem zmian w ich życiu. Dla zobrazowania, posłużę się cytatem Nelsona Mandeli.

 „Najbardziej boimy się nie tego, że się nie nadajemy. Najbardziej boimy się tego, że jesteśmy potężni ponad miarę. Przeraża nas nasze światło, nie ciemność. Zadajemy sobie pytanie: Kim jestem, żebym był tak wspaniały, cudowny, utalentowany i fantastyczny?”. Właśnie, kim jesteś, żeby nie być taki? (…) Twoje udawanie małego nie służy światu. Nie przekazujesz swojego światła, gdy kurczysz się, żeby inni ludzie nie czuli się przy tobie niepewnie. (…). Gdy pozwalamy, żeby nasze światło błyszczało, nieświadomie dajemy innym ludziom przyzwolenie, by robili to samo. Gdy wyzwalamy się z własnego lęku, nasza obecność automatycznie wyzwala innych”.

A więc jak?

Jesteś gotowy, gotowa wyruszyć ku odkryciu i wykorzystaniu Twojego potencjału dla dobra siebie i innych?

Potrzebujesz mojego wsparcia i towarzyszenia Ci? Zapraszam Cię – umów się na konsultację.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt