Przeskocz do treści

Dziś kolejny artykuł z cyklu „Zachowania utrudniające kontakt ze sobą, z innymi i ze światem”. Opowiem w nim o konfluencji.

 

Co to jest konfluencja?

 

„Konfluencja polega na takim stopieniu się z otoczeniem, że zagubiona zostaje świadomość własnej odrębności”.* Wtedy jest dobre tylko to, co jest wspólne, a wszystko co w jakiś sposób do tego nie pasuje, jest odrzucane.

Jak rozpoznać konfluencję?

 

Często używasz zaimka „my”? Zawsze robisz to samo, myślisz to samo, czujesz to samo co pewna osoba? A może nie możesz czegoś odpuścić, mimo że wewnętrzny głos podpowiada Ci, że już wystarczy? 

Kiedy konfluencja szkodzi?

 

Konfluencja nie dopuszcza do wyodrębnienia i indywidualizacji. To sprawia, że możemy nie wiedzieć co chcemy i co potrzebujemy oraz jacy jesteśmy. Ciężko jest jej odróżnić, które odczucia, myśli są rzeczywiście jej, a które nie. Tak więc utrudnia realizację naszych potrzeb, celów i pragnień.

 

Sprawia też, że mimo różnych sygnałów, że coś zmierza ku końcowi, trudno nam odpuścić. Możemy uparcie trzymać się drugiej osoby, organizacji, idei, pomysłu, itp. Może też się przejawiać w prostych codziennych czynnościach: mimo, że czujemy się najedzeni, nadal jemy, mimo że jesteśmy zmęczeni, nadal pracujemy, mimo bólu w nodze, kontynuujemy ćwiczenia.

 

Bycie w stałej konfluencji niesie ze sobą ryzyko, że gdy coś się skończy, nagle możemy stracić oparcie. Teraz zostaję „ja”, nie ma już „my”. Oczywiście zawsze jest możliwe odbudowanie oparcia w sobie, tyle że początki mogą być ciężkie i droga długa.


Korzyści z konfluencji

 

Konfluencja o której piszę poniżej różni się o tej opisanej wcześniej. W niej każdy ma świadomość, że jest odrębną jednostką, tak samo jak druga osoba. Natomiast są obszary, gdzie oboje jesteśmy tacy sami i tam się spotykamy. Po okresach „stapiania się”, następuje zdystansowanie się.


Jakie korzyści może nam to przynieść?


Konfluencja pomaga nam być bardziej empatycznymi wobec innych. Łatwiej jest nam ich zrozumieć.


Przynosi też radość, kiedy wspólnie przeżywamy jakieś wydarzenie: wycieczkę, urodziny, mecz. 


Dodatkowo, gdy jesteśmy jednogłośni, np.: co do celu projektu, czy do wartości panujących w firmie z pewnością ułatwia to pracę. Mówię tu o sytuacji, gdzie ja wybieram coś, bo łączą nas np. te same wartości, a nie o sytuacji gdzie adoptuję wartości, bo ktoś mi je narzuca, a ja tak naprawdę się z tym nie zgadzam.


Jak radzić sobie z konfluencją?


Gdy zauważysz, że często mówisz „my” zadaj sobie pytanie: „Co ja sądzę/chcę? Co uważa/chce ta druga osoba?”.


Gdy nie możesz czegoś odpuścić zastanów się, co sprawia, że tak kurczowo się tego trzymasz. Co się stanie jeśli puścisz? Nazwij tą obawę. A potem, wymyśl jak możesz temu zaradzić. Nie zalecam, rzucania się na głęboką wodę. To może być duży szok. Zrób to krok po kroku, w swoim tempie. Zadaj sobie pytanie: „Jaki mały krok mogę zrobić w kierunku oddzielenia?”.

 

* Sills Ch., Fish, S., Lapworth, P. „Pomoc psychologiczna w ujęciu Gestalt”, Warszawa 1999, Wydawnictwo Instytut Psychologii Zdrowia

Chu V. „Psychoterapia Gestalt”, Łódz 1993, Oficyna Wydawnicza Kanon

Ginger S. „Sztuka kontaktu” , Warszawa 2004, Jacek Santorski & Co

 

Chcesz pracować ze mną? Zapraszam na konsultacje..

 

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.



Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 

Dziś kolejny artykuł z cyklu „Zachowania utrudniające kontakt ze sobą, z innymi i ze światem”. Opowiem w nim o projekcji.


Co to jest projekcja?


Projekcja – odcięcie się od pewnej części siebie i umieszczenie jej w czymś na zewnątrz, np.: w innej osobie, zwierzęciu lub przedmiocie, a także zbyt pochopne formułowanie opinii, sądów, przekonań, interpretacji, na temat innych i świata na podstawie niepełnej ilości informacji.


Zazwyczaj projekcja jest związana z brakiem akceptacji pewnej części siebie. Może też wynikać z naszych wcześniejszych doświadczeń, przekonań, nastawienia.


Objawia się ona na kilka sposobów:


–  przypisujemy komuś innemu nasze emocje, obawy, cechy (zarówno pozytywne jak i negatywne); dla przykładu: wyparliśmy smutek i teraz w każdej sytuacji gdy się pojawia, zamiast go poczuć, upieramy się że to druga osoba jest smutna, albo widzimy smutek u innych i go krytykujemy; innym przykładem jest podziwianie u kogoś np.: zdolności komunikacyjnych, i nie widzenie ich u siebie, podczas gdy inni nam mówią, że my też mamy tą umiejętność;


– interpretujemy czyjeś zachowanie lub wyobrażamy sobie czyjąś reakcję na podstawie przeszłych doświadczeń, niekoniecznie z tą osobą, np.: mówimy coś, a druga osoba zaczyna się krzywić i wyobrażamy sobie, że myśli o nas że jesteśmy beznadziejni (bo kiedyś np. nauczycielka tak o nas powiedziała);


– myślimy że inni mają takie same wartości czy priorytety, czy tak samo jak my rozumieją różne pojęcia, np.: miłość;


– robimy dla kogoś to co chcemy sami dostać.


Jak rozpoznać projekcję?


To co teraz napiszę może, ale nie musi znaczyć, że stosujesz projekcję. Każdy samodzielnie musi to zweryfikować. Oto parę wskazówek. Zbyt szybko tworzysz opinie, osądy na temat zachowań innych nie mając na ten temat informacji, faktów? Sam nie czujesz jakiegoś uczucia, a widzisz go u innych? Pewne cechy złoszczą Cię u innych i nie zauważasz ich u siebie? A może bardzo kogoś podziwiasz i sam chcesz taki/-a być? Pomagasz, a potem odczuwasz złość?

Kiedy projekcja szkodzi?


Przypisywanie swoich uczuć, poglądów innej osobie, może prowadzić do niezrozumienia w relacjach, a czasami nawet i do konfliktów. Gdy ją stosujemy nie widzimy do końca drugiej osoby, a zamiast tego widzimy jakąś część siebie w niej lub jeszcze inną osobę (np. rodzica, kolegę z przedszkola, itp.).


Projekcja może nas powstrzymywać od działania albo sprawiać, że robimy to czego nie chcemy. Z powodu błędnych interpretacji zachowania drugiej osoby lub z błędnych wyobrażeń na temat jak ta osoba się zachowa, możemy zrezygnować z tego co chcieliśmy zrobić albo zrobić coś ze strachu przed reakcją kogoś, mimo że wcale nie zamierzaliśmy tego wykonać. Może to dotyczyć drobnych spraw, jak i większych.


Jeśli projekcję stosujemy jako wyparcie swoich emocji, tak naprawdę nie widzimy swoich potrzeb. W związku z czym trudno nam jest je zrealizować. W zamian za to chodzimy sfrustrowani życiem, źli na innych, a może i przestraszeni.


Projekcja uniemożliwia widzenie też siebie samego – swoich mocnych i słabych stron. W związku z tym, jeśli ich nie widzimy, trudno wziąć za nie odpowiedzialność i coś zmienić czy też, jeśli chodzi o nasze talenty, wykorzystać je najlepiej jak możemy.


Kiedy projekcja może się przydać?


Projekcja pomaga nam zrozumieć drugą osobę, przewidzieć jego zachowanie. Możemy jej też użyć w wyborze np. prezentu. Ważne, aby opierać się na faktach dotyczących tej osoby.


Jest też ona przydatna w sztuce, np.: artyści mogą ją wykorzystywać przy tworzeniu swoich dzieł, architekci do projektowania wnętrz, które będą funkcjonalne i piękne.

Jak radzić sobie z projekcją?


Aby przestać używać projekcji nieświadomie, należy rozpoznać i zintegrować wyparte części. Jak? Istnieje kilka sposobów:


1.    Gdy coś komuś dajesz, chcesz pomóc zadaj sobie pytanie: „Czy ta osoba to lubi? Czy może to ja to lubię?”, „Czy ta osoba mówiła, że tego chce? Czy może ja chciałbym/-abym, żeby ktoś się wobec mnie tak zachował?”


2. Gdy zaczynasz interpretować zachowanie kogoś (przeszłe, obecne lub przyszłe) nie mając informacji na ten temat:

  a.    zastanów się co sprawiło, że właśnie tak uważasz (wymień konkretne zachowania, fakty), np.: gdy myślisz że ktoś cię nie lubi, zapytaj siebie „po czym rozpoznaję, że ta osoba mnie nie lubi”,

  b.    oprócz tej jednej interpretacji wymyśl kilka innych: „a może przyczyną takiego zachowani jest …..”; 

  c.    zweryfikuj to z daną osobą.


3. Gdy widzisz jakąś cechę czy zachowanie u innych, których nie znosisz, sprawdź czy sam /-a jej nie masz, czy sam/-a się tak nie zachowujesz. Gdy tak jest, zastanów się, dlaczego tak tego u siebie nie lubisz? Zaakceptuj że to jest część ciebie (polecam artykuł o paradoksalnej zmianie). A jeśli stwierdzisz, że takie zachowanie Ci się nie podoba, zastanów się jak możesz to zmienić i zrób to. W swoim tempie.


4.  Jeśli jest ktoś, kogo podziwiasz, czy ktoś o którym mówisz, że też taki chcesz być, zobacz czy nie masz tych cech. Jeśli nie, to może znak, że chcesz zacząć się tak zachowywać? 


5.  W przypadku różnych pojęć, wartości powiedz co dla Ciebie one znaczy i spytaj o to drugą osobę, np.: „Dla mnie miłość to ……. . A jak ty definiujesz miłość?”. 


Projekcja jest zachowaniem, które trudno zobaczyć. Dostrzeżenie jej wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za siebie. Wtedy już nie możemy powiedzieć, „To on/ona jest winna”, a zamiast tego „To są moje myśli, emocje, zachowania, więc to ja muszę je zmienić”. Zero wymówek. Natomiast to też znaczy, że masz wpływ na siebie i swoje życie. To dużo. A jeśli to nie przekonuje Cię spojrzyj jeszcze raz na to jakie szkody może spowodować projekcja i zdecyduj ponownie co jest lepsze: życie w wyobrażeniach i przekonanie o tym, że nie masz wpływu czy wzięcie za siebie odpowiedzialności? Ostateczna decyzja zawsze należy do Ciebie.


Chu V. „Psychoterapia Gestalt”, Łódz 1993, Oficyna Wydawnicza Kanon

Ginger S. „Sztuka kontaktu” , Warszawa 2004, Jacek Santorski & Co

Pierzchała J. “Mechanizmy unikania kontaktu – projekcja”, Gestalt 4/1999

Sills Ch., Fish, S., Lapworth, P. „Pomoc psychologiczna w ujęciu Gestalt”, Warszawa 1999, Wydawnictwo Instytut Psychologii Zdrowia


 

Chcesz pracować ze mną? Zapraszam na konsultacje.

 

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.


Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt


Dziś kolejny artykuł z cyklu „Zachowanie Utrudniające Kontakt ze Sobą, z Innymi, ze Światem”. Tym zachowaniem jest retrofleksja.


Co to jest retrofleksja?


Retrofleksja – to tłumienie swoich uczuć i pragnień. Można rozróżnić dwa jej typy. Pierwszy to skierowanie swojej energii do wewnątrz podczas gdy chcemy ją skierować na zewnątrz, np.: zamiast ujawnić swoją złość w asertywny sposób, tłumimy ją, albo chcemy poprosić o pomoc, ale nie robimy tego. Drugi rodzaj retrofleksji polega na tym, że robimy sobie lub dla siebie to, co chcielibyśmy uzyskać od otoczenia, np.: chcemy zostać przytuleni, a zamiast tego sami siebie głaszczemy.

Jak rozpoznać czy retroflekujemy?


Aby to sprawdzić, zadaj sobie pytania: Czy odczuwam jakieś uczucia ale ich nie wyrażam, nie pokazuję? Czy mam jakieś pragnienia i o nich nie mówię i nie realizuję ich?

Czy retrofleksja szkodzi?


Tak. Poniżej podam parę przykładów.


Po pierwsze długotrwałe tłumienie uczuć może przyczynić się do powstania różnych dolegliwości i chorób, np.: bólów głowy, pleców, sztywność karku i stawów, zaparć, choroby wrzodowej, itp.


Po drugie, retrofleksja uczuć może też być przyczyną zmniejszenia poczucia własnej wartości, zwiększenia nienawiści do siebie, a także pogorszenia samopoczucia. W skrajnych sytuacjach może doprowadzić do depresji.


Tłumienie uczuć i pragnień w relacjach, może skutkować we wzajemnym niezrozumieniu i rosnącej frustracji osoby, która ich nie wyraża.


Dodatkowo, tłumienie pragnień sprawia, że “odkładamy na bok nas samych”, nie realizujemy swoich potrzeb, marzeń. Przez to możemy nie czuć się spełnieni.

Kiedy retrofleksja może być przydatna?


Retrofleksja może się przydać w kontaktach zawodowych i społecznych. Nakrzyczenie na szefa, gdy emocje w nas buzują, może nie być dobrym pomysłem. Zazwyczaj mamy wtedy tendencję do mówienia nie tego, co rzeczywiście chcemy powiedzieć. Warto jest wtedy stłumić potrzebę wyrażenia, przemyśleć to na spokojnie a potem zakomunikować, kiedy już ochłoniemy. To samo może tyczyć się pozostałych relacji.


Retrofleksja jest też przydatna w stresujących sytuacjach, gdy musimy zadziałać szybko i nie ma czasu na wyrażanie uczuć. Oczywiście po tym, jak to się skończy, ważne jest, aby to napięcie, które powstało wskutek zablokowanych uczuć uwolnić (np.: dając sobie czas na poczucie ich, ćwicząc, czy opowiadając komuś o nich).


Możemy ją zastosować, gdy nagle pojawia się w naszej głowie jakiś ekstremalny pomysł. Zamiast wszystko rzucać w jednej chwili, retrofleksja pozwoli nam się zatrzymać, przemyśleć i dostosować pomysł do swojej obecnej sytuacji i do swoich możliwości.

Jak przestać retroflektować?


Na początku warto zastanowić się dlaczego nie wyrażasz swoich uczuć i pragnień. Z pewnością stoi za tym jakieś przekonanie. Np., jeśli tłumisz złość to być może wierzysz, że “nikt nie będzie Cię lubił”, albo “będziesz uważana za niemiłą”, jeśli to zrobisz. To są tylko przykłady, powodów może być jeszcze więcej. Aby sobie z tym poradzić, przeczytaj artykuł „Zachowania Utrudniające Kontakt ze Sobą, z Innymi, ze Światem – Introjekty”.


Dlaczego najpierw to a nie przejście do wyrażania i działania? Oczywiście możesz tak zrobić, natomiast jeśli nie odkryjesz tego przekonania może Cię ono nadal blokować. Po prostu będzie Ci trudniej.


Gdy odkryjesz blokujące przekonanie i zaczniesz go zmieniać, kolejnym krokiem jest zrozumienie, co ta emocja chce Ci przekazać. Potem możesz przejść do jej wyrażania. Jak to zrobić? Przeczytaj artykuł „Naturalny Przepływ Emocji, Czyli Jak Odkryć Swoją Potrzebę.”.


Tylko pamiętaj, jeśli jakąś emocję tłumiłeś/-aś od dawien dawna, rób to powoli. A jeśli masz wrażenie, że to co tłumisz jest duże i czujesz obawę przed tym, warto skontaktować się z terapeutą, który pomoże Ci uwolnić tą emocję w sposób bezpieczny.

 

Ginger S. „Sztuka kontaktu” , Warszawa 2004, Jacek Santorski & Co

Sills Ch., Fish, S., Lapworth, P. „Pomoc psychologiczna w ujęciu Gestalt”, Warszawa 1999, Wydawnictwo Instytut Psychologii Zdrowia

Chu V. „Psychoterapia Gestalt”, Łódz 1993, Oficyna Wydawnicza Kanon

 

Jeśli chcesz pracować ze mną, zapraszam na konsultacje.

 

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

Słowa mają znaczenie


„Nic na świecie nie ma takiej mocy jak słowo.” Emily Dickinson. Cytat ten pokazuje, że to co do siebie mówimy ma znaczenie. Może nas uskrzydlać, dodawać odwagi lub przeciwnie, sprawiać, że czujemy się bezsilni, bezradni, bez energii, bez mocy sprawczej.

Poniżej podam parę przykładów. Czytając je sprawdź jak na ciebie działają te słowa. 

Język bezsilności i bezradności


 


Powinnam/Powinienem

Muszę

Nie mogę

Nie dam rady

Jak mogłam/-em się tak zachować?!

Porażka na całej linii. Co za wstyd… Już nigdy tego nie zrobię.

Jestem beznadziejny.

To jest zbyt skomplikowane. Poddaję się.

Ale jestem powolny/-a. Inni robią to szybciej.

Język mocy i odpowiedzialności

 

Chcę / Nie chcę 

Wybieram

Decyduję

Nauczę się

Nie podoba mi się to jak się zachowałam /-em. Przeproszę i zastanowię się jak na przyszłość zrobić inaczej.

Nie udało mi się. Szkoda. Jest to dla mnie ważne, więc spróbuję znów. Tylko muszę wyciągnąć wnioski.

To skomplikowane. Krok po kroku zrobię to. 

Zależy mi na tym, więc zrobię to. Potrzebuję tylko trochę czasu. 

Mam swoje tempo. Szanuję je i działam według niego.


Jakiego języka używasz częściej?

 

Jaki to wywiera na Ciebie wpływ? 

Jak zmienić słowa bezsilności na słowa mocy?

 

Jeśli okazało się, że częściej posługujesz się słowami, które sprawiają, że czujesz się źle  i ciężko jest Ci zmotywować się aby coś zrobić, poniżej znajdziesz wskazówki jak sobie z tym poradzić.

 

Po pierwsze, zamień słowa bezsilności na słowa mocy. Poszukaj takiego zdania, które dałoby Ci siłę. Wymów je, może być na głos. Sprawdź czy w nie wierzysz.

 

Jeśli tak, to po prostu powiedz sobie jeszcze razy zdanie, które zawiera słowo mocy. Poczuj jak zmienia się Twoja energia. Zastanów się jak możesz wykorzystać tą energię w danej sytuacji. Podejmij odpowiednie działania.

 

Jeśli natomiast te słowa mocy to po prostu „puste słowa” i nie czujesz, że w nie wierzysz, to ważne, abyś zrozumiał co sprawiło, że zacząłeś mówić do siebie używając języka bezsilności. Przypomnij sobie sytuację bądź sytuacje, w których to przekonanie zaczęło się pojawiać. Najprawdopodobniej będzie to jakieś wspomnienie z dzieciństwa. Jeśli pojawią się emocje, poczuj je. One przeminą jak dasz im miejsce na zaistnienie. Daj sobie czas na to. Jeśli okaże się, że trudno Ci poradzić sobie z nimi, zastanów się nad kontaktem z terapeutą.

 

Gdy emocje opadną powiedz sobie zdanie: „Teraz już nie jestem taki, dorosłem”, „Nie jestem już bezbronny” albo inne, które pokazuje, że nie jesteś już tym dzieckiem ze swojego wspomnienia.

 

Zamień słowa bezsilności na słowa mocy. Jak teraz się czujesz, gdy je wymawiasz? Może być tak, że od razu w nie uwierzysz, albo tak, że pojawi się jakiś mały promyk wiary. Jeśli nie, to ok, czasem potrzeba czasu i powtórzeń.

 

Równocześnie, nawet jeśli nie wierzysz jeszcze w słowa mocy, warto abyś zastanowił się na co masz wpływ w danej sytuacji i podjął działanieBo moc i wiara w siebie rodzi się też, gdy pomimo trudności krok po kroku idziemy do przodu. To nas buduje.


Jeśli chcesz pracować ze mną, zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

W dzisiejszym artykule opiszę kolejny styl kontaktu, który może nam utrudniać
kontakt ze sobą, ze światem, z innymi. Jest nim introjekt.


 Co to jest introjekt?

 

Introjekt to przekonanie, które przejęliśmy od kogoś „bez dobrego przeżucia czy przetrawienia”*. Lista osób od których to mogło pochodzić jest bardzo szeroka. To mogli być rodzice, dziadkowie, przedszkole, szkoła, a także kultura, filmy, bajki, społeczeństwo, grupa narodowościowa.


Introjekty możemy przyswoić w każdym okresie życia, natomiast najczęściej zdarza się to w dzieciństwie, kiedy to jesteśmy zależni od innych i bardziej podatni na ich wpływy**. Im jesteśmy starsi tym nasz obraz rzeczywistości się powiększa i łatwiej nam sobie wyrobić własne zdanie na dany temat.


Introjekty mogą być pozytywne np.: „zawsze ci się uda”, mogą przekazywać jakieś ważne prawdy czy zasady: „szanuj innych”, „nie przechodź przez ulicę, dopóki nie spojrzysz, czy coś nie nadjeżdża”. Niestety mogą być też negatywne, blokujące i utrudniające życie, np.: „trzeba pracować ciężko”, „chłopaki nie płaczą”, „i tak ci się nie uda”, „dobrą pracę znajdziesz tylko po znajomości”, itp.


Jak rozpoznać że mamy introjekty? 


Zazwyczaj kryją się one w zdaniach z wyrazami „zawsze”, „nigdy”, „wszyscy”, „nikt”, „muszę”, „powinienem”, „trzeba”. Albo w jakichś zachowaniach, które robisz, ale tak naprawdę nie wiesz dlaczego. A także w kategorycznym zdaniu na jakiś temat, gdzie nie dopuszczasz istnienia innej opcji.

Oczywiście są to tylko „tropy”, które trzeba zweryfikować. Przyjęciem powyższego bez zastanowienia byłoby kolejnym introjektem. O tym jak to zrobić, napiszę w dalszej części tekstu. 

Czy introjekty szkodzą?


Tak, mogą zaszkodzić.


Negatywne introjekty blokują naszą ekspresję. Jeśli ktoś ma introjekt „mężczyzna nie może być wrażliwy”, będzie tłumił ją, być może też będzie krytykował siebie, co wcale nie jest dobre. Więcej na ten temat w artykule „Cień – Pozostawić Go w Ukryciu czy Poznać?”.


Introjekty utrudniają też postrzeganie rzeczywistości. Używając zdań z wyrazami „zawsze”, „nigdy”, „wszyscy”, „nikt” możemy nie zobaczyć przykładów, które temu zaprzeczają. Np. myśląc że „nikt mi nigdy nie pomaga” trudno nam będzie dostrzec te momenty, w których tą pomoc dostajemy. A to dlatego, że jesteśmy nastawieni, aby widzieć te sytuacje, które potwierdzają nasze przekonanie.


Introjekty z „muszę”, „powinienem” mogą sprawiać, że robimy rzeczy do których wcale nie jesteśmy przekonani, co może prowadzić do frustracji lub przygnębienia, a także do utraty kontaktu ze swoimi potrzebami.


Ciekawostka! Czasami introjekty pozytywne też mogą nam zaszkodzić. Introjekt „zawsze ci się uda” z pewnością może się przysłużyć sukcesom. Natomiast może też sprawić, że staniemy się leniwi i będziemy myśleć, że wszystko samo przyjdzie a my nie
musimy nic robić. I to już nie jest takie korzystne, gdyż zazwyczaj prawda leży po środku.

Kiedy introjekty mogą być przydatne?


Introjekty pozytywne możemy używać w trudnych chwilach, gdy nie widzisz rozwiązania. Albo aby się zmotywować, gdy w drodze do celu zaczynamy się zniechęcać.  

Jak przepracować introjekty?


Posłużę się tu cytatem Victora Chu. Praca z introjektami „polega na doprowadzeniu do sytuacji, by w organizmie materiał połknięty w całości „podszedł do gardła”, został jeszcze raz gruntowanie przeżuty, niestrawne części „wyplute”, a strawne – teraz już przeżute — zasymilowane”.***


Czyli innymi słowy:


1.Znajdź swój introjekt – poszukaj zdań w których używasz wyrazy „zawsze”, „nigdy”, „wszyscy”, „nikt”, „muszę”, „powinienem” lub zachowań, gdzie tak naprawdę nie wiesz dlaczego to robisz.

Albo

Wypisz jakie jest Twoje zdanie na dany temat, np.: związków, życia, proszenia o pomoc, itp. 


2.Odpowiedz sobie na pytanie: „Czyje to jest zdanie, moje czy kogoś innego?”. Jeśli nie jest Twoje, przypomnij sobie skąd to przekonanie, zachowanie pochodzi.

Wskazówka! Czasami tematy są przekazywane niewerbalnie, czyli są naszym odczuciem, naszą interpretacją czyjegoś zachowania.


3. Zastanów się co Ty na ten temat myślisz. Znajdź przykłady, które potwierdzają i takie, które przeczą introjektowi. Jeśli ten introjekt jest silny to na początku może być Ci trudno coś wymyśleć w tej drugiej części. Możesz tu poprosić kogoś, aby Ci pomógł. 


4. Powiedz jakie jest Twoje zdanie na dany temat. 


Pamiętaj! Introjekt nie zniknie od razu. Może się zdarzyć, że będziesz do niego wracać. To jest naturalne. Potrzeba czasu, aby to zmienić. W każdym razie, kiedy zauważysz, że wracasz do niego, zatrzymaj się i zastanów, jakie jest Twoje zdanie w tym konkretnym momencie, w tej konkretnej sytuacji.

 

*Ginger S. „Sztuka kontaktu” , Warszawa 2004, Jacek Santorski & Co

**Sills Ch., Fish, S., Lapworth, P. „Pomoc psychologiczna w ujęciu Gestalt”, Warszawa 1999, Wydawnictwo Instytut Psychologii Zdrowia

***Chu V. „Psychoterapia Gestalt”, Łódz 1993, Oficyna Wydawnicza Kanon

 

Jeśli chcesz pracować ze mną, zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

W dzisiejszym artykule opowiem o kolejnym stylu kontaktu, który, gdy używany nieświadomie, może blokować kontakt ze sobą i ze światem zewnętrznym. Jest nim defleksja.


Defleksja – co to jest i jak ją rozpoznać?

 

Defleksja – styl kontaktu, który polega na pominięciu istotnych spraw, skupieniu się nie na sednie problemu a na rzeczach drugorzędnych. Jest to spowodowane chęcią obrony przed nieprzyjemnymi doznaniami, które mogłyby się pojawić, gdybyśmy zdecydowali się na konfrontację.

 

Jak możesz ją rozpoznać? Czy unikasz myślenia o pewnych rzeczach? A może odpychasz pewne uczucia jak tylko się pojawią? Albo odpowiadasz na pytanie nie wprost np.: na pytanie „Pójdziesz ze mną do kina?” odpowiadasz „Nie mam czasu” (podczas gdy tak naprawdę powód jest inny)? A może  zmieniasz temat, który jest niewygodny?

 

To mogą być oznaki deflekcji. 

Czy defleksja szkodzi?


Defleksja może być przyczyną różnych problemów. Poniżej podam parę przykładów.


Unikanie spraw może spowodować, że urosną one do rangi dużego problemu. Wtedy już trudniej będzie to ignorować. Najprawdopodobniej i tak trzeba będzie to rozwiązać. W bardziej stresujących warunkach i poświęcając na to więcej czasu niż wtedy gdybyśmy zajęli się tym problemem, jak był jeszcze mały.


Defleksyjne zachowanie w relacjach, czyli nie mówienie innym o prawdziwych powodach swoich decyzji, czy o swoich uczuciach, albo zmienianie tematu na inny bez wyjaśnienia, może oddalać i powodować niezrozumienie. Dodatkowo druga osoba może podświadomie odczuwać, że „coś jest nie tak”, ale nie będzie mogła zrozumieć co to, przez co do relacji wkradnie się niepewność.


I ostatni przykład. Nie konfrontując się ze swoimi uczuciami trudniej nam może być odkryć jakąś informację, którą chcą nam one przekazać.


Kiedy defleksja może się przydać?


Defleksję można zastosować świadomie w sytuacjach stresowych, gdzie odczuwanie strachu może zablokować nasze działania. Np. boisz się pójścia do dentysty więc zaczynasz myśleć o czymś przyjemnym co zrobisz po, albo masz dużą tremę przed wystąpieniem, więc zaczynasz słuchać uspokajającej muzyki, itp.


Jak można przeciwdziałać defleksji?


Gdzie defleksja tam i strach. Mniejszy lub większy. Tak więc polecam tu aby kroki, które podejmujesz były małe. Tak małe aby poziom strachu był najniższy z możliwych lub nawet żeby w ogóle go nie było. Zrób mały krok do przodu, tyle ile możesz. I jeśli pojawi się duży strach, zastosuj na powrót defleksję. A potem zrób kolejny kroczek. I kolejny. Nie musisz się rzucać na głęboką wodę. Robiąc te kroki, w końcu okaże się, że przestaniesz tego unikać i będziesz wchodzić w doświadczenie bez problemu.


Natomiast przed podjęciem kroków ważne jest aby odkryć gdzie i kiedy zachowujesz się defleksyjnie.  Oto jak możesz to zrobić.


     1.    Spisz sprawy, uczucia, tematy, które od siebie odsuwasz. Wybierz jedną.

     2.    Zastanów się co tracisz postępując w ten sposób.

     3.    Nazwij to z czym obawiasz się skonfrontować.

    4.    Nie krytykuj siebie za to że się boisz. Nie śmiej się. Nie mów „nie powinienem się bać”. Nie oceniaj siebie. Podejdź do siebie ze zrozumieniem. Zastanów się jak możesz ten lęk obniżyć.

     5.    Zdecyduj się, jaki mały krok chcesz podjąć.

     6.    Wykonaj go.


Podsumowując, nieświadome stosowanie defleksji nie jest korzystne. Dlatego warto ją rozpoznać, zrozumieć jaka obawa się za nią kryje i się tym zająć. W swoim tempie.


Bibliografia

Sills Ch., Fish, S., Lapworth, P. „Pomoc psychologiczna w ujęciu Gestalt”, Warszawa 1999, Wydawnictwo Instytut Psychologii Zdrowia

Kwasiborski W. „Gestalt i Psychoanaliza: dwie strony tej samej monety. Notatki z warsztatu przeprowadzonego przez Paolo Quattriniego w Krakowie w dniach 27-29.12.1993 spisane przez Włodzimierza Kwasiborskiego”



Jeśli chcesz pracować ze mną, zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt


Dziś opowiem Ci o jednym z zachowań, które może zakłócać realizację naszych potrzeb i utrudniać kontakt ze sobą oraz ze światem zewnętrznym. Jest nim desensybilizacja.

Na początku podam ci definicję, a potem przejdę do praktycznych wskazówek.

Desensybilizacja – co to jest i jak ją rozpoznać?

Desensybilizacja polega na odcięciu się od własnych doznań i na braku reakcji na wewnętrzne i zewnętrzne bodźce. Najczęściej pojawia się zaraz na początku cyklu realizacji potrzeb (o cyklu dowiesz się w artykule “Jak realizujemy swoje potrzeby”).

Jak możesz ją rozpoznać? Zastanów się czy zdarza Ci się, że nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś bardzo głodny lub zmęczony lub że jesteś cały przemarznięty? Albo siedzisz i nagle czujesz, że nie możesz ruszyć nogą bo ci zdrętwiała, albo czujesz ból w plecach? A może przejadasz się? Albo masz siniaki na ciele, które nie wiesz kiedy powstały? A może nagle wybuchasz płaczem lub krzyczysz, przy czym wcześniej nawet nie byłeś świadomy, że coś Cię smuci czy złości? Albo są takie sprawy w Twoim życiu, które osiągają duże nasilenie, zanim je zauważysz?

To wszystko mogą być oznaki desensybilizacji. Pierwsze dotyczą kontaktu ze sobą, z sygnałami płynącymi z ciała, ostatnia – kontaktu ze światem, poprzez zmysły. Mówią o zdarzeniach gdzie dostrzegamy sygnał z wewnątrz lub z zewnątrz, gdy jest już naprawdę źle.

Ważne! Nie mówię tu o sytuacjach gdy zauważamy wcześniejsze oznaki, natomiast je ignorujemy. 

Czy desensybilizacja szkodzi?

Niestety, tak.

Nasze ciało sygnalizuje nam o wielu potrzebach fizjologicznych, o potrzebie odpoczynku, czy o zachciankach. Odcięcie się od niego, utrudnia ich realizację. W ekstremalnych sytuacjach może doprowadzić to do naprawdę ciężkich stanów. Np. jesteśmy już tak zmęczeni, wypaleni że musimy wziąć miesiąc zwolnienia żeby odpocząć.

Odcinając się od ciała, tracimy też kontakt z naszymi emocjami. Każda emocja jest odczuwalna też w ciele, więc jeśli nie mamy z nim kontaktu to trudno będzie nam powiedzieć co czujemy. Być może pomyślisz sobie że w przypadku niektórych emocji to dobrze. Nie. Wszystkie uczucia coś nam mówią i dają wskazówki (przeczytaj “Naturalny przepływ emocji, czyli jak odkryć swoją potrzebę”). A odcięcie się od emocji nie sprawia, że ich nie ma. One gromadzą się w naszym ciele i jeśli nie wydobyte, mogą być przyczyną chorób psychosomatycznych, czy np.: depresji.

Z kolei brak kontaktu ze zmysłami, które mówią nam co się dzieje na zewnątrz, może sprawić że trudno będzie nam realnie ocenić sytuację. Począwszy od tego, że zjemy coś zepsutego bo nie poczuliśmy smaku, po sytuacje w której nie zauważamy sygnałów od osoby, której się podobamy, w związku z czym możemy stracić szansę na poznanie tej osoby, albo przeciwnie, nie zauważamy sygnałów na minus a potem jesteśmy zaskoczeni, że ktoś zachował się w dany sposób.

I ostatnia rzecz. Desensybilizacja utrudnia nam odczuwanie przyjemności. Możemy jeść ale nie czuć smaku, możemy tańczyć i nie czuć radości z ruchu, itp.

Czy desensybilizacja może być przydatna?

Czasem tak. Są sytuacje w których zdecydujemy się odciąć od siebie, żeby móc zrobić coś innego. Np. w sytuacji gdy mamy do przygotowania coś ważnego, możemy odciąć się od głodu, żeby zdążyć na czas. Albo możemy stłumić potrzebę odpoczynku żeby poczytać dziecku bajkę.

Desensybilizacja może się przydać, gdy czujemy się przytłoczeni nadmiarem bodźców, informacji. Choć tu dobrym pomysłem mogłoby być też poszukanie cichego miejsca. I odcięcie się od bodźców, a nie od zmysłów.

Czasowa densensybilizacja może być pomocna w sportach ekstremalnych. Natomiast tylko czasowa. Tu jest bardzo ważne, żeby orientować się czy nie za bardzo nadwyrężamy nasze ciało, aby nie nabawić się kontuzji.

Natomiast ważne! Używajmy jej z rozwagą. Róbmy to świadomie i w momentach gdy jest to naprawdę konieczne. I najlepiej, później zrealizujmy potrzebę, którą zignorowaliśmy.

Chcę tu jeszcze przestrzec przed jednym. Świadome i ciągłe wybieranie odcięcia się od siebie, może doprowadzić do tego samego co nieświadoma desensybilizacja.

Jak przywrócić kontakt z ciałem i zmysłami?

 Poniżej podam parę przykładów, które możesz wykonać w ciągu dnia:

– gdy usiądziesz, sprawdź czy jest ci wygodnie, jeśli nie popraw się,

– połóż się lub usiądź, przeskanuj swoje ciało, skup się na tym które części odczuwasz a które nie, gdzie jesteś rozluźniony, gdzie spięty,

– gdy idziesz skup się na tym jak się poruszasz,

– gdy coś jesz poczuj smak, zapach, teksturę jedzenia,

– rozejrzyj się wokół siebie i opisz co widzisz,

– połóż się z zamkniętymi oczami, co słyszysz, jakie zapachy czujesz,

– weź jakiś przedmiot do ręki, zobacz jego kolor, jaki ten przedmiot jest w dotyku, a może ma jakiś zapach,

– usiądź w ciszy i spytaj się siebie „czego jestem teraz świadomy?” i otwórz się na wszelkie doznania.

To tylko przykłady. Z pewnością jest ich dużo więcej. 

Powodzenia!

Bibliografia

Chu V. Psychoterapia Gestalt”, Łódz 1993, Oficyna Wydawnicza Kanon

Sills Ch., Fish, S., Lapworth, P. „Pomoc psychologiczna w ujęciu Gestalt”, Warszawa 1999, Wydawnictwo Instytut Psychologii Zdrowia


 Jesteś zainteresowana, bądź zainteresowany psychoterapią? A może chcesz wsparcia w rozwiązaniu bieżącego problemu? Zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestal

 Zamierzałam napisać dłuższy artykuł na temat różnicy pomiędzy perfekcjonizmem, byciem niewystarczającym a byciem wystarczająco dobrym – postawami, które wpływają na Twoje życie. Zamiast tego postanowiłam napisać to. Czytając sprawdzaj

Jaką energię czujesz w tych zdaniach?

Jak to na Ciebie wpływa gdy je do siebie mówisz? 

Chcę być perfekcyjna / Chcę być perfekcyjny

Muszę być zawsze silna / silny.

Muszę zawsze robić ponad moje siły.

 Muszę się ciągle doskonalić.

Nie mogę popełniać błędów.

Muszę być zawsze zadowolona / zadowolony.

Muszę wszystko wiedzieć.

Muszę radzić sobie sama / sam. Jestem samowystarczalna / samowystarczalny.

Muszę być zawsze na pełnych obrotach.

Muszę się przystosować.

Jestem niewystarczający / jestem niewystarczająca

Jestem słaba /słaby.

Nie mam siły więc nie robię nic.

Taki / taka już jestem. Nie zmienię się.

Nie robię nic bo boję się popełnić błąd.

Przygnębienie, bezsilność mnie pochłaniają.

I tak się tego nie nauczę…

Jestem bezsilna / bezsilny. Nie poradzę sobie sama / sam. Potrzebuję innych.

Po co coś robić? I tak to nic nie da…

Chowam się przed światem.

Jestem wystarczająco dobra / Jestem wystarczająco dobry

Mam lepsze i gorsze dni. I to jest ok.

Zawsze robię to co mogę. W lepsze dni będzie to więcej, w gorsze mniej.

Zmieniam się bo chcę.

Popełniam błędy, naprawiam je, uczę się na nich. Wybaczam sobie.

Daję sobie prawo do odczuwania różnych emocji.

Moja wiedza i umiejętności rosną w miarę jak doświadczam życia. Gdy nie wiem, pytam lub sam szukam odpowiedzi.

Znam siebie, wiem kiedy mogę poradzić sobie sama / sam, a kiedy poprosić o pomoc.

Gdy czuję się przytłoczony nadmiarem bodźców, informacji, zdarzeń, wycofuję się by pobyć sam ze sobą i odpocząć.

Znajduję sobie takie miejsce gdzie czuję się dobrze.

Którą postawę wybierasz?

A jeśli stwierdzisz, że chcesz zmienić postawę wobec siebie na taką która Cię wspiera i chcesz to zrobić z drugą osobą, zapraszam Cię – umów się na konsultację.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

 Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt Kraków

 W artykule „Chcesz Się zmienić? Zaakceptuj siebie” pisałam między innymi o „cieniu”, czyli o tych swoich cechach, uczuciach, potrzebach, zachowaniu (w dalszej części artykułu, zamiast wymieniać wszystko będę pisała „cecha”), których nie chcemy przyjąć do świadomości. Zazwyczaj zaciekle z nimi walczymy. W jaki sposób? Przedstawię to poniżej.

Jak walczymy z cieniem?

 Wyparcie. Spychamy wtedy naszą cechę do nieświadomości. Mimo że jest to część nas, w naszym mniemaniu nie istnieje. Tak nam się wydaje. Niestety to nie jest prawda. To co wypieramy cały czas jest. Często inni widzą w nas tą cechę choć my jesteśmy przekonani, że dobrze ją ukryliśmy. Choć może się zdarzyć, że ukryjemy to czego się wstydzimy tak dobrze, że nawet inni tego nie zobaczą. Natomiast nawet wtedy ta cześć może dawać o sobie znać. Przejawia się w tym, że irytuje nas ona w innych ludziach. Im nasza złość jest większa tym bardziej prawdopodobne, że tak naprawdę chodzi nie tylko o tą osobę ale i o nas samych.

 Zaprzeczenie. Gdy tylko zauważymy w sobie coś z czym nie chcemy się zmierzyć, powtarzamy sobie: „wydaje mi się”, „wcale taki nie jestem”, „tak naprawdę nie czuję smutku, irytacji, itp.”, „nie potrzebuję tego”, choć intuicyjnie wiemy, że jest inaczej. Mimo to, ignorujemy nasz wewnętrzny kompas i zajmujemy się czymś innym.

 Krytyka. Tu w pełni zdajemy sobie sprawę z tego co w sobie nie lubimy. Za każdym razem gdy zauważymy to co nie akceptujemy, zaczynamy siebie atakować. Wywołuje to w nas poczucie winy lub wstydu. To obniża naszą energię, za co krytykujemy siebie jeszcze bardziej. Coraz gorzej myślimy o sobie, co jeszcze bardziej zmniejsza nasze siły witalne. W ostateczności taki dialog wewnętrzny, może nawet spowodować depresję.

Dlaczego warto przyjrzeć się „cieniowi”?

 Przyjrzenie się „cieniowi” napawa lękiem. Boimy się co zobaczymy, gdy staniemy z nim twarzą w twarz. W naszej głowie pełno jest negatywnych wyobrażeń. I one nie zachęcają nas do konfrontacji. Natomiast pamiętajmy – to są wyobrażenia, a nie rzeczywistość. I warto to zweryfikować. Poniżej przedstawię Ci czemu tak uważam:

       1.    W „cieniu” mogą się skrywać nasze talenty i mocne strony.

       2.    Niektóre cechy, które w sobie odkryjemy, pomimo że czasami mogą nam przeszkadzać, w innych sytuacjach okażą się korzystne.

      3.    Nawet jeśli to, co odkryjemy nie spodoba nam się, to zobaczenie „cienia” daje nam możliwość reakcji i zmiany. Tej możliwości nie mamy w przypadku wyparcia czy zaprzeczenie.

       4.    Zgodnie z cytatem Carola Gustava Junga „Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”, tak więc to co wypieramy kontroluje nas, mimo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy.

       5.    Krytyka obniża naszą wiarę w siebie i sprawia, ze oddalamy się od innych, unikamy życia.

       6.    Wszystkie formy walki pozbawiają nas energii.

 Przytoczę tu dwie sytuacje. Wyobraź sobie, że idziesz w góry z plecakiem. Za każdym razem gdy się potkniesz o kamień, wkładasz go do plecaka. Z każdym kamieniem plecak jest cięższy, coraz trudniej Ci iść pod górę. W końcu ładunek plecaka przygniata Cię i rezygnujesz z dalszej wędrówki.

 To właśnie robimy sobie, gdy zaczynamy siebie krytykować. Mam tu na myśli krytykę, gdy oceniamy całego siebie na podstawie jakiegoś wydarzenia czy na podstawie jednej cechy, np.: „jestem za wrażliwy = jestem bezwartościowy”, „popełniłem błąd = nie można na mnie polegać”. Taka ocena sprawia, że jest nam coraz ciężej ze sobą samym.

 Na szczęście plecak można zdjąć, a kamienie wyjąć. A co ważniejsze, przestać je wkładać do tego plecaka. Tak samo w przypadku krytyki zamiast oceniać całego siebie,  możemy się odnieść do faktów i do konkretnej sytuacji, np.: „Nakrzyczenie na niego nie było dobre. Nie rozwiązało sprawy a jeszcze ją pogorszyło. Chcę znaleźć inny sposób. I przeproszę go, że go nazwałem …..”.

 A teraz wyobraź sobie drugą sytuację. Jesteś nad wodą. Jest słonecznie. Twoi przyjaciele wołają Cię, żebyś do nich poszedł. Chcesz do nich iść ale nie możesz się ruszyć. Musisz trzymać piłkę pod wodą. Nagle ktoś przebiega i chlapie cię wodą. Odwracasz się i zasłaniasz ręką a piłka wystrzela w górę z tak samo wielką siłą, z jaką trzymałeś ją pod wodą. Biegniesz za nią i z powrotem wpychasz ją pod wodę, co zwraca uwagę innych.

 Podobnie jest z wyparciem i zaprzeczeniem. Dużą część naszej energii wkładamy w to, aby „cień” został w cieniu. Różne okazje przechodzą nam koło nosa. A potem, wystarczy chwila nieuwagi i puff….cień ukazuje się nam i innym.

 A wystarczy przestać naciskać piłkę z wyboru. Możesz zrobić to szybko – wtedy wystrzeli, lub wolno – wtedy piłka prawie niezauważalnie wypłynie na powierzchnię i będzie się swobodnie unosić. A Ty będziesz miał dużo możliwości. Albo zostawisz piłkę na wodzie i pozwolisz by odpłynęła, podczas gdy Ty pójdziesz popływać, albo  pograsz w nią lub odłożysz ją na koc i wrócisz po nią później, a teraz wybierzesz się z innymi na spacer brzegiem morza. To samo będzie, gdy zdecydujesz się pokazać swój „cień”. Może na chwilę zwróci on uwagę innych, gdy zrobisz to w spektakularny sposób. Natomiast gdy będziesz pracował nad tym stopniowo, większość osób może nawet tego nie zauważy. Tak bardzo będą pochłonięci swoimi sprawami. A Ty zyskasz wolność i energię, którą będziesz mógł wykorzystać na wiele sposobów.

 Co zamiast walki?

 Co jest przeciwwagą do wyparcia, zaprzeczenia czy krytyki? Zapoznanie się ze swoim cieniem. Odwróć się do niego. Stań z nim twarzą w twarz. Powiedz „Cześć”. Być może „cień” będzie zaskoczony, a może i wzruszony tym, że chcesz się z nim zapoznać. Albo trochę zły. W końcu to jakaś część Ciebie, która została opuszczona. Pozwól mu na te emocje. A potem zacznij z nim rozmawiać: „Kim jesteś? Skąd pochodzisz? Co sprawia, że tak się zachowujesz? Co lubisz? Co nie lubisz?”, itp. Poznaj  tą swoją część. Zrozum ją. Być może „cień” będzie potrzebował czasu, żeby się otworzyć. On przecież zdaje sobie sprawę, że go nie lubiłeś. A może tak się ucieszy, że otworzy się przed Tobą jak książka. Pozwól mu na jego tempo. A potem, jak się już poznacie, zastanów się co dalej. Powodzenia! To może być naprawdę ciekawa i emocjonująca rozmowa. 

 Zaprzestanie walki z “cieniem” ma wiele plusów. Staje się on integralną częścią Twojej osobowości. Już nie działa za Twoimi plecami, tylko z Tobą współpracuje. Wysłuchujesz go, gdy chce coś powiedzieć, natomiast to Ty teraz decydujesz co zrobić dalej. Ponieważ już go nie ukrywasz, zyskujesz energię, którą możesz przeznaczyć na różne działania. Poza tym otwierają się przed Tobą nowe możliwości, które wcześniej omijałeś, a być może teraz z nich skorzystasz. No i możesz odkryć w „cieniu”  prawdziwe perełki.

 Tak więc co decydujesz? Wyparcie, zaprzeczenie, krytyka czy zapoznanie się z „cieniem”?

 Odczuwasz zarówno chęć przyjrzenia się cieniowi jak i strach przed nim? Chcesz, ale coś cię powstrzymuje? Zapraszam na konsultacje

Zachęcam Cię do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt

 Paradoksalna teoria zmiany

 Na początku przytoczę Ci cytat Arnolda Beissera: “Zmiana następuje wtedy, gdy stajesz się tym, kim jesteś, a nie wtedy, gdy próbujesz stać się tym, kim nie jesteś.”. Czyli innymi słowy, zmiana może zacząć się w momencie, gdy zobaczysz siebie takim, jakim jesteś teraz (razem z jasną i ciemną stroną) i to zaakceptujesz, a nie wtedy gdy zaprzeczasz jakimś swoim aspektom (mogą to być cechy, zachowanie, emocje, przekonania, potrzeby). To paradoksalna teoria zmiany.

 Co Ty na to? Jakie uczucia i myśli się w Tobie pojawiają? Zaskoczenie? Sprzeciw? A może myśl: „Zgadzam się co do akceptacji mocnej strony ale cień? Muszę to zwalczyć albo pozostawić to w ukryciu, a nie zaakceptować!” lub  „Po co mam godzić się z czymś czego nie lubię czy z czymś co uważam za wstydliwe??”

 Całkowicie rozumiem te reakcje. Większość z nas lubi słuchać i opowiadać o tym w czym jest się dobrym i tego nigdy za wiele (choć nie zawsze tak jest). A gdy chodzi o cień…. Cień zazwyczaj wzbudza w nas lęk. Jest to coś, co uważamy za złe, wstydliwe. Coś czego lepiej nie pokazywać i nie oglądać. Dlatego wypieramy go. A tak naprawdę to nigdy się temu dobrze nie przyjrzeliśmy, więc w rzeczywistości mamy dużo wyobrażeń na jego temat, równocześnie nie znając go.

Cień

 Tymczasem to co skrywamy w cieniu niekoniecznie musi znaczyć coś złegoZ cienia mogą się wyłonić też prawdziwe perełki. Jakie? Zanim do tego przejdę, wyobraź sobie coś. Idziesz drogą i nagle widzisz ruderę. Chcesz przejść obok, ale coś Cię tam ciągnie. Wahasz się chwilę czy tam wejść. Z zewnątrz nie wygląda zachęcająco. Po namyśle wchodzisz jednak do środka. Ciekawość wygrywa. W środku mogą się wydarzyć trzy scenariusze. Pierwszy. Okazuje się, że dom jest zniszczony i najlepiej go zburzyć i wybudować nowy na jego miejscu. Drugi. Stwierdzasz, że dom jest całkiem, całkiem, i że po pewnych przeróbkach może wyglądać jak nowy. Trzeci. Po wejściu, Twoim oczom ukazuje się przepiękne wnętrze. Stwierdzasz, że tak naprawdę można tu od razu zamieszkać i jedynie odnowić go na zewnątrz.

 Tak samo jest z cieniem. Stając z nim twarzą w twarz być może okaże się, że odkryjesz jakąś swoją cechę (zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), którą stwierdzisz, że chcesz zmienić. A może zobaczysz, że jakaś cecha, tak naprawdę może być czasem przydatna i zdecydujesz się z niej korzystać w pewnych sytuacjach, a w innych (gdy jej użycie może być szkodliwe) zastosować coś innego. Jest jeszcze inna opcja. Może się okazać, że w cieniu skrywają się Twoje talenty i mocne strony, do których się nie przyznawałeś, bo kiedyś zdobyłeś przekonanie, że „to nie przystoi”, itp.

 Czy to zachęciło Cię choć trochę do spojrzenia na cień? Mam taką nadzieję J. Choć, być może nadal pojawia Ci się pytanie. „Ok, ale po co mam ten cień zaakceptować? Szczególnie gdy okaże się, że rzeczywiście nie podoba mi się to co zobaczyłem”. W akceptacji cienia nie chodzi o akceptację „taki już jestem i nic tego nie zmieni” albo „nie podoba mi się to, ale skoro taki jestem to nie będę tego zmieniał”. Chodzi o pogodzenie się z tym, że „tu i teraz taki jestem, takie emocje przeżywam, takie mam przekonania, itp.”. Akceptując to, przestajesz oceniać, a zaczynasz się temu przyglądać. Widzisz pełny obraz i możesz postanowić co dalej z tym zrobić. Brak akceptacji może sprawić, że nie będziesz mógł w pełni siebie zobaczyć i trudniej będzie Ci podjąć właściwą decyzję. A jeśli nie mówimy nawet o akceptacji tylko o wyparciu, to tym bardzie trudno będzie coś zmienić. Tak naprawdę mówisz w tej sytuacji “to nie istnieje”. Więc jak masz zmienić coś co nie istnieje?

Etapy paradoksalnej zmiany

 Wracając do procesu paradoksalnej zmiany, poniżej przedstawię Ci jak taka zmiana przebiega. Jeśli chcesz, możesz to zrobić samodzielnie. A jeśli lęk jest prawie tak duży jak chęć przyjrzenia się temu, może warto abyś zastanowił się nad konsultacją u terapeuty. Terapeuta może być pomocny dlatego, że czasem mimo szczerych chęci, nasz strach może potajemnie nas sabotować. I terapeucie łatwiej to zobaczyć. Pomoże przyjrzeć się lękowi i obawom. A potem, wiedząc już czego się obawiasz, jeśli zdecydujesz się na to, poprowadzi Cię dalej przez ten proces.

  A teraz czas na etapy:

     1.   Wybierz cechę (lub zachowanie, emocję, przekonanie lub potrzebę), której chcesz się przyjrzeć, a którą wcześniej wypierałeś.

    2.   Nazwij ją i zaakceptuj, że w tym momencie taki jesteś. To jest Twój punkt startowy. To ten punkt na mapach, który mówi „TU JESTEŚ”.

     3.   Zacznij obserwować siebie. Jak się czujesz gdy tak robisz lub gdy to ukrywasz? Jaki to ma wpływ na Ciebie i na innych? Czy jest to korzystne czy szkodliwe? Czy to jest właśnie to na czym Ci zależy? 

    4. Czasem też będziesz musiał sięgnąć do przeszłości. Z czego wynika, że tak się zachowujesz? Co sprawiło, że zepchnąłeś to do cienia? Jakie doświadczenia miały na to wpływ?

 Jeśli na którymkolwiek z etapów, zaczniesz czuć silne emocje, warto poszukać wsparcia bliskiej osoby lub terapeuty.

  W pewnym momencie wydarzy się jeden ze scenariuszy:

 Pierwszy. Zdasz sobie sprawę, że chcesz coś zmienić całkowicie lub częściowo. I to „chcę”, w pełni świadome, wypływać będzie z Ciebie, z Twojego serca. Nie będzie już wtedy „muszę” czy „powinienem”. Zmiana będzie wtedy o wiele łatwiejsza.

lub

 Drugi. Stwierdzisz, że jedyne co musisz zrobić to zmienić swoje nastawienie do danej cechy (zachowania, potrzeby, itp.), zaakceptować ją i zacząć ją bardziej pokazywać.

 Etapy paradoksalnej zmiany mogą się zadziać szybko lub trwać. Jest wiele czynników, które mogą na to wpływać. Ważne jest, aby nie przyspieszać ich. Pozwól wszystkiemu płynąć. Warto, aby potrzeba (jakakolwiek się nie pojawi) wypłynęła naturalnie.

 Na koniec chciałam podkreślić jedno. W paradoksalnej teorii zmiany nie musisz od razu zaakceptować całego swojego cienia (wszystkiego czego wypierasz) i dopiero wtedy dokonać zmiany. Możesz to robić etapami: cecha po cesze czy zachowanie po zachowaniu, emocja po emocji, przekonanie po przekonaniu lub potrzeba po potrzebie.

 Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci powodzenia na Twojej drodze do samoakceptacji i do zmiany. A jeśli stwierdzisz, że na którymś etapie potrzebujesz wsparcia, zapraszam na konsultacje.

Zachęcam Cię też do przeczytania innych artykułów na moim blogu.

Ilona Gajak – Psychoterapeutka Gestalt