Przeskocz do treści

 W artykule „Chcesz Się zmienić? Zaakceptuj siebie” pisałam między innymi o „cieniu”, czyli o tych swoich cechach, uczuciach, potrzebach, zachowaniu (w dalszej części artykułu, zamiast wymieniać wszystko będę pisała „cecha”), których nie chcemy przyjąć do świadomości. Zazwyczaj zaciekle z nimi walczymy. W jaki sposób? Przedstawię to poniżej.

Jak walczymy z cieniem?

 Wyparcie. Spychamy wtedy naszą cechę do nieświadomości. Mimo że jest to część nas, w naszym mniemaniu nie istnieje. Tak nam się wydaje. Niestety to nie jest prawda. To co wypieramy cały czas jest. Często inni widzą w nas tą cechę choć my jesteśmy przekonani, że dobrze ją ukryliśmy. Choć może się zdarzyć, że ukryjemy to czego się wstydzimy tak dobrze, że nawet inni tego nie zobaczą. Natomiast nawet wtedy ta cześć może dawać o sobie znać. Przejawia się w tym, że irytuje nas ona w innych ludziach. Im nasza złość jest większa tym bardziej prawdopodobne, że tak naprawdę chodzi nie tylko o tą osobę ale i o nas samych.

 Zaprzeczenie. Gdy tylko zauważymy w sobie coś z czym nie chcemy się zmierzyć, powtarzamy sobie: „wydaje mi się”, „wcale taki nie jestem”, „tak naprawdę nie czuję smutku, irytacji, itp.”, „nie potrzebuję tego”, choć intuicyjnie wiemy, że jest inaczej. Mimo to, ignorujemy nasz wewnętrzny kompas i zajmujemy się czymś innym.

 Krytyka. Tu w pełni zdajemy sobie sprawę z tego co w sobie nie lubimy. Za każdym razem gdy zauważymy to co nie akceptujemy, zaczynamy siebie atakować. Wywołuje to w nas poczucie winy lub wstydu. To obniża naszą energię, za co krytykujemy siebie jeszcze bardziej. Coraz gorzej myślimy o sobie, co jeszcze bardziej zmniejsza nasze siły witalne. W ostateczności taki dialog wewnętrzny, może nawet spowodować depresję.

Dlaczego warto przyjrzeć się „cieniowi”?

 Przyjrzenie się „cieniowi” napawa lękiem. Boimy się co zobaczymy, gdy staniemy z nim twarzą w twarz. W naszej głowie pełno jest negatywnych wyobrażeń. I one nie zachęcają nas do konfrontacji. Natomiast pamiętajmy – to są wyobrażenia, a nie rzeczywistość. I warto to zweryfikować. Poniżej przedstawię Ci czemu tak uważam:

       1.    W „cieniu” mogą się skrywać nasze talenty i mocne strony.

       2.    Niektóre cechy, które w sobie odkryjemy, pomimo że czasami mogą nam przeszkadzać, w innych sytuacjach okażą się korzystne.

      3.    Nawet jeśli to, co odkryjemy nie spodoba nam się, to zobaczenie „cienia” daje nam możliwość reakcji i zmiany. Tej możliwości nie mamy w przypadku wyparcia czy zaprzeczenie.

       4.    Zgodnie z cytatem Carola Gustava Junga „Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”, tak więc to co wypieramy kontroluje nas, mimo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy.

       5.    Krytyka obniża naszą wiarę w siebie i sprawia, ze oddalamy się od innych, unikamy życia.

       6.    Wszystkie formy walki pozbawiają nas energii.

 Przytoczę tu dwie sytuacje. Wyobraź sobie, że idziesz w góry z plecakiem. Za każdym razem gdy się potkniesz o kamień, wkładasz go do plecaka. Z każdym kamieniem plecak jest cięższy, coraz trudniej Ci iść pod górę. W końcu ładunek plecaka przygniata Cię i rezygnujesz z dalszej wędrówki.

 To właśnie robimy sobie, gdy zaczynamy siebie krytykować. Mam tu na myśli krytykę, gdy oceniamy całego siebie na podstawie jakiegoś wydarzenia czy na podstawie jednej cechy, np.: „jestem za wrażliwy = jestem bezwartościowy”, „popełniłem błąd = nie można na mnie polegać”. Taka ocena sprawia, że jest nam coraz ciężej ze sobą samym.

 Na szczęście plecak można zdjąć, a kamienie wyjąć. A co ważniejsze, przestać je wkładać do tego plecaka. Tak samo w przypadku krytyki zamiast oceniać całego siebie,  możemy się odnieść do faktów i do konkretnej sytuacji, np.: „Nakrzyczenie na niego nie było dobre. Nie rozwiązało sprawy a jeszcze ją pogorszyło. Chcę znaleźć inny sposób. I przeproszę go, że go nazwałem …..”.

 A teraz wyobraź sobie drugą sytuację. Jesteś nad wodą. Jest słonecznie. Twoi przyjaciele wołają Cię, żebyś do nich poszedł. Chcesz do nich iść ale nie możesz się ruszyć. Musisz trzymać piłkę pod wodą. Nagle ktoś przebiega i chlapie cię wodą. Odwracasz się i zasłaniasz ręką a piłka wystrzela w górę z tak samo wielką siłą, z jaką trzymałeś ją pod wodą. Biegniesz za nią i z powrotem wpychasz ją pod wodę, co zwraca uwagę innych.

 Podobnie jest z wyparciem i zaprzeczeniem. Dużą część naszej energii wkładamy w to, aby „cień” został w cieniu. Różne okazje przechodzą nam koło nosa. A potem, wystarczy chwila nieuwagi i puff….cień ukazuje się nam i innym.

 A wystarczy przestać naciskać piłkę z wyboru. Możesz zrobić to szybko – wtedy wystrzeli, lub wolno – wtedy piłka prawie niezauważalnie wypłynie na powierzchnię i będzie się swobodnie unosić. A Ty będziesz miał dużo możliwości. Albo zostawisz piłkę na wodzie i pozwolisz by odpłynęła, podczas gdy Ty pójdziesz popływać, albo  pograsz w nią lub odłożysz ją na koc i wrócisz po nią później, a teraz wybierzesz się z innymi na spacer brzegiem morza. To samo będzie, gdy zdecydujesz się pokazać swój „cień”. Może na chwilę zwróci on uwagę innych, gdy zrobisz to w spektakularny sposób. Natomiast gdy będziesz pracował nad tym stopniowo, większość osób może nawet tego nie zauważy. Tak bardzo będą pochłonięci swoimi sprawami. A Ty zyskasz wolność i energię, którą będziesz mógł wykorzystać na wiele sposobów.

 Co zamiast walki?

 Co jest przeciwwagą do wyparcia, zaprzeczenia czy krytyki? Zapoznanie się ze swoim cieniem. Odwróć się do niego. Stań z nim twarzą w twarz. Powiedz „Cześć”. Być może „cień” będzie zaskoczony, a może i wzruszony tym, że chcesz się z nim zapoznać. Albo trochę zły. W końcu to jakaś część Ciebie, która została opuszczona. Pozwól mu na te emocje. A potem zacznij z nim rozmawiać: „Kim jesteś? Skąd pochodzisz? Co sprawia, że tak się zachowujesz? Co lubisz? Co nie lubisz?”, itp. Poznaj  tą swoją część. Zrozum ją. Być może „cień” będzie potrzebował czasu, żeby się otworzyć. On przecież zdaje sobie sprawę, że go nie lubiłeś. A może tak się ucieszy, że otworzy się przed Tobą jak książka. Pozwól mu na jego tempo. A potem, jak się już poznacie, zastanów się co dalej. Powodzenia! To może być naprawdę ciekawa i emocjonująca rozmowa. 

 Zaprzestanie walki z “cieniem” ma wiele plusów. Staje się on integralną częścią Twojej osobowości. Już nie działa za Twoimi plecami, tylko z Tobą współpracuje. Wysłuchujesz go, gdy chce coś powiedzieć, natomiast to Ty teraz decydujesz co zrobić dalej. Ponieważ już go nie ukrywasz, zyskujesz energię, którą możesz przeznaczyć na różne działania. Poza tym otwierają się przed Tobą nowe możliwości, które wcześniej omijałeś, a być może teraz z nich skorzystasz. No i możesz odkryć w „cieniu”  prawdziwe perełki.

 Tak więc co decydujesz? Wyparcie, zaprzeczenie, krytyka czy zapoznanie się z „cieniem”?

 Odczuwasz zarówno chęć przyjrzenia się cieniowi jak i strach przed nim? Chcesz, ale coś cię powstrzymuje? Zapraszam na konsultacje

Zachęcam Cię do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 Paradoksalna teoria zmiany

 Na początku przytoczę Ci cytat Arnolda Beissera: “Zmiana następuje wtedy, gdy stajesz się tym, kim jesteś, a nie wtedy, gdy próbujesz stać się tym, kim nie jesteś.”. Czyli innymi słowy, zmiana może zacząć się w momencie, gdy zobaczysz siebie takim, jakim jesteś teraz (razem z jasną i ciemną stroną) i to zaakceptujesz, a nie wtedy gdy zaprzeczasz jakimś swoim aspektom (mogą to być cechy, zachowanie, emocje, przekonania, potrzeby). To paradoksalna teoria zmiany.

 Co Ty na to? Jakie uczucia i myśli się w Tobie pojawiają? Zaskoczenie? Sprzeciw? A może myśl: „Zgadzam się co do akceptacji mocnej strony ale cień? Muszę to zwalczyć albo pozostawić to w ukryciu, a nie zaakceptować!” lub  „Po co mam godzić się z czymś czego nie lubię czy z czymś co uważam za wstydliwe??”

 Całkowicie rozumiem te reakcje. Większość z nas lubi słuchać i opowiadać o tym w czym jest się dobrym i tego nigdy za wiele (choć nie zawsze tak jest). A gdy chodzi o cień…. Cień zazwyczaj wzbudza w nas lęk. Jest to coś, co uważamy za złe, wstydliwe. Coś czego lepiej nie pokazywać i nie oglądać. Dlatego wypieramy go. A tak naprawdę to nigdy się temu dobrze nie przyjrzeliśmy, więc w rzeczywistości mamy dużo wyobrażeń na jego temat, równocześnie nie znając go.

Cień

 Tymczasem to co skrywamy w cieniu niekoniecznie musi znaczyć coś złegoZ cienia mogą się wyłonić też prawdziwe perełki. Jakie? Zanim do tego przejdę, wyobraź sobie coś. Idziesz drogą i nagle widzisz ruderę. Chcesz przejść obok, ale coś Cię tam ciągnie. Wahasz się chwilę czy tam wejść. Z zewnątrz nie wygląda zachęcająco. Po namyśle wchodzisz jednak do środka. Ciekawość wygrywa. W środku mogą się wydarzyć trzy scenariusze. Pierwszy. Okazuje się, że dom jest zniszczony i najlepiej go zburzyć i wybudować nowy na jego miejscu. Drugi. Stwierdzasz, że dom jest całkiem, całkiem, i że po pewnych przeróbkach może wyglądać jak nowy. Trzeci. Po wejściu, Twoim oczom ukazuje się przepiękne wnętrze. Stwierdzasz, że tak naprawdę można tu od razu zamieszkać i jedynie odnowić go na zewnątrz.

 Tak samo jest z cieniem. Stając z nim twarzą w twarz być może okaże się, że odkryjesz jakąś swoją cechę (zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), którą stwierdzisz, że chcesz zmienić. A może zobaczysz, że jakaś cecha, tak naprawdę może być czasem przydatna i zdecydujesz się z niej korzystać w pewnych sytuacjach, a w innych (gdy jej użycie może być szkodliwe) zastosować coś innego. Jest jeszcze inna opcja. Może się okazać, że w cieniu skrywają się Twoje talenty i mocne strony, do których się nie przyznawałeś, bo kiedyś zdobyłeś przekonanie, że „to nie przystoi”, itp.

 Czy to zachęciło Cię choć trochę do spojrzenia na cień? Mam taką nadzieję J. Choć, być może nadal pojawia Ci się pytanie. „Ok, ale po co mam ten cień zaakceptować? Szczególnie gdy okaże się, że rzeczywiście nie podoba mi się to co zobaczyłem”. W akceptacji cienia nie chodzi o akceptację „taki już jestem i nic tego nie zmieni” albo „nie podoba mi się to, ale skoro taki jestem to nie będę tego zmieniał”. Chodzi o pogodzenie się z tym, że „tu i teraz taki jestem, takie emocje przeżywam, takie mam przekonania, itp.”. Akceptując to, przestajesz oceniać, a zaczynasz się temu przyglądać. Widzisz pełny obraz i możesz postanowić co dalej z tym zrobić. Brak akceptacji może sprawić, że nie będziesz mógł w pełni siebie zobaczyć i trudniej będzie Ci podjąć właściwą decyzję. A jeśli nie mówimy nawet o akceptacji tylko o wyparciu, to tym bardzie trudno będzie coś zmienić. Tak naprawdę mówisz w tej sytuacji “to nie istnieje”. Więc jak masz zmienić coś co nie istnieje?

Etapy paradoksalnej zmiany

 Wracając do procesu paradoksalnej zmiany, poniżej przedstawię Ci jak taka zmiana przebiega. Jeśli chcesz, możesz to zrobić samodzielnie. A jeśli lęk jest prawie tak duży jak chęć przyjrzenia się temu, może warto abyś zastanowił się nad konsultacją u terapeuty. Terapeuta może być pomocny dlatego, że czasem mimo szczerych chęci, nasz strach może potajemnie nas sabotować. I terapeucie łatwiej to zobaczyć. Pomoże przyjrzeć się lękowi i obawom. A potem, wiedząc już czego się obawiasz, jeśli zdecydujesz się na to, poprowadzi Cię dalej przez ten proces.

  A teraz czas na etapy:

     1.   Wybierz cechę (lub zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), której chcesz się przyjrzeć, a którą wcześniej wypierałeś.

    2.   Nazwij ją i zaakceptuj, że w tym momencie taki jesteś. To jest Twój punkt startowy. To ten punkt na mapach, który mówi „TU JESTEŚ”.

     3.   Zacznij obserwować siebie. Jak się czujesz gdy tak robisz lub gdy to ukrywasz? Jaki to ma wpływ na Ciebie i na innych? Czy jest to korzystne czy szkodliwe? Czy to jest właśnie to na czym Ci zależy? 

    4. Czasem też będziesz musiał sięgnąć do przeszłości. Z czego wynika, że tak się zachowujesz? Co sprawiło, że zepchnąłeś to do cienia? Jakie doświadczenia miały na to wpływ?

 Jeśli na którymkolwiek z etapów, zaczniesz czuć silne emocje, warto poszukać wsparcia bliskiej osoby lub terapeuty.

  W pewnym momencie wydarzy się jeden ze scenariuszy:

 Pierwszy. Zdasz sobie sprawę, że chcesz coś zmienić całkowicie lub częściowo. I to „chcę”, w pełni świadome, wypływać będzie z Ciebie, z Twojego serca. Nie będzie już wtedy „muszę” czy „powinienem”. Zmiana będzie wtedy o wiele łatwiejsza.

lub

 Drugi. Stwierdzisz, że jedyne co musisz zrobić to zmienić swoje nastawienie do danej cechy (zachowania, potrzeby, itp.), zaakceptować ją i zacząć ją bardziej pokazywać.

 Etapy paradoksalnej zmiany mogą się zadziać szybko lub trwać. Jest wiele czynników, które mogą na to wpływać. Ważne jest, aby nie przyspieszać ich. Pozwól wszystkiemu płynąć. Warto, aby potrzeba (jakakolwiek się nie pojawi) wypłynęła naturalnie.

 Na koniec chciałam podkreślić jedno. W paradoksalnej teorii zmiany nie musisz od razu zaakceptować całego swojego cienia (wszystkiego czego wypierasz) i dopiero wtedy dokonać zmiany. Możesz to robić etapami: cecha po cesze czy zachowanie po zachowaniu, emocja po emocji, przekonanie po przekonaniu lub potrzeba po potrzebie.

 Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci powodzenia na Twojej drodze do samoakceptacji i do zmiany. A jeśli stwierdzisz, że na którymś etapie potrzebujesz wsparcia, zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 W tym artykule pokażę jak różnie możemy reagować na nieoczekiwaną zmianę i jak każda z tych reakcji wpływa na rozwój sytuacji oraz na nas samych.

Pierwsza droga – Zaprzeczenie

 Jedną z reakcji na nieoczekiwaną zmianę jest zaprzeczenie. Możemy zaprzeczać temu, że problem istnieje i odmawiać zobaczenia go (choć intuicyjnie dobrze wiemy, że jest) lub możemy dostrzegać problem i jednocześnie przekonywać siebie, że wcale nie trzeba się nim zająć.

 Jaki jest efekt? W większości sytuacji problem narasta. Staje się coraz większy, aż w końcu nie sposób go ignorować. Wtedy już trzeba coś zrobić. Zazwyczaj w trudniejszych warunkach.

 Jaki jest wpływ zaprzeczenia na nasze samopoczucie? Na zewnątrz wydaje się, że wszystko jest w porządku. Przecież problemu nie ma. A wewnątrz? Toczymy walkę. Sami ze sobą. Czasem tylko w podświadomości, albo na granicy podświadomości i świadomości. Pytamy siebie: ignorować czy zmierzyć się z tym co niesie problem? Ta walka wyczerpuje nas z energii, sprawia, że możemy być bardziej podatni na stres czy zmęczenie co może wpływać negatywnie w dłuższym okresie na inne obszary naszego życia.

Druga droga – Pogrążenie się w emocjach i myślach im towarzyszących

 Inną reakcją na kryzys jest zatopienie się w emocjach i myślach jakie się pojawiają w związku z tymi emocjami. Jakie to mogą być emocje? Złość na siebie, na innych, na świat, frustracja, poczucie winy, strach, smutek. Jakie to mogą być myśli? „Zawaliłem”, „to jego wina”, „dlaczego teraz?!”, „co to będzie?”, „nie poradzę sobie”, „nie wyobrażam sobie życia bez …”, itp.

 Jaki jest efekt? Mimo, że nie wyparliśmy problemu, nie zajmujemy się nim. Jesteśmy skupieni na emocjach, na tym jak to sobie nie radzimy, i na tym jak źle wygląda sytuacja.

 Co z naszym samopoczuciem?  Pogarsza się, wpadamy w spiralę myśl – emocja – myśl – emocja, itd. Czujemy się coraz gorzej, nie mamy siły na działanie.

Trzecia droga – Wzięcie odpowiedzialności za problem

 Kolejny sposób reakcji na nieoczekiwaną zmianę to zajęcie się sytuacją. Zakasujemy rękawy i bierzemy się do roboty. STOP. Zazwyczaj zaczyna się to w inny sposób, co może niektórych zadziwić. Od czego? Otóż od zaprzeczenia, i emocji. Tak, większość z nas będzie to przechodzić. Jaka jest więc różnica między dwoma powyższymi reakcjami a tą? W poprzednich reakcjach można powiedzieć, że utykamy w nich aż do momentu gdy coś lub ktoś wręcz nie „wymusi” na nas zmiany. W reakcji którą opisuję teraz, w pewnym momencie, sami decydujemy się zmierzyć z problemem. Uświadamiamy sobie, że stawienie mu czoła jest łatwiejsze niż unikanie go. Tak więc mierzymy się z wszystkim co ta sytuacja niesie, włączając w to emocje. Co do emocji to wsłuchujemy się w nie i wyciągamy wnioski z tego co poczuliśmy, usłyszeliśmy, co z kolei jest podstawą do dalszego działania.

 Jaki jest efekt? Pracujemy ze swoimi emocjami i szukamy najlepszej drogi do rozwiązaniem problemu. To nie znaczy, że wszystko idzie „jak po maśle”. Zdarzają się trudniejsze momenty. Mierząc się z nimi zyskujemy siłę na dalsze kroki. Budujemy nowe umiejętności lub odkrywamy nasze mocne strony.

 Nasze samopoczucie może być raz lepsze, raz gorsze. Nasza energia może raz spadać, raz rosnąć. To naturalne, gdy przeżywamy różne emocje czy wtedy, gdy nie pojawiają się przeszkody. Natomiast ważne jest to, że energia zawsze powraca. Pojawia się też nadzieja i wiara w to, że nam się uda.

Jak wybrać trzecią drogę?

 Podsumowując, nasze reakcje na kryzys mogą być przeróżne. Ta, która w dłuższym okresie czasu wchodzi na naszą korzyść, to ta ostatnia – wzięcie odpowiedzialności za swój udział. Czemu zatem wybieramy zaprzeczenie lub zatonięcie w emocjach? Czasem to z czym mamy się zmierzyć wydaje się zbyt przerażające. Dlatego czekamy do ostatniej chwili mając nadzieję, że unikniemy konfrontacji.

 Co może pomóc nam w wybraniu tej trzeciej drogi? Po pierwsze, pamiętajmy, że nasza wyobraźnia może nam podpowiadać scenariusze, które wcale nie muszą się ziścić. Ile razy baliśmy się czegoś i to się nie spełniło. Przypominasz sobie takie przykłady? Ja tak. Po drugie, to z czym mamy się zmierzyć, w rzeczywistości może okazać się nie takie straszne jak w naszych wyobrażeniach. A jeśli wizja jest przerażająca, zawsze możemy stawiać małe kroki, które nie wzbudzają aż tak wielkich emocji. Po trzecie zastanówmy się co zyskujemy, a co tracimy jeśli bierzemy na siebie odpowiedzialność, a co jeśli trwamy w zaprzeczeniu czy w spirali emocja-myśl.

 Jeśli powyższe nie pomaga, a chcesz iść trzecią drogą, zastanów się, może warto porozmawiać z terapeuta. Czasami nasze obawy czy wewnętrzne blokady są duże i potrzeba wsparcia, żeby móc je zidentyfikować i sprawić, żeby przestały przeszkadzać.

                               Pamiętaj! Masz wybór. Możesz zdecydować, którą drogę wybierzesz.

 A jeśli zauważyłeś że trwasz w zaprzeczeniu czy w spirali emocje-myśli i potrzebujesz kogoś kto wskaże Ci drogę, zapraszam na konsultacje.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na blogu.

 

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Chińska przypowieść

„W małej chińskiej wiosce mieszkał starszy mężczyzna. Całym jego dobytkiem był kawałek pola oraz koń, z pomocą którego uprawiał rolę. Koń był dla wieśniaka niezwykle wartościowy, ponieważ dzięki niemu mógł zapewnić byt sobie oraz swojemu synowi.

 Pewnego dnia koń zniknął. Sąsiedzi współczuli wieśniakowi takiego nieszczęścia. Mężczyzna nie zamartwiał się jednak stratą konia, lecz ze spokojem pytał:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”

 Tydzień później zwierzę niespodziewanie powróciło do właściciela, przyprowadzając ze sobą stado innych koni.

 Tym razem sąsiedzi nie mogli uwierzyć w to, jakie szczęście spotkało starego wieśniaka – w całej wiosce nikt nie miał tylu koni! Gratulowali mu z całego serca. Mężczyzna podziękował im za miłe słowa, po czym zapytał:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”

 Sąsiedzi dziwili się tym słowom i uznali starca za niewdzięcznika.

 

 Pewnego razu syn wieśniaka postanowił okiełznać jednego z nowych koni. Niestety, jego próba nie powiodła się, ponieważ spadł z grzbietu zwierzęcia i złamał nogę. Sąsiedzi ponownie składali mężczyźnie wyrazy współczucia w obliczu takiego nieszczęścia, jednak wieśniak pytał tylko:


„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”.

 Dni mijały, a kraj pogrążył się w wojnie. Do chińskiej wioski wkroczyli żołnierze, werbując do wojska młodzieńców zdolnych walczyć. Ku rozpaczy wielu rodzin, zabrali wszystkich młodych mężczyzn, z wyjątkiem jednego – syna wieśniaka, który leżał
w łóżku ze złamaną nogą.

 Po jakimś czasie okazało się, że żaden z młodzieńców zaciągniętych do walk nie przeżył. Rodziny pogrążyły się w żałobie, jednak wieśniak pozostał niewzruszony, pytając tylko:

„Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?”.”

Morał z przypowieści

 Ta przypowieść pokazuje jak niektóre zdarzenia, które  wydają się niekorzystne, mogą okazać się w dłuższej perspektywie dobre, a z kolei te które były pozytywne, mogą przynieść negatywne konsekwencje. Choć i te później mogą okazać się korzystne.

 Tak więc nie oceniajmy wydarzeń jako dobre czy złe. Pamiętajmy, że tak naprawdę nie wiemy co mogą one przynieść w dłuższym okresie czasu. Ważna jest akceptacja tego co jest, nawet jeśli sytuacja wydaje się nam niesprzyjająca.

Jak postawa oceniająca i akceptująca wpływają na nasze życie?

 Oceniając wydarzenie jako niekorzystne, w nasze życie wkradają się takie emocje jak złość, smutek, frustracja, lęk. Pogrążamy się w myślach jak to jest nam trudno. Ciężej jest wtedy wziąć problem w swoje ręce.

 W przypadku pozytywnych wydarzeń z pewnością pojawia się radość. Często wraz z przekonaniem, że już zawsze tak będzie. Ta radość jest niestabilna. Znika gdy zdarzy się coś nieprzychylnego lub w momencie gdy uświadomimy sobie, że możemy to stracić.

 Natomiast gdy pozostawiamy wydarzenie bez oceny, czyli akceptując, że „jest jak jest” pozostaje nam więcej energii na działanie czy na cieszenie się zaistniałą sytuacją.

 W chwilach „nieszczęścia” uczucia jak złość, smutek, frustracja, lęk mogą się pojawiać natomiast wykorzystujemy je jako wskazówki do działań, bez zagłębiania się w poczuciu bezsilności, frustracji czy strachu „Co to będzie?”.  Poza tym łatwiej jest nam wtedy cieszyć się z tego co jest, pomimo okoliczności.

 Natomiast w sytuacjach tzw. „szczęścia” możemy się cieszyć sytuacją, a z drugiej strony nie przywiązujemy się do tego. Dzięki temu, jeśli sytuacja się zmieni (co nie musi nastąpić), łatwiej jest nam się z tym pogodzić.

 Akceptując, jesteśmy bardziej w kontakcie z rzeczywistością oraz z sobą. Widzimy sytuację taką jaka jest, mamy dostęp do
swoich uczuć i więcej energii do działania.

 Uczucia o których piszę powyżej, nie są widoczne u wieśniaka. Jego postawa wydawać się może obojętna. Natomiast myślę, że skupiono się tu na przekazie „nie osądzaj sytuacji”. Tak naprawdę uczucia pojawiają się, zarówno w ocenianiu i akceptacji, natomiast w pierwszym przykładzie mogą nas destabilizować i nami kierować, a w drugim są paliwem do działań, jeśli takowe uznamy za konieczne.  

 Patrząc na powyższe ja osobiście wolę postawę akceptującą. Nadaje życiu więcej lekkości, swobody i zadowolenia. Nawet kiedy nie wszystko toczy się tak jakbyśmy chcieli. Choć oczywiście nie zawsze jest łatwo zaakceptować. Szczególnie, jeśli się do czegoś przywiązaliśmy lub coś bardzo chcemy. Natomiast pamiętajmy: AKCEPTACJI MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ. Wymaga to tylko trochę pracy.

A Ty jaką postawę reprezentujesz? Jaką postawę chciałbyś mieć?

Jeśli odkryłeś, że Twoja reakcja jest bardziej oceniająca niż akceptująca i chcesz to z omówić, zapraszam na konsultacje.  

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 Trudna sytuacja, kryzys kojarzą się nam zazwyczaj negatywnie: z zagrożeniem, trudnymi emocjami, które się wtedy pojawiają i różnymi sprawami jakimi musimy się zająć w stresie.

 Rzeczywiście, kryzys sprawia, że zaburzona zostaje nasza równowaga, wewnętrzna i zewnętrzna. Czujemy złość, frustrację, poczucie winy, strach, bezsilność i może jeszcze parę innych emocji. Wyobrażamy sobie różne scenariusze, które mogą nastąpić. Pojawiają się czarne myśli. Przygnębienie.

 STOP. To tylko jedna strona medalu. Jest jeszcze druga. Jaka? Napiszę o niej w tym artykule. Rzadko się skupiamy na tej drugiej, a warto ją poznać. Po co? Ta inna perspektywa może pomóc nam podwyższyć nasz poziom energii i sprawić, że przejście przez trudną sytuację czy kryzys stanie się łatwiejsze.

 A więc jaka jest ta perspektywa? W skrócie można powiedzieć, że trudna sytuacja czy kryzys jest też szansą. Jeśli ją wykorzystamy, to nasze życie zmieni się na lepsze.

 Jakie szansy kryją się za stresującymi wydarzeniami? Może być ich kilka. Oto one. Kryzysy i trudne wydarzenia mogą:

1.   Wznieść nas na wyższy poziom rozwoju.

 Każdy kryzys wymaga od nas zareagowania, zazwyczaj w inny niż dotychczas sposób. Sprawia to, że nagle odkrywamy w sobie różne cechy i umiejętności, których nie byliśmy świadomi. Często też, w trakcie, uczymy się czegoś nowego co nam pomaga w dalszym życiu.

2.   Potwierdzić, które relacje nam służą, a które nie.

 Czasami podświadomie czujemy, którzy bliscy, przyjaciele, znajomi są po naszej stronie, a którzy nie, dla których jesteśmy ważni, a dla których nie. Mimo to, często machamy ręką i nic nie robimy z relacjami, w których nie jest nam dobrze. Kryzys daje szansę na zmienienie tego. Może pokazać tą prawdę, przed którą się broniliśmy. Trudniej jest nam zignorować informacje i łatwiej podjąć decyzję, która może być bolesna. Natomiast nie wszystko sprowadza się do tego. Jest też i pozytywna strona. W naszym otoczeniu zostają ci, którzy szczerze nas kochają i wspierają.

 A jeśli wszyscy nas opuszczą? Hmm, jest to mało prawdopodobne. Gdyby tak się jednak stało, pamiętajmy, że na świecie jest ponad 7 miliardów ludzi. Z pewnością znajdziemy inne osoby. Może to tylko zająć trochę czasu.

3.   Stworzyć nową równowagę na wyższym poziomie.

 Każdy z nas dąży do równowagi, czyli do takiego życia, gdzie czuje, że każdy obszar życia jest taki, jaki chciał, żeby był (nic dodać, nic ująć). Z drugiej strony, jak to powiedział Heraklit z Efezu „Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”. Zmienia się świat, zmieniają się inni, zmieniamy się my. Każdy w swoim tempie. Czasami te zmiany są małe. Tak małe, że pochłonięci codziennością możemy ich nie zobaczyć. Te zmiany kumulują się. I nagle okazuje się, że gdzieś powstaje nierównowaga. To wtedy pojawia się trudna sytuacja czy kryzys, którego celem jest przywrócenie stabilności i zniwelowanie różnic. W wyniku tego, powstaje nowa równowaga, która będzie inna niż poprzednia. Na wyższym poziomie.

4.   Uczyć nas.

 Większość z nas ma w życiu do „odrobienia pewne lekcje”, aby żyło nam się lepiej. Musimy np.: nauczyć się stawiania granic, prosić o pomoc, itp. Gdy w naszym życiu wszystko jest w porządku, to przyznajmy, często nie mamy ochoty wyjść poza strefę komfortu. Wolimy rozkoszować się chwilą i ignorujemy te problemy czy sprawy, które gdzieś daleko, daleko wołają byśmy się nimi zajęli. Aby odrobić daną „lekcję”, z pomocą może przyjść kryzys. Daje nam okazję by wreszcie się zająć tym, co konieczne.

 Warto zawsze zastanowić się jaką lekcję przynosi nam kryzys i zacząć coś robić, aby się zmienić. Jeśli to zignorujemy, w przyszłości możemy dostawać kolejne sytuacje do momentu, aż „odrobimy swoją lekcję”.

 Natomiast jeśli podobny kryzys czy trudna sytuacja powrócą, nie oceniajmy siebie zbyt surowo. Niektóre „lekcje” po prostu trzeba powtórzyć kilka razy. Jeśli np. od zawsze nie stawialiśmy granic to czasem potrzeba dłuższego czasu, aby to zmienić. Tak więc zamiast krytyki doceńmy się za chęć podjęcia wyzwania, a także za każdy krok czy kroczek, który postawiliśmy. Dzięki nim jesteśmy trochę dalej.  

5.   Zapoczątkować realizację naszych nieświadomych pragnień.

 W głębi naszej duszy często drzemie pragnienie, aby stać się bardziej sobą i/lub zacząć wykorzystywać swój potencjał. Możemy go całkowicie zagłuszyć lub dopuszczać do siebie, ale nic z tym nie robić. Zazwyczaj z powodu strachu przed tym, co może się wydarzyć, jak wejdziemy na ścieżkę zmiany. Czasem właśnie kryzys daje nam „kopniaka” do tego, żeby wreszcie pójść za tym pragnieniem lub, w pierwszej kolejności, usłyszeć go. Paradoksalnie w kryzysie łatwiej nam podjąć kroki, których wcześniej się obawialiśmy.

 Tak więc kryzys to i zagrożenie, i szansa. To od nas zależy gdzie pokierujemy swoją uwagę. Pamiętajmy. To że skupimy się na szansie, nie jest równoznaczne z ignorowaniem sytuacji. Nie znaczy, że mamy siedzieć z założonymi rękami i czekać aż wszystko samo się rozwiąże. Trzeba się zająć problemem, równocześnie pamiętając, że jest w całej tej sytuacji jakieś wyższe dobre, którego może jeszcze nie widzimy. Oczywiście takie spojrzenie nie sprawi, że różne uczucia i trudności znikną, natomiast z pewnością wniesie nadzieję, wiarę i chęć do stanięcia twarzą w twarz z rzeczywistością oraz da determinację do działania i do znalezienia rozwiązania – najlepszego na ten moment.

 Tak więc następnym razem, gdy pojawi się kryzys czy trudna sytuacja powiedz sobie „Mam problem, ale wiem, że wydarzyło się to po coś.”.

 Jeśli jesteś w trudnej sytuacji lub przechodzisz przez kryzys i potrzebujesz wsparcia, zapraszam na konsultację.

 Pamiętaj, czasem „lekcją do odrobienia” w kryzysie jest nauczyć się prosić o pomoc. Nie musimy samemu przez
wszystko przechodzić i nieść swój ciężar na barkach. Czasem podzielenie się może dać dużo ulgi.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Artykuł daje wskazówki jak przekształcić pragnienia, które pozbawiają nas energii, w te, które energię dodają

 W artykule „Potrzeba, Pragnienie, Pragnienie-potrzeba – Czym się różnią i Czy Nam Służą?” pisałam o tym, że pragnienie przekształcone w potrzebę generuje dużo napięcia i innych uczuć takich jak złość, frustracja, smutek, strach, a uczucie satysfakcji jest bardzo ulotne. Dodatkowo odczuwamy dużo presji („muszę to mieć”) co sprawia, że możemy nie dostrzegać pewnych rzeczy i robić coś za wszelką cenę: swoją lub kogoś. Czy warto mieć takie pragnienie-potrzebę? Czy warto się tak spalać? Odpowiedzieć sobie musi już każdy sam.

 Czy w takim razie lepiej nie mieć pragnień? Oczywiście, że warto. One sprawiają, że życie staje się ciekawsze, radośniejsze. O co w takim razie chodzi? O to, aby mieć pragnienia, w których jest swoboda i lekkość, zamiast pragnień-potrzeb, które generują presję i stres.

 Czy można zatem przekształcić pragnienie-potrzebę w pragnienie? Tak. Jak to zrobić? Poniżej podam wskazówki. Zanim jednak do nich przejdę chciałam powiedzieć, z czego takie pragnienie-potrzeba może wynikać.

Przyczyny odczuwania „pragnień-potrzeb”

 Pragnienie-potrzeba to pragnienie przekształcone w potrzebę. Innymi słowy coś bez czego możemy się obejść, staje się niezbędne, a przynajmniej takie mamy wrażenie. Pojawia się napięcie, strach. Mówimy „muszę mieć te buty (choć mamy ich wiele)”, „muszę być z …., bez niego/niej sobie nie poradzę”, „musi mnie zaakceptować”, „zrobię wszystko, żeby ta grupa mnie przyjęła”, itp.

 A teraz wyobraźmy sobie dwie sytuacje. W pierwszej z nich zobaczmy małe dziecko. Ono potrzebuje mieć buty, ono potrzebuje być z kimś, kto się nim zaopiekuje i zaakceptuje go. W przeciwnym razie nie poradzi sobie i jego byt będzie zagrożony.

 To nasze „muszę” może pochodzić właśnie z tego okresu, kiedy byliśmy mali i w jakimś momencie nie dostaliśmy tego co potrzebowaliśmy. Mogło to być jakieś pojedyncze wydarzenie lub szereg wydarzeń, które wtedy były dla nas zagrażające. Gdy teraz „musimy mieć coś lub być z kimś”, podświadomie możemy wracać do tego okresu, gdzie to było dla nas niezbędne. Tak więc świadomie myślimy, że reagujemy na sytuację z tu i teraz, a podświadomie cofamy się do przeszłości.

 A teraz druga sytuacja. Cofnijmy się do okresu, kiedy to człowiek żył w plemieniu. Wyobraźmy sobie, że nagle jedna osoba zostaje oskarżona i wygnana. Dostaje łuk i kilka strzał. I tyle. Co to dla niej oznacza? Życie poza plemieniem jest dla niej zagrażające. Nie ma gdzie mieszkać, co jeść, dookoła jest pełno dzikich zwierząt, które w każdej chwili mogą zaatakować, a ona nie ma nikogo do pomocy.

 Gdy odczuwamy strach przed byciem odrzuconym przez grupę może on pochodzić właśnie z tych zamierzchłych czasów. Gdy obawiamy się tego, że grupa nas nie zaakceptuje, podświadomie możemy wracać do tamtych czasów. Nagle zaczyna nam się wydawać, że bez tej grupy nie przeżyjemy.

 To są dwie prawdopodobne przyczyny. Czy jest ich więcej? Na pewno tak. Wiec jeśli powyższe wytłumaczenia nie rezonują z Tobą, śmiało znajdź inne.

Jak zmienić pragnienie-potrzebę w zwykłą potrzebę

 Teraz wracam do obiecanych wskazówek. Możesz je zrobić wszystkie, kilka lub jedną. Do dzieła!

1.  Zapytaj siebie „Czy naprawdę muszę to mieć?”.

 Czasem odpowiedź tylko na to jedno pytanie może nas uwolnić. Nagle może się okazać, że możemy bez tego żyć. Puff, presja znika. Pojawia się ulga. W ciele czujemy lekkość, więcej przestrzeni, łatwiej nam oddychać.

2.  Zastanów się „Co takiego się stanie, gdy tego nie dostanę?”

 Nazwij konkretnie czego się boisz, np. „boję się, że sobie nie poradzę sam, bo mam mało płatną pracę” i zastanów się co możesz zrobić, np. „poszukam lepiej płatnej pracy”.

 Jeśli jako odpowiedź pojawia Ci się „nie przeżyję bez tego”, natomiast nie możesz tego do końca uzasadnić (fakty mówią co innego, a uczucia co innego), prawdopodobnie Twoja podświadomość kieruje Cię do różnych doświadczeń z przeszłości o których pisałam wcześniej (czasem takich, których nie pamiętamy). W takim wypadku przypomnij sobie, że nie jesteś już dzieckiem czy członkiem plemienia. Teraz nawet jeśli nie kupisz sobie butów czy zostaniesz odrzucony, poradzisz sobie. Jesteś dorosły i masz wiele mocnych stron, które sprawiły, że przeżyłeś, pomimo różnych życiowych trudności. Tak więc czemu teraz nagle masz sobie nie poradzić?

 Jeśli powyższe nie pomaga, warto zastanowić się nad konsultacją z terapeutą. Czasem niektóre wydarzenia z przeszłości są tak silne, że potrzeba wsparcia, aby uzdrowić dane wspomnienia i  uwolnić się od nich.

3.   Zaakceptuj to, że teraz tego nie masz oraz to, że być może nigdy tego nie dostaniesz.

Trudne, co? Wydaje się wbrew logice. Pojawia się pytanie „Czy jeśli zaakceptuję to, nie będzie to równoznaczne z poddaniem się lub tym, ze przyciągnę ten scenariusz?” Otóż nie. Akceptacja nie jest równoznaczna z poddaniem się. Dzięki niej uwalniasz się od presji. Pamiętaj, masz ograniczoną ilość energii, którą możesz wydatkować. Gdy czegoś bardzo chcesz, większa część Twojej energii jest zabierana przez napięcie i przez emocje, które się pojawiają. Zostaje mała część, która może być spożytkowana na działanie. Gdy presja znika, pojawia się ulga i więcej energii, którą możesz użyć do realizacji pragnienia.

 W akceptacji chodzi o zostawienie intencji „Chcę to mieć, zrobić czy być z kimś” i równocześnie porzucenie przywiązania do efektu „Nie muszę tego mieć”. Może to brzmieć następująco:

 „Akceptuję to, że mogę tego nigdy nie dostać. Boję się (jeśli rzeczywiście się boisz), natomiast wierzę, że bez tego sobie poradzę. Zrobię to co mogę, a resztę oddam Bogu (Sile Wyższej, Wszechświatowi, itp.). Jeśli tego nie dostanę, być może tak jest dla mnie lepiej, a za rogiem może czeka na mnie coś jeszcze lepszego”.

 Akceptacja zazwyczaj nie przychodzi od razu. To proces. Twoje „wewnętrzne dziecko” może się bronić, bo cały czas się obawia. Tak więc przytul je i powiedz mu, że się nim zaopiekujesz. Tak, żeby poczuło się bezpieczne.

 A jeśli pojawi Ci się presja, że „musisz zaakceptować, że tego nie dostaniesz”? Pierwszą rzeczą będzie pogodzenie się z tym, że na razie nie możesz zaakceptować. Kluczem jest pogodzenie się z tym, że w tym momencie jest jak jest. Możesz sobie powiedzieć „Teraz nie mogę jeszcze tego zaakceptować, natomiast chcę to zrobić.”.

 Paradoksalnie, akceptacja rzeczywistości i tego, że nasze pragnienie może się nie zrealizować, daje większą szansę na jego spełnienie, choć oczywiście nie gwarantuje tego. Natomiast, nawet jeśli zyskałbyś tylko uwolnienie się od presji, to choćby dla tego, czy nie jest warto odpuścić (zaakceptować)?

 Tak więc jeśli odkryjesz w sobie pragnienie, które Cię wypala od środka a nie karmi, być może stało się ono potrzebą. Zastanów się czy nie warto się tym zająć.

 Jeśli chcesz popracować wspólnie nad przemianą pragnienia-potrzeby w pragnienie i nad akceptacją, zapraszam Cię na konsultacje.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Artykuł daje wskazówki jak odróżnić służące nam potrzeby i pragnienia od pragnień-potrzeb, które nam szkodzą.

 Potrzeba i pragnienie. Czy to jedno i to samo? Czy wszystkie potrzeby są prawdziwymi potrzebami? Czy potrzeby i pragnienia nam służą, czy nie? Na te pytania odpowiem w tym artykule.

Potrzeba a pragnienie

 W życiu codziennym, wyrazy „potrzeba” i „pragnienie”, używamy zamiennie. Ja zazwyczaj mówię potrzeba, by wyrazić to co potrzebuję i to co chcę. Natomiast jest między nimi znacząca różnica. Jaka?

 Potrzeba to coś co jest nam niezbędne do życia, pragnienie natomiast jest to coś, co chcemy, ale możemy bez tego funkcjonować („dobrze by było gdym to miał, natomiast jak tego nie dostanę to nic się nie stanie”). Dla przykładu do potrzeb zaliczymy: jedzenie, picie, sen, ochronę przed zimnem bądź ciepłem. Pragnienie wyraża się natomiast w chęci posiadania pewnych rzeczy, chęci spędzenia wakacji w określonym miejscu, w chęci bycia kochanym, docenionym przez określoną osobę, czy w chęci rozwoju w jakimś kierunku. Oczywiście są to tylko przykłady. Pragnień jest dużo więcej, niż te wymienione.

 Patrząc na powyższe, można powiedzieć, że zaspokajanie potrzeb warunkuje przeżycie, a realizowanie pragnień sprawia, że nasze życie nabiera kolorów, jest pełniejsze, ciekawsze, a my czujemy że żyjemy. Tak więc ważne jest i zaspokajanie potrzeb, i realizowanie pragnień.

 Problem może pojawić się, gdy nasze pragnienia zaczynamy utożsamiać z potrzebami, czyli uważamy, że bez czegoś nie możemy żyć (a tak naprawdę możemy). Dlaczego to może być problem? Odpowiedź znajdziesz w dalszej części.

Różnica w doświadczaniu potrzeby, pragnienia i pragnienia-potrzeby

 Czego doświadczasz, gdy odczuwasz potrzebę, pragnienie czy pragnienie-potrzebę? Poniżej dam Ci pewne wskazówki. Po co? Pomoże Ci to odróżnić potrzeby i pragnienia, które Tobie służą, od szkodliwych pragnień-potrzeb. Rozpoznając to, co nie jest dla Ciebie dobre, będziesz mógł coś z tym zrobić. Jeśli tak zdecydujesz. 

 Potrzeba. Gdy coś potrzebujemy, oznacza to, że bez tego sobie nie poradzimy (w znaczeniu nie przeżyjemy). Odczuwamy pewien brak, niedosyt, dyskomfort. 

„Buty mi się zniszczyły. Muszę kupić sobie nowe.”

 Jeśli zaspokoimy swoją potrzebę, dyskomfort znika. Zazwyczaj pojawia się satysfakcja (choć nie zawsze). Jeśli w danym momencie potrzeba nie może być spełniona, będziemy dążyć do jej zaspokojenia.

 Pragnienie: W pragnieniu zamiast poczucia braku pojawia się chęć. Motywuje nas ona do działania. Na myśl o tym, co pragniemy, odczuwamy pozytywne emocje. W pragnieniu jest lekkość i swoboda. Jeśli tylko mamy taką możliwość realizujemy je. Jeśli w danej chwili nie możemy tego mieć, albo odpuszczamy albo przekładamy na później. 

„Ale ładne te buty. Kupię je.” lub

Ale ładne te buty. Tyle, że teraz mam inne wydatki. W następnym miesiącu o tym pomyślę. A jak ich nie będzie? Trochę będzie mi szkoda. Hmm, to może przełożę zakup X na następny miesiąc a teraz kupię buty? Tak, to dobry pomysł, w sumie tego X tak bardzo nie potrzebuje.” lub

Ale ładne te buty. Tyle, że teraz mam inne wydatki. W następnym miesiącu o tym pomyślę. A co jeśli ich nie będzie? Trochę będzie mi szkoda. Na ale trudno, najwyżej będę miała jedną parę butów mniej, jakoś przeżyję 😛.”

 Jeśli spełnimy nasze pragnienie, czujemy zadowolenie. Jeśli nie uda nam się go zrealizować, może pojawić się rozczarowanie, natomiast szybko przechodzi i godzimy się z sytuacją.

 Pragnienie przekształcone w potrzebę: W pragnieniu-potrzebie (tak to w skrócie nazwę) odczuwamy wewnętrzny przymus posiadania czegoś lub bycia z kimś (z czego to wynika, to temat na inny artykuł). Robimy wszystko (różnymi środkami), aby osiągnąć cel. Zamyka to nas, związuje z daną potrzebą. Gdzieś w podświadomości pojawia się głos, który mówi, że bez tego sobie nie poradzimy (niekoniecznie musimy zdawać sobie z niego sprawę). Może pojawić się ekscytacja, natomiast gdzieś w tle, mniej lub bardziej, możemy odczuwać napięcie czy stres, dopóki nie zrealizujemy naszego pragnienia-potrzeby. Pojawia się myśl „A co jeśli mi się nie uda?”.

„Ale ładne buty. Muszę je mieć. Za wszelką cenę.”

„Ale ładne buty. Muszę je mieć. Tyle, że w tym miesiącu mam inne wydatki. To nic. I tak je kupię. Koniec. Kropka”

 Jeśli pragnienie-potrzeba zostanie wreszcie spełnione, odczuwamy satysfakcję, po której po jakimś czasie może pojawić się niedosyt lub lęk przed utratą. Co jeśli pragnienie-potrzeba nie zostanie spełnione?  Czujemy frustrację, złość i/lub przygnębienie czy smutek i/lub lęk. 

 Podsumowując. Patrząc na powyższe można zauważyć, że potrzeba i pragnienie różnią się. Jedno jest konieczne by przeżyć, drugie, żeby żyć. Dzięki nim nasze życie jest pełniejsze.

  Co jest najważniejszą rzeczą z tego artykułu? Dla mnie jest rozpoznanie pragnienia przekształconego w potrzebę. Dlaczego? Według mnie, oddala Cię ono od odczuwania radości z życia, a przecież każdy z nas lubi to uczucie. Dlaczego nie miałbyś czuć więcej radości i zadowolenia z życia? Dlatego warto przyjrzeć się pragnieniu-potrzebie bliżej (jeśli takie odkryjesz) i sprawić, by stało się tylko (lub aż J) pragnieniem.

***

 Chcesz się przyjrzeć temu czym Ty się kierujesz? A może odkryłeś jakieś pragnienie-potrzebę, które chcesz przekształcić w pragnienie? Zapraszam Cię na konsultacje.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Artykuł mówi o blokadach, które sprawiają, że nie inicjujemy zmian oraz daje wskazówki jak sobie z tymi blokadami radzić.

 Czy marzysz o czymś i zostawiasz to w świecie marzeń? Chcesz coś zacząć i odkładasz to na później? Czy może zaczynasz coś i to zaraz porzucasz?

 Jeśli tak, to najprawdopodobniej albo tak naprawdę tego nie chcesz, albo w tym momencie jest coś ważniejszego dla Ciebie albo masz pewne blokady, które przeszkadzają Ci w pójściu za głosem serca czy intuicji. W tym artykule zajmę się właśnie tymi blokadami.

 Co może nas blokować?

 Poniżej przedstawię najczęstsze przeszkody, które mogą sprawiać, że nie wyruszasz w swoją drogę lub zaraz na wstępie rezygnujesz.

      1.    Obawa przed koniecznością poświęcenia się temu bez reszty oraz koniecznością zrezygnowania z pewnych rzeczy.

 Z pewnością wchodząc na ścieżkę zmiany trzeba będzie przeznaczyć na to czas, co oznacza że będziesz musiał zrezygnować z czegoś innego. Jest to naturalne. Natomiast pamiętaj! Możesz, ale nie musisz skakać na głęboką wodę i poświęcać się tylko temu. Jest jeszcze inna opcja – wprowadzanie zmiany małymi krokami. Każdy z wyborów ma swoje wady i zalety. Który wolisz?

 2.    Niechęć do konfrontacji z bólem i trudnymi emocjami

 Zmiana wiąże się ze zmierzeniem się z różnymi emocjami. Będą się one pojawiać w trakcie. Niektóre z nich mogą być nieprzyjemne. Pamiętaj jednak! Jakakolwiek emocja by się nie pojawiła, każda niesie ze sobą ważną informację: może mówić ci, że co si brakuje – po to żebyś zadbał o swoją potrzebę, może mówić ci czego się obawiasz – żebyś może bardziej się przygotował, itp. Dlatego ważne jest, abyś odczytał tą informację i zastanowił się jakich kroków ona od ciebie wymaga.

 3.    Strach przed brakiem akceptacji ze strony innych.

 „A co jeśli innym nie spodoba się „nowy ja” lub mój „nowy styl życia”? „ A co jeśli inni pomyślą że jestem samolubny?”, „ A co jeśli będę się zbytnio wyróżniał?”. „A co jeśli mnie odrzucą?”.  Te i może inne pytania mogą pojawiać  się w naszych głowach. Jesteśmy ludźmi i żyjemy z ludźmi, więc takie pytania są naturalne. Natomiast zastanów się nad tymi obawami. Jak bardzo są realne? Jest mało prawdopodobne, że wszyscy Cię odrzucą. Te osoby, którym na Tobie zależy, być może (choć tak nie musi być) na początku będą kręcić nosem, natomiast z czasem zaakceptują Twój wybór i nowego Ciebie. Pamiętaj, Twoja zmiana, sprawia, że inni wokół siebie też się muszą zmienić, jeśli chcą Ci dalej towarzyszyć. Tak więc uzbrój się w cierpliwość. Co do tych osób, którym nie będzie pasować Twoja zmiana, być może czas na to, aby ograniczyć czas spędzany z nimi lub powiedzieć „do widzenia”. Niektóre przyjaźnie, znajomi nie są na całe życie.

 4.     Lęk o finanse

 Powyższy lęk jest uzasadniony, gdyż musimy mieć za co żyć. Ważne żeby nie stał się przeszkodą, a wskazówką do tego jakie kroki podjąć by się zabezpieczyć finansowo. Koszty mogą być różne. Jeśli chcemy się rozwijać musimy mieć pieniądze na kursy, książki, itp. Musimy mieć też za co jeść, gdzie mieszkać, opłacać rachunki. Jest to szczególnie ważne, np.: gdy chcemy zrezygnować z obecnej pracy i dopiero zacząć rozwijać nowy biznes, czy też zacząć szukać swojej drogi. Zadaj sobie wtedy pytania: „Ile czasu chcę sobie dać na rozwinięcie mojego pomysłu”, „Ile pieniędzy muszę mieć by czuć się bezpiecznie przez ten czas?”. I zacznij zbierać. Możesz też zacząć budować inne umiejętności, które będą przydatne na nowej ścieżce.

 5.    Obawa przed porażką

 „A co jeśli nie dam rady?”, „A co jeśli zaufam intuicji i sercu i mi nie wyjdzie?”, „A co jeśli okaże się, że to nie jest to, co chciałem?”, „A co jeśli tylko stracę czas?”. Podczas drogi lub na jej końcu, może okazać się, że to jednak nie to. Nawet jeśli tak się stanie, nie nazwałabym tego porażką i stratą czasu. Każde doświadczenie nas czegoś uczy: zdobywamy nowe umiejętności, poznajemy nowych ludzi, miejsca. Możemy też w trakcie przeżywać jakieś radosne momenty, które będziemy pamiętać do końca życia. A jeśli naprawdę żadnego z tego co wymieniłam nie doświadczymy? Wierzę, że “nie udało nam się”, bo musieliśmy się nauczyć, czegoś co będzie nam potrzebne aby doświadczyć coś jeszcze lepszego. Tak więc wyciągnijmy wnioski na przyszłość z tego co nas spotkało i ruszmy w dalszą drogę.

 Dam Ci jeszcze jedną wskazówkę. W momencie gdy czegoś chcesz i obawiasz się “porażki”, w podjęciu decyzji, pomocne może być pytanie: Czego będziesz bardziej żałował? Tego, że nie spróbowałeś? Czy tego, ze spróbowałeś (nawet jeśli okazałoby się, że to nie to)? 

 6.    Przekonanie, że „ Na zmianę jest już za późno”

 Czyżby? Kto tak Ci powiedział? Zmiana jest jedyną stałą częścią. Świat oraz my będziemy się zmieniać do końca naszych dni. Nieważne w jakiem wieku jesteś, zadaj sobie pytanie: „ Czy wolę żyć tak jak teraz czy zacząć zmianę?”. Jak będę się czuł gdy ta zmiana nastąpi?”. Wybór należy do Ciebie.

 To są najczęstsze blokady, które powstrzymują nas przed rozpoczęciem, lub sprawiają że wycofujemy się zaraz po tym jak podejmiemy decyzję.

A ty jakiej zmiany chcesz (dotyczącej ciebie)?

Czy coś stoi Ci na przeszkodzie?

Jeśli tak, co to jest? 

Jak możesz sobie z tym poradzić?

Potrzebujesz wsparcia w rozpuszczeniu swoich blokad? Zapraszam Cię na konsultacje –  osobiście lub online.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 

 Czy odczuwasz chęć rozwijania swoich talentów? Chcesz znaleźć czas na rozwój swoich pasji i zainteresowań lub zwiększyć swoją wiedzę, która pomoże Ci zrozumieć różne mechanizmy i zjawiska, które występują w świecie? A może chcesz znaleźć cel dla którego żyjesz na tym świecie (bycie pisarzem, księgowym, terapeutą, murarzem a także dobrym ojcem, matką)? Albo drogę do doświadczania wyższych poziomów świadomości? Jeśli odpowiedziałeś „tak”, na  jedno z powyższych, to oznacza że odczuwasz potrzebę samorealizacji.

Podstawowe potrzeby człowieka i ich zaspokajanie

 Według Abrahama Maslowa potrzeba samorealizacji jest jedną z potrzeb, którymi kieruje się człowiek. Według niego każdy z nas odczuwa 5 różnych rodzajów potrzeb:

– potrzeby fizjologiczne;

– potrzebę bezpieczeństwa;

– potrzebę miłości i przynależności;

– potrzebę uznania i szacunku;

– potrzebę samorealizacji.

 Pierwsze dwie są zaklasyfikowane jako potrzeby niższego rzędu, pozostałe to potrzeby wyższego rzędu. Według Maslowa, potrzeby znajdujące się wyżej w hierarchii mogą być zaspokojone dopiero, kiedy zrealizujemy te znajdujące się niżej.

Czy musimy czekać z potrzebą samorealizacji do momentu aż uzyskamy wszystko inne?

 Jak uważasz?

 Moim zdaniem nasze potrzeby niekoniecznie musimy realizować w takiej samej kolejności jak powyżej. Sami możemy określić jaki priorytet nadamy każdej potrzebie.

 Nie musimy też czekać na to aż wszystkie potrzeby z danego poziomu zostaną zrealizowane. Możemy równocześnie realizować potrzeby z różnych poziomów. Jeśli będziemy czekać do momentu, aż załatwimy wszystkie inne sprawy, istnieje ryzyko, że potem pojawi się inna ważniejsza potrzeba od tej dotyczącej samorealizacji i znów odłożymy ją na później.

Jak zacząć realizować swoją potrzebę rozwoju?

 Po pierwsze zadaj sobie pytanie „Jaka jest moja hierarchia potrzeb w tym momencie?”. Być może rozwój jest ważny, natomiast jest coś ważniejszego. To nie znaczy, że musisz od razu rezygnować z samorozwoju. Chodzi tylko o to, żeby w pierwszej kolejności zająć się tym, co najważniejsze. Tak więc ustal swój plan działania według swojej hierarchii. Ma to być w zgodzie z Tobą.

 Pamiętaj! Czasem wydaje nam się, że aby zacząć się rozwijać potrzeba dużo czasu i zasobów. Niekoniecznie tak musi być. Możesz zacząć od małych kroków: 15 minut codziennie lub co 2 dni na książkę z biblioteki, filmik lub coś innego. Nie musisz od razu  pójść na szkolenie czy studia. Chodzi o to żeby zacząć i powoli wyrabiać w sobie nawyk. Takie małe kroki mają swoje plusy. Sprawią, że łatwiej Ci będzie coś zrobić. Łatwiej wygospodarować chwilę co dzień niż np.: weekend na szkolenie. Poza tym małe kroki sprawiają, że nasz strach (jeśli taki się pojawia) jest mały, dzięki czemu nie blokuje naszych poczynań. Dodatkowo małym wysiłkiem, będziesz mógł zweryfikować, czy „to jest to, o co Ci chodziło”. Jeśli okaże się, że nie, prościej będzie zrezygnować.

A co jeśli nie zależy mi na samorealizacji?

  W tym wypadku skup się na innych potrzebach. Przestrzegałabym w “rozwijaniu się na siłę, bo inni tak robią”. W dłuższym okresie czasu może to przynieść niezadowolenie. Natomiast oczywiście wybór należy do Ciebie. Pamiętaj! Jeśli nie odczuwasz w tym momencie potrzeby samorozwoju nie czyni Cię to lepszym lub gorszym. 

                                                                       A więc, jaka jest Twoja hierarchia potrzeb? 

 Czasami łatwiej jest zidentyfikować swoją hierarchię potrzeb, rozmawiając z innymi. Jeśli chcesz się tym podzielić zapraszam na konsultacje – osobiście lub online.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestal

Artykuł pokazuje jak wygląda naturalny przepływ emocji, dzięki któremu można odkryć swoje potrzeby.

 Czy wiesz, że każda emocja, nawet ta nieprzyjemna może przynieść Ci coś, co możesz wykorzystać na Twoją korzyść?

 W tym artykule napiszę jak to zrobić. Poniżej pokażę jak odkryć informacje, które niesie ze sobą dana emocja. Informacje, dzięki którym możemy zrozumieć swoje potrzeby. Tak więc, do dzieła, a tak naprawdę, do odczuwania (przynajmniej na początku).

Kroki w naturalnym przepływie emocji

  Zanim przejdę do kroków, jedna uwaga. Jeśli czujesz opór na myśl o wykonaniu ćwiczenia, polecam Ci na początku przeczytać artykuł „Jak Odblokować Naturalny Przepływ Emocji”, w którym piszę o przyczynach, które mogą sprawiać, że obawiamy się odczuwać lub wyrażać emocje oraz o tym jak sobie z tym radzić. Dodatkowo piszę tam, kiedy warto skorzystać ze pomocy terapeuty. 

   A teraz czas na kroki, dzięki którym poznasz co się kryje pod daną emocją. 

Nazwij emocję – „Czuję …….. (strach, zaskoczenie, radość, itp.)”.

Zaakceptuj to, że ją czujesz.

Zaobserwuj, gdzie w ciele odczuwasz tą emocję. Skup się na wrażeniach z ciała.

Jeśli emocja jest silna, pooddychaj i skup się na odczuwaniu. Możesz też zrobić inne rzeczy, które Cię uspokajają (np.: wypłacz
się, posłuchaj muzyki, potańcz, itp.). Intensywność emocji może zagłuszyć nasz wewnętrzny głos intuicji, kreatywność oraz logiczne myślenie. Mamy wtedy zazwyczaj ochotę na robienie czegoś, czego byśmy nie zrobili, kiedy jesteśmy spokojni. Dlatego tak ważne jest, aby wstrzymać się od działania (nie mówię tu o przypadku, gdy np.: jedzie w Twoim kierunku rozpędzony samochód).

Zapytaj się „Emocjo co masz mi do powiedzenia?” i wysłuchaj odpowiedzi. Ważne jest, abyś dał sobie teraz czas na powiedzenie lub napisanie wszystkiego co Ci leży na sercu. Bez cenzury. To jest na moment tylko dla Ciebie. Czas na komunikację innym lub działanie przyjdzie później. Teraz chodzi o to, żeby zrozumieć siebie.

Nazwij potrzebę, która się za tym kryje.

Zastanów się, jak możesz tą potrzebę zrealizować. Wygeneruj pomysły. Czy to jest coś, co Ty sam możesz zrobić? Czy może Twoja potrzeba dotyczy kogoś innego? 

Zdecyduj, co chcesz zrobić.

Zrób to. Wyraź to w asertywny sposób.  

Pamiętaj! Jeśli do tej pory emocje wyrażałeś inaczej, możesz potrzebować trochę czasu, aż nowy sposób wejdzie Ci w nawyk.

Korzyści z wsłuchiwania się w swoje emocje 

 Być może powyższa droga wydaje Ci się długa. Natomiast może przynieść wiele korzyści:

– rozumiesz siebie bardziej i masz kontakt ze swoimi potrzebami;

– możesz świadomie zdecydować czy iść za swoimi potrzebami;

– kształtujesz swoje życie, które jest bardziej zgodne z Tobą;

– Twoje relacje stają się bliższe – jeśli opowiesz o swoich uczuciach i potrzebach, druga osoba może Cię bardziej zrozumieć;

– masz większe szanse na to, że osoba do której się zwracasz spełni Twoje potrzeby lub na to, że znajdziecie trzecie rozwiązanie.

 Czy to Cię zachęca do spróbowania? 

 Jeśli potrzebujesz mojego wsparcia, zapraszam Cię na konsultacje.

 Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt